Archiwa tagu: wyposażenie

Cyklopy 2, czyli krzesła w „biurze”;) Kiciora

Nowy nabytek z pchlego targu, dwa krzesła żółciutkie jak żółtko od zielononóżek, nie jest to kunsztowne wykonanie, ale tym razem przymknęłam na to oko, gdyż zmierzam do eklektycznego wnętrza choć wychodzi jak zwykle, dziesiątki lat wstecz:D

Koszt za 2 krzesła 80 zł. Uwaga „Guzikowcom” wstęp wzbroniony:D Tak wyglądały na targu:



A tak wyglądają u mnie:





















Jak usunąć rdzę. Pilotaż Kiciora.

W ruderze nic się nie dzieje, zmiany w ekipie, przybył (a raczej przybędzie) nowy członek załogi, prace ruszają od lipca i mają zakończyć się w grudniu. Umowa słowna, ale tu nie ma możliwości formalizacji niestety. A miało się tyle dziać. Kicior chodzi i pyta o wydruki na szkle, grzebie w próbkach tkanin, ale co z tego jak ściany kryją się kurzem, podłóg nie ma… i tak dalej i tak dalej. Żeby zapełnić lukę ruderową, a co gorsza stodołową także, wracam do krzeseł, dziś zrobiłam drugie.



Może komuś przyda się informacja jak usunąć rdzę. Otóż ocet świetnie się sprawdził, po 3 dniach rdza zeszła kompletnie, ale ocet zaczął spoufalać się z metalem, więc omal nie przedobrzyłam. Cola – kompletna klapa, wprawdzie 2 dni moczenia, ale prawie nic to nie dało. Tylko jeden mały prześwit metalu. Mleczko do czyszczenia – bardzo dobre, ale na wyczyszczone już szlifierką krzesło, gdzie trzeba zetrzeć rdzawy kurz. Wraca temat odrdzewiacza, 2 miejscowości do 20 tys mieszkańców… nie ma odrdzewiacza w żelu, jedynie w sprayu lub płynie do namaczania. W moim przypadku oba się nie sprawdzą. Zostaje mi internet:) Szlifierka na taką rdzę z jaką miałam do czynienia była najlepszym wyjściem, w kilku miejscach ciut uszkodziłam krzesło na rancie nóg, ale te uszkodzenie udało mi się zredukować papierem ściernym. Odrdzewiacz jest niezbędny na wykończenie krzeseł bym mogła je zabezpieczyć i pomalować. Ze zdjęciami krzeseł czeka mnie jeszcze pielgrzymka po stolarzach. Któż to podejmie się zrobienia siedzisk i oparcia? 🙂 Kicia jest w swoim żywiole:)

oba krzesła już wyczyszczone

oba krzesła już wyczyszczone

krzesło jeszcze przed czyszczeniem szlifierką

ocet z osadem z rdzy

po lewej ocet po prawej cola która zrobiła się galaretowata

po occie

po coli

A z okazji świąt wymyśliłam jak wykorzystać skarpę przy stodole, otóż zakamuflowana i wbudowana w skarpę (jeszcze nie wiem jak) będzie wędzarnia. Miałam styczność z 4 wędzarniami, jedną ze stalowej szafy, drugą murowaną w ziemi, trzecią z beczki też w ziemi i czwartą w komórce. Poczytamy i zobaczymy jaka będzie moja. A skoro wędzarenka mała to i może gdzieś by tu miejsce na wino;)

Jak zwykle bym o czymś zapomniała:

  • okna w ruderze będą 10 maja 9 sztuk plus 2 witrynki całość 3200 zł
  • w czwartek jadę po papiery, bo kicior na stare lata wraca na architekturę wnętrz
  • w piątek idę oglądać projekt stodoły
  • i długi weekend… słonecznego życzę:)

Nowe życie krzeseł, cd, usuwanie rdzy

Nie zawojowałam zbytnio. Po szczotce ręka zaczynała więdnąć więc wzięłam się za sprzęt ciężki.

Pierwsze krzesło posmakowało octu w kubeczku i dalej smakuje, zostawiłam na noc. Zrobiłam to na próbę, bo nigdy tak nie usuwałam rdzy. Drugie z zamierzenia miało być traktowane szczotką i papierem ściernym. A jakby nie wyszło już znalazłam fachowca od piaskowania w Zgorzelcu. Krzesło jednak ładnie współpracowało, pod sklejką gnieździły się czarne mrówki. Wszystko szło w dobrym kierunku, ale nie mam na wyposażeniu wiertarki na dopracowanie zakamarków i tu moja prośba, w tym przedświątecznym szaleństwie, jakby ktoś znalazł chwilkę i podzielił się swoją wiedzą jak mam tam dotrzeć? Może chemia? Jaka? Krzesła nie mogę rozkręcić, gdyż jest nitowane, a nie zwróciłam na to wcześniej uwagi.



Pat mi pomagała i dzielnie działała szczotką. Niech się wprawia. A co;)

Po robocie z resztek octu i farbek wyszły nam jaja. Jeszcze mokre i zafarbowane posypane solą zrobiły się w kropeczki:) Tak więc nasze pisanki będą w tym roku nakrapiane. Idę marynować szynki, eh:/

Jakby co jeszcze raz Wesołych Świąt:)

Aaa, bo bym zapomniała, była dziś koparka na stodołowych włościach i wywiozła transport pniaków, ale przy drugim podejściu pękło coś chyba przy sprzęgle, nie znam anatomii koparek:)(w każdym razie coś koło wajchy). Przełożone na po świętach sprzątanie sadu i uwaga, będzie wówczas kształtowanie terenu:)))Dziękuję T.

Krzesła, pierwsze wyposażenie stodoły nie licząc lamp na wysięgnikach:) kaisera i innych

I figa, reszta więdnie gdzieś na złomie. Mam dwa, bo jedno wcześniej ktoś zaklepał:) Zawsze coś, dostałam i jestem wniebowzięta:)… nie będzie gotowania na święta (zresztą gotowania nie znoszę), od jutra daję nowe życie tym dwóm okazom, w końcu teraz jestem za nie odpowiedzialna:) Życzę wszystkim udanych świąt, takich jak kto lubi:) Mi marzyłoby się ognicho, kiełbasa (może być biała żeby nie było;)), duży koc, 25 stopni w plusie, gdzieś na końcu świata przy szumiącej rzecze, mieszanym lesie i dwa moje serduszka patusiowoszymusiowe, a że inny scenariusz już został nakreślony… nic… brnijmy upajając się chwilą po swojemu. Niech będzie Wam mokro w poniedziałek, refleksyjnie w sobotę i radośnie w niedzielę.


Pomysł na ścianę, czyli jak zrobić fakturę tynku. Tynk cienkowarstwowy.

Jak zrobić fakturę na tynku? Kiedyś dawno był taki magazyn „Zrób to sam” i podkradając ojcu namiętnie pochłaniałam treść. O ile dobrze pamiętam, to właśnie tam było o fakturze, którą można było nadać miotełką z gałęzi, pomiętą gazetą, folią, klockiem, a nawet… rączką lalki 🙂 Tak. A wczoraj oglądając pewną tajemniczą komórkę, brat mój zwrócił uwagę na niesamowite „usłojenie” betonowych ścian, które pozostawił po sobie szalunek z grubych  nieheblowanych dech.

Idąc tym tropem… brakowało mi pomysłu na fragment ściany za łóżkiem mojego syna. Teraz po zmianach (adaptacja samego poddasza  bez parteru stodoły) planuję zrobić mu minimalistyczny pokój z prostym blatem roboczym, krzesłem dobranym to temperamenciku, do tego łóżko + 2 szafy z Ikea. A wszystko chłodne, spokojne, stonowane (wyłączając kolorystyczny akcencik z rodziny krzesłowatych i ciepłą drewnianą podłogę) z możliwością dalszej kreacji pomieszczenia przez mojego syneczka.

A tamta ściana była niesamowita i szkoda wielka, że nie miałam aparatu, ale jak będę w stronach tego zjawiska z pewnością wyposażę się w mój kieszonkowy pstrykacz.

Nadając ścianie taką fakturę trzeba by było mieć nie tylko nieheblowane, ale dobrze by było też potraktowane kwasem, czy szczotą drucianą i zabezpieczone dechy aby nie „piły” tynku, a i warstwa tynku nie mogłaby być taka cienka. Brat wymyślił nawet by zrobić do celów zdobniczych taką formę deskowatą,  a gipsowe odlewy usztywniać np. siatką do łączenia regipsów. To nie było by już tak naturalne, jak odciskanie desek z powodu łączenia krawędzi odlewu.

To tylko taki pomysł, który poczeka dzielnie z masą innych. Eh. Może ktoś z Was wypróbuje, bo od planów do realizacji u mnie długa droga. Niestety:/ Zimowo i mroźnie i śnieżnie pozdrawiam:)

Po edycji (29.11.2010 r.):
Oto brat udokumentował i wysłał mi zdjęcie… nie wiem jak Wy ale ja po prostu po raz kolejny zakochałam się w owej rzeczy materialnej, na zdjęciu załapało się troszkę pajęczynek:)

Statyw. I co na ścianę?

Pisałam swego czasu o kulkulkach, tj. takie kulki zakupione na targu, które ktoś z jakiejś wystawki przywiózł i sprzedawał po jakieś 3 zł za sztukę, ja wytargowałam taniej. Dowiedziałam się, że wieńczyły ogrodzenie. Miałam zrobić z nich lampę, ale lampa poczeka, choć miała powstać już dawno temu. Teraz zrobiłam dopełniacza ściany, miał być kilim, ale uznałam, że będzie za puchato i tak pusto (niekonsekwentnie) było, aż potknęłam się o torbę z zaśniedziałym już „znaleziskiem wykopaliskiem”. Wyczyściłam, jedną pomalowałam na turkus. Czyż nie ciekawie? A jeszcze znajomy R. podsunął mi kiedyś, że jego pierwsze skojarzenie to świecznik, a więc zrobiłam z jednej, tylko świeczkę na wymiar muszę kupić, bo ten słupek jest za grubaśny.

A teraz do tematu… wcześniej tylko bym guknęła na tego cudaka, ale dzięki jednej z was drogie czytelniczki… zakupiłam ten oto stary statyw geodezyjny, koszt 30 zł… Na co? Na lampę.

Pamiętacie czaszę Kaisera, tak myślę ją umieścić na szczycie, tylko muszę wykombinować przejściówkę w ten otwór… trochę czasu to potrwa. Potem wujka spawacza, a to już graniczy z cudem, a i jeszcze czyszczenie z tej obleśnej olejnej farby. Lampa będzie, ale kiedy? Nie wiem.

A co z geodetą? O tym obszernie już niedługo. Gdyż praktycznie codziennie wychodzą jego nowe krętactwa.

Narożnik na śmietnik?

Co zrobić z czegoś takiego?


Jedyny problem to znalezienie odpowiedniego materiału w odpowiednim kolorze. Ograniczona przestrzenią w tej chwili nie mam kompletnie możliwości nic zrobić, więc tak pogdybam. Z jednego narożnika planuję zrobić elementy wypoczynkowe do naszej stodoły: 3 leżanki, jedną z narożnym oparciem, drugą z zagłówkiem i trzecią z nadstawką drewnianą jako stolik.

Co potrzebujemy: tapicera (chyba, że mamy maszynę do szycia skóry i nici tapicerskie, pistolet, który pieszczotliwie zwę „cakcakiem”), odpowiednią skórę (kolor wyśniony wymarzony, impregnowaną, naturalną o zgrozo) i nogi, w moim przypadku 3 komplety, np. takie z Ikea.

Kolor: chodzi mi o taki kogiel mogiel, ewentualnie ugier czy koniak. Jedyny ciepły kolor wśród całej palety szarości, grafitów, zimnej bieli i antracytów. Uważam, że zestawiony z fragmentami czerwonej palonej cegły na ścianach będzie ładnie się wyróżniał, ale i nie przytłaczał wnętrza. Mocnym kolorystycznie elementem będzie ciemno grafitowa 3 metrowa wersalka kubistyczna, prosta, lekka, przed telewizorem. 3 leżanki będą jedynie dopełniać wnętrze za nią.


Zabawa w lubię:) Myślałam, że nikt mnie nie zaprosi, a tu proszę dziękuję Ananda.

„Lubię” w sumie jest dla mnie jednoznaczne z „prawie kocham”
Kocham 3 istoty na tej ziemi i 2 sprawy niematerialne, wszystko inne „prawie kocham” albo „prawie nienawidzę” lub „nienawidzę”. Jeżeli czegoś nie sklasyfikuję w jednej z tych 4 grup jest mi nieznane lub obojętne.
Prawie kocham (ograniczając się do 10):

  • robić ‚coś’ z niczego
  • fundować nowe życie temu co zostało skazane na niebyt
  • guinnessa i angielskie wioseczki, francuskie przedmieścia i niemieckie nowe osiedla
  • liczyć na siebie ze świadomością oparcia w kimś innym
  • rozsądne proeko
  • logikę i zdrowy rozsądek (kiedy owych przebłysk dostrzegę u siebie) a u innych szczyty szaleństwa i brak rozsądku choć ściśle moralnie
  • wszystko co wywołuje u mnie burzę nastrojów
  • wszystkich którzy żyją pasją jaka by nie była
  • tych którzy nie boją się realizować swoich celów marzeń pragnień po trupach(ale ściśle moralnie;))
  • wszystko co jest związane z budownictwem architekturą wnętrzami …a co za tym idzie społecznością rodziną jednostką…i w ich kontekście…komunikacją współżyciem relacjami
  • dodaję równie istotny punkt 11: lubię te chwile a mam je może 2 razy do roku kiedy świat staje w miejscu kiedy nikomu nie jestem potrzebna i kiedy mogę wyłączyć się całkowicie bez żadnych konsekwencji

Wszyscy których bym zaprosiła już się wypowiedzieli lub nie wyrazili chęci uczestnictwa w zabawie, także u mnie łańcuszek zamknięty.

Lampa Pracitronic rodem z DDR

Przedstawiam nowego członka rodziny… Na początek muszę wspomnieć o tym, że mam pewną przypadłość, a mianowicie jak niektórzy „chorują” na torebki, nowe buty, unikatowy okaz filiżanki, czy białe kruki, tak ja, gdy tylko zobaczę lampkę biurkową dostaje coś na zasadzie obłędu… Mechanizm jak w momencie zakochania, motyle w brzuchu, kompletny zanik świadomości i jakiegokolwiek racjonalnego myślenia. Chęć posiadania owych lampek jest przyczyną konfliktów z małżonkiem, ale cóż poradzić. Nieuleczalny mój „fetyszek”.

Dziś skoro świt wybrałam się na targ ciągnąca jakąś niewytłumaczalną siłą, wśród zwałów śmieci wykopałam tą oto lampkę, zakurzoną, brudną, zapomnianą. Dałam za nią całe 7 zł:) Czyż nie jest piękna? Blaszano – stalowa, ciężka jak diabli, z porcelanowym gwintem, sprawna w 100%. Dzieciom również przypadła do gustu, Pat powiedziała: „mamusiu pekna a ta calna bzidka”.

Nasz kochany kundelek

Przyszła lampa. Zanim zapakowałam do przechowywania, udokumentowałam lampeczkę: Manfrotto statyw, a Kaisera tylko czasza, kabel z pierwszej lepszej hurtowni elektrycznej, miały być drobne rysy, statyw porysowany widocznie i znacznie, chyba, że ta drobna rysa tyczyła się tylko lampy, bo tam jest przez całość:) Lampa jest prześwietna a rysy dodają jej uroku wg mnie! Jestem z niej dumna, drabiny nie rozpakowywałam gdyż nie pomieściła by się w mieszkaniu, a lampki wojskowe, cóż jak naoliwię może coś z nich będzie;) A tak poważnie, też są piękne choć wywołały szczery uśmiech, a raczej śmiech u małżonka:) Zaraz wywiozę wszystko na strych na pieleszach by czekało cierpliwie na swoje 5 minut:)

Niżej zdjęcia na żywo lampy, lampek i drabiny – schodów na antresolę synka.

Geodeta, kosa, drzewko no name, wielkie cięcie

Dziś kosiłam trawę: ale udało mi się zaledwie 1/3, posiałam osełkę, gdzieś w tych chaszczach, a na koniec kosa była już tak tępa, że raczej łamała łodygi samosiejek i pokrzyw. Poniżej zdjęcie przed i po koszeniu. Mojej nowej kosy nie rozdziewiczyłam ponieważ nikt nie wie jak ją wyklepać, więc pożyczyłam od pewnego uprzejmego pana.

Dzwonił dziś do mnie geodeta: nie tylko po moich interwencjach, ale także po nękaniu go przez właściciela działki tj, mojego ojca. Zadzwonił tylko po to by powiedzieć, że wychodzi nie 30 a 23 ary z hakiem, więc trzeba dosztukować z tej drugiej części, ale on najpierw uda się do urzędu (w poniedziałek) i będzie negocjował z urzędnikiem. A czemu jako 30 arów? Gdyż tak niby miało być najszybciej z tego względu iż ziemia rolna, czy to sad, czy łąka, czy pole musi mieć minimum 30 arów. A gdyby ojciec chciał mi dać mniejszy kawałeczek to na terenie wiejskim do innych celów, 2 razy trzeba będzie występować z papierkoladą do urzędu ojciec jako właściciel, a potem ja jako właściciel już po przepisie.

Zmiana koncepcji w ogrodzie: żaden kaskadowy modrzewiowy żywopłot jak planowałam wcześniej, tylko ściana z nadzwyczajnego drzewa. Rośnie sobie, ma nadzwyczajną korę, a zimą wygląda demonicznie wręcz. Jak już nie ma liści powala ta kora, jest doprawdy cudna. Drzewo rozrasta się jak szalone, więc odpowiednio duży rów wykopię i zabezpieczę by rozsady nie wchodziły na trawnik. A co zrobię z tego drzewa? Ścianę! Najpierw stelaż do którego uwiążę gałęzie rozsadów i przycinając 2 razy w roku wyjdzie mi mur nie do przebicia. Zimą piękna plątanina poharatanych gałęzi, latem gęstwina liści… a rośnie liść na liściu i liścia pogania, tak, że doprawdy ciężko dostać się do gałęzi. Zdjęcia: pierwsze kora i liście w z bliska, drugie zdjęcie teraz, w całej okazałości, trzecie zdjęcie to jedyne, jakie posiadam bez liści, gdzieś porą wiosenną, wykonał mi małżonek.

W sobotę wycinamy wszystkie drzewka owocowe, tj. ojciec będzie wycinał, ja będę nosić gałęzie, a… i mam obiecane, że nauczę się posługiwać spalinową piłą, wreszcie coś dla ducha;)

I jeszcze znalazłam w pewnym garażu fajną oprawkę i fajną do niej żarówkę, tylko że 400 W. Producent Tesla i pamięta jeszcze Czechosłowację. A poniżej zdjęcie dwóch fajnych taborecików, pierwszy ma świetny stelaż, drugi… miałam identyczne krzesło obrotowe, z odlewaną żeliwną nogą i jeszcze z oparciem. Nie wiem gdzie się podziało:/ Taborety zalegają w osiedlowej pralni/suszarni. Ciekawe okazy krzeseł są po starych, jeszcze nie remontowanych szpitalach takich jak ten lubański… tylko jak stać się szczęśliwym posiadaczem takiego krzesła co cała przekrojówka owych jest wystawiona przed gabinetami lekarskimi? Wie ktoś?