Archiwa tagu: postępy

POZWOLENIE NA BUDOWĘ… już mamy:))))

Przychodzi mi się spowiadać z własnej głupoty: cierpliwie czekałam na pozwolenie na budowę:) Na początku czerwca składałam projekt wraz z wnioskiem o pozwolenie na budowę, potem miało być jakieś 65 dni, a więc decyzja na sierpień. W lipcu miałam trochę uzupełnić (w terminie do 7 dni), uzupełnione zostało w ekspresowym tempie dzięki studio4A. Sierpień minął, potem wrzesień, pomyślałam, że od tamtego lipcowego pisma procedura poszła od początku, tydzień temu upłyną drugi termin, dziś zadzwoniłam i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu usłyszałam w słuchawce…
– a… tak, tak decyzja już jest.
– jak to?
– chwileczkę… tak, 16 sierpnia została wydana.
– czemu do dziś nie dostałam powiadomienia? Jest październik!
– a widzi pani bo musiała by to być specjalna forma wysyłki, bo i te projekty i wszystko…
– proszę mi chociaż powiedzieć czy pozytywnie:)
– ależ oczywiście

Parę godzin później odebrałam POZWOLENIE NA BUDOWĘ:)))))

Eh, Kicior nie chciała zadręczać „lwa” telefonami 😉 Dręczyłam za to listonosza.
Zdążyliśmy przełożyć plany wymiany dachu na wiosnę 2012, eh 2 miesiące w plecy, z pokorą przyznaję wstyd mi okropnie:) Bo w tym roku już za późno, a październik, choć piękny, w końcu przestanie udawać pełnię lata i pokaże swoją prawdziwą naturę.

I jeszcze na koniec dzisiejszego dnia: pamięta ktoś ruderę:) Trwa wykończeniówka, Kicior przedstawia autorską klatkę schodową, choć pewna osoba zarzuciła tworowi „schizowatość”:D Paciorkównie podobał się i baranek, i rybki na słupie, i ptaszek, inwestorka też pochwaliła, więc improwizacja powiodła się;D






Ps. zna ktoś rzetelnego kierownika budowy:)))????

Gotowy podjazd, część3.

Ależ pachnie wieczorną porą, zapach świeżo skoszonej trawy miesza się z pierwszymi przymrozkami, wielbię ten zapach bardziej niż ten rozgrzanego asfaltu po burzy, jakiegokolwiek kwiatu, czy zjawiska, nawet bardziej od senses lancome;D W radiu mówili, że bociany odleciały, a ja prowadzę pociechę do przedszkola w czwartek. Żal lata, oj żal, tego co się nie zrobiło, a mogło, ale też, co jeszcze nie było wykonalne.

Ale za to mamy zjazd na posesję. Nie ma 3 na 4, a 2 na 4 metry:) Ale i tak jest to widoczny zaczątek tego, co będzie się tu działo. Nasz „dom” zaczyna przypominać DOM i z każdym kolejnym etapem wiążemy się z nim jeszcze bardziej (o ile to możliwe). Myślę o inwestycjach, które miały by mi umożliwić wykonanie w 100% zamysły stodołowe, zamierzam zainwestować w coś co stodołą nie jest, przeciwnie, jej odwrotność filozoficzno-techniczna(a to wymyśliłam określenie:D), i to coś miało by mi dać przepustkę w przyszłości do wymarzonej stodoły. Po co kombinować? …by nie opierać się jedynie na kredycie, czy też, by nie działać wyłącznie etapami w realizacji stodołowej. Plany plany plany… plany.

Nie ważne.

Chwalę się zjazdem:) Niby nic takiego, ot zwykły zjazd (choć zajął mi 3 notki), a jak cieszy serducho:) Dokładnie na przeciw zjazdu ma być utwardzony plac i brama garażowa od prawego dolnego okienka do prawej krawędzi budynku.














Zjazd do domu, część 1.

Jako, że jutro będą kończyć na Wieży zjazdy do domostw z drogi powiatowej, skoro świt (a dla mnie to 6 rano:)) jadę dopilnować by zrobiono także u Kici. Przyjedzie T. z koparką by troszkę podszykować i podsypać tą szlaką, którą swego czasu odbieraliśmy spod ściany stodoły. A dziś, hym, niedziela upłynęła błogo co po niektórym (mła), a innym (małżonek) na zmaganiu się z chaszczami pokrzyw, ostów i innych cholerstw. Dziś rano kupiliśmy podkaszarkę spalinową taką za 400 zł (czyli średnia, 1,7 konia, no name), bo nasza tradycyjna kosa zakupiona w zeszłym roku gdzieś zaginęła(może to i lepiej, bo małżonek nie umie władać ani osełką ani takową kosą i ja nieszczęsna musiałabym prażyć się w słońcu:), za to spalinowa idealnie wpasowała się w jego anatomię i szedł jak burza). Do zakupu doszedł szpadel, bo w planie było pakowanie szlaki na taczkę i ręczne machanie szpadlem w celu odkopania zjazdu dla tłucznia i świeżutkiego asfaltu, schowaliśmy go jednak w bezpieczne miejsce jeszcze nierozdziewiczony:) Dobrze, że mamy T. który pomimo natłoku pracy (żniwa, itd.,itp) zgodził się nas poratować:)

Więc tak, Jędrek kosił, Kicior chlapał się, dzieci i auto szlaufem, potem tyczyliśmy drogę wg projektu. Teraz nadrabiam poniedziałkowe zamówienia i reszta wieczoru upłynie z lampką Porto i „dobrym” cotygodniowym filmem niespodzianką jaką mąż dla mnie przyszykował (do tej pory były to odcinki serialu big bang theory). Miłej resztki ostatniego sierpniowego weekendu Wam życzę:))) A i nadmienię, że od pierwszego września moje najstarsze 3 letnie dzieciątko idzie do przedszkola:) O nią się nie martwię, ale jak ja to przeżyję:D.








Równanie terenu przy stodole, część I

Dziś rano dostałam sygnał, że wczoraj wstępnie podrównano teren przy stodole, wracając z trasy pojechałam zaraz popstrykać parę fotek. Pniaki zepchnięte na kupę, dziury po pniakach zasypane. Po tej jutrzejszej niedzieli ostateczne nadawanie kształtu wg planu:) Oto jak wygląda ogród po wczorajszych wyczynach T. Z okna rozciąga się widok na wjazd na naszą posesję:) Miłego weekendu…



…i uwaga na wredne wirusy, u mnie dopadły 3/4 rodziny, tylko ja ocalałam:) Tfu, odpukać 😉













Dla mojej ulubionej pani architekt:) Ot taki plan ogrodu podesłałam kiedyś jak miałam się określić co do terenu biologicznie czynnego w projekcie budowlanym:



To pierwotnie, a teraz mam kilka innych pomysłów, także z niecnym wykorzystaniem studni, rowu i pompy w miejscu jabłoni, która tonęła w róży robiąc tam sadzawkę.

Projekt domu ze stodoły

Nie tylko serce stodoły i jej lokalizacja sprawia, że będzie to miejsce wyjątkowe. Przedstawiam Wam projekt budowlany ratujący ten rozklekotany budynek (a właściwie tylko rzuty, bo elewacja jaka będzie każdy ze stodołozaglądaczy widział). Od kwietnia 2010 roku szukałam biura projektowego. W każdym przypadku prześwietlałam nie tylko portfolio, ale i ludzi, z którymi miałabym współpracować (potęga internetu).



Na początku szukałam projektantów którzy zajmowali się już adaptacją stodoły, tu 2 biura w Jeleniej Górze. Potem doszła masa innych czynników. Brałam pod uwagę nawet Wrocław, po drodze Gryfów i Lwówek, by w końcu rozejrzeć się pod nosem. Nie szukałam długo (wszystkie poszukiwania zajęły mi 3 tygodnie), ale intensywnie (stawiając chyba na jakość, bo jakże by inaczej). Wszystkie drogi zaprowadziły mnie w to miejsce

Studio 4A

Obrazowo dla Was zamieszczam tylko rzuty, całą techniczną stronę zostawiam sobie:)

Zagospodarowanie terenu (bardzo plastycznie będzie się zmieniać, takie są uroki ogrodów).



Parter (tu mam plany na dalszą przyszłość, chciałabym zrobić z tego taki mini pyci lokalny SPOT.,dodatkowo z nadzieją, że Kiciora ponownie przyjmie „matka”tu), ale to, jak już się zadomowię, kiedy powrócę do lokalnej ojczyzny. To co niegdyś nazywałam hurtownią, ale taką- przedmiotu w różnej formie, Kicior połączyć chce pasję kilku osób i to co kocha, potrzebuję na to minimum 3 lat.

Póki co będzie tu sień.



Piętro (nasz dom podzielony funkcjonalnie)



Antresola (na której umiejscowiona będzie moja pracownia)

Stodołowe widzimisie

Zacznę od tego, było usadowione przy schodach do piwnicy, teraz jest kupą pyłu i gruzu…



Pokazałam dziś mojej rodzince, gdzie to będą… żyć. Oto relacja foto:)

Biorąc przykład z sąsiadów wybraliśmy się na nasze przyszłe miejsce na ziemi czynić postępy:). A. zbijał tynki (bazaltowe o zgrozo) w piwnicy, bo to jest w projekcie, który niedługo Wam pokażę. My (to jest ja z Szyszem i Paciorem) kołowaliśmy ekipę do ścinania drzewa, postanowiłam się pozbyć jabłonki porośniętej różą, praktyczniej… teraz równanie/kształtowanie terenu będzie pestką. Potem święta trójca ruszyła pomagać tacie w zbijaniu tynków, bo my niestety już nie mamy z kim zostawiać naszego potomstwa. Szyszu oczywiście nie odpuścił fiacikowi. Kicior zbił tylko pół ściany:/ pomalutku zrobimy, jeszcze musimy rozebrać straszące murki (a pępowina z sąsiednią działką zostanie zerwana).

























Pierwszy maj

Wiało więc nici z pryskania randapem, kicior posadził glicynię i akebię (czy jak tam się zwie to pnącze) u mamy w ogrodzie i ruszył do stodoły…



Pacior i Szysz tym czasem:

Mała dygresja wracając do tematu pokrzyw, ot co znalazłam w pewnej gazecie o ogrodach, artykułem powołującej się na stronę kobieta.pl

Więc drogie panie zapraszam do stodoły, tu pokrzyw jest na pęczki,  jak któraś z was przetestuje może podzieli się efektem. Cóż, mi odwagi brak:)

W efekcie porządków omal jedna osoba nie połamała sobie kości ściągając deski ponakładane na jętki, widząc owy upadek wiem, że na nic mój dyplom z pierwszej pomocy, Kicior tylko stał i się darł w niebo głosy, tak że aż wszystkie psy z okolicy zaczęły wyć, wstyd mi strasznie, „akrobata” jednak wstał, otrzepał się kpiąc ze zdarzenia, a upadł centymetry od otworu w stropie, gdzie kiedyś zrzucano siano, wówczas tor lotu nie miałby 2 metrów, a ponad 5. Łzy mi lecą natrętnie (wcale nie od tego, że jestem starsza dziś o rok:)) od wczoraj od kurzu i plew, których nazbierało się 14 worków, okład na podrażnione spojówki: wycieczka do apteki zapłakanego kiciora, litościwe potraktowanie mnie prze panią mgr… kropelki.

Cały złom z góry pocięty i upchany na przyczepkę. Noc nas prawie zastała, więc efektu nie widać zbytnio na zdjęciach (posprzątana góra to czarno białe zdjęcia). Jak będziemy sprzątać dół zrobię zdjęcia w dzień uprzątniętemu poddaszu:) Jest cudowne, zwłaszcza jak wpuściłam światło. Trzeba tam jeszcze tylko porządnie zabezpieczyć otwory okienne by chronić poddasze przed deszczem i wiatrem.

Płyta nagrobna i projekt stodoły

Dziś od rana grzebię w ziemi. I przy okazji takiego grzebania Kicior znalazł przy stodole płytę nagrobną. Latałam z łopatą, aby ją wydobyć. Podnieść nie zdołałam, biceps wielkości jaja przepiórki, za to opracowałam jej plan powrotu (bo chyba wiem skąd pochodzi), którego jeszcze nie uzgodniłam z T., właścicielem koparki. Popytałam i dowiedziałam się jak mogła się tam znaleźć.



Otóż, gdy Kiciora nie było jeszcze na świecie, ktoś z początku wsi postanowił wyłożyć sobie obejście płytami nagrobnymi z poniemieckiego cmentarzyska, które jest na końcu wsi. Gdy sołtys dowiedział się o tym, gonił jegomościa na wozie zaprzężonym w konia. Jegomość uciekał również wozem i płyta mogła tak wylądować pod dębem. Jak ją znalazłam zakładałam, że pochowani są tu gdzieś poprzedni właściciele gospodarstwa, których potomków wysiedlono, a budynki po nich przejął potem mój dziadek.

I drugi temat, projekt. Byłam, zobaczyłam. Kicior nie ma już żadnych wątpliwości, trafiłam na właściwe dla mnie biuro projektowe, gotowy projekt odbieram w środę. Zadowolona strasznie marudna Kicia na początku czerwca rusza z wnioskiem o pozwolenie na budowę.

Płyty się pozbywam, a mam nadzieję, że projekt nie będzie miał nic wspólnego z czymkolwiek co wiąże się z „cmentarzyskiem”:))) To tyle jeśli chodzi o tytuł posta:)

Chcąc podsumować ten dzień powiem tak: przyjmując rozwiązania standardowe za najbardziej właściwe można stracić szansę na osiągnięcie czegoś niezwykłego, a Kicior obiecuje, że choćby pazurami poza ramy standardu wychodzić będzie, ot taka moja natura.

I na koniec zdjęcia 3 drzew, za kilka dni historyczne, bo ich już nie będzie, a drzewa rosły wraz ze mną odprowadzały mnie do szkoły, witały jak zbliżałam się do domu, pod nimi nabyłam 5 cm bliznę na prawym udzie (sentymentalne żegnam się z nimi;)).

To tyle na dziś. W weekend majowy, zamiast chodzić po górach, sprzątam stodołę, działam randapem (bo nie wiem kiedy T., właściciel koparki, znajdzie dla mnie czas na równanie terenu, a pokrzywy przekroczyły niedopuszczalną granicę połowy łydki:) Tak, weekend majowy… sami wiecie jakie tempo ma wasze życie, więc wypoczynku najbardziej właściwego waszej naturze wam życzę.

Na dębie leśniczy nie postawił krzyżyka ufff:), a też rośnie przy drodze głównej nieopodal owej trójki na ścięcie..

Z miłości do przedmiotów

Rudera:

Dziś kicior robiła demolkę przy ruderze, usuwałam stary płot. Kruszył się w dłoniach, więc szybko poszło. Przy okazji odwiedziłam moje słoneczka, które od wczoraj smakują wieś u babci obcując z fauną.


Przy ruderze w stertach opon kicior wygrzebała coś i się zakochała. Tak, chce więcej. Pochodzą ze starego wojskowego ośrodka wypoczynkowego nad Jeziorem Złotnickim, są przeznaczone na złom i krzesła garażowe. Tu 3 sztuki, a ponoć było 12. Informator D. się dowie:) Poszoruję szczotą drucianą rdzę (bo chyba tak to się robi), niech tylko wpadną w moje ręce, choćby 6 sztuk, gorzej będzie z siedziskiem i oparciem ze sklejki – nie do uratowania. Zdaje się, że powierzę fachowcowi. Nie chcę dzielić skóry na niedźwiedziu, więc wyposażam się w cierpliwość.

Kiedyś w szpitalu siedząc w kolejce zamiast skupić się na dywagacjach na temat pełnego pęcherza przed usg kolejkowiczów kicior zapatrzyła się na krzesło, takie moje zboczenie (nie licząc lamp), z całej masy pochodzących z różnej parafii krzeseł to jedno błyszczało kształtem. Krzesło miało podobny stelaż, może ciut bardziej strzelisty.

Stodoła:

Odebrałam polecone.

Przyszły powiadomienia z sanepidu i starostwa (ot, takie informacyjne pisma), że możemy przekształcać budynek gospodarczy na dom, więc już spokojnie czekamy na warunki zabudowy z gminy (mają być do końca maja). Na koniec żaglówka (drewniana nie z włókien) z potrzeby ‚dziwnej’ chwili, bo dziś z pewnych względów zainteresował mnie jej dalszy los. Weekend majowy będzie pod znakiem czystek w stodole, cóż bo wstyd choćby przed tym (tymi) tajemniczymi istotami nawiedzającymi kiciowe włości. Zimą istoty zostawiały ślady i pootwierane wrota, wiosną przestawiają rupiecie. Obwieszczam… nic tam nie ma:D Zresztą nic też nie ginie:)

Niedziela palmowa

Dziś krótko.



1. Niedzielnie – każdy po swojemu spędza wolny czas. Wolny… pojęcie względne. Kicia grzeszy – lata z (na?) miotłą(-le) i tudzież z aparatem.

2. Stodołowo – chyba wiało, plandeki latały i deski wędrowały… do tego prostopadle (trzecie zdjęcie):D ;)hym.

3. Ruderowo – w ruderze przybywa przedmiotów, na zdjęciu: schody w częściach pierwszych, blaty, drzwi i ościeżnice, wszystko wg planu. Tylko… mierzwi plany etap realizacji:/… ale:) jak dobrze, że jest to „ale”:) Inwestorka przybyła i zaakceptowała, poklepała 🙂