Archiwa tagu: plany

Głos rozsądku, czyli kolektory słoneczne płaskie, próżniowe, a może wcale?

PROLOG

Pisałam niedawno, że byłam na pewnym zebraniu dotyczącym kolektorów słonecznych organizowanym w gminie lubańskiej, ale to nic, że to inny powiat. Interesowały mnie pewne kwestie i niekoniecznie dotyczące solarów, gdyż myślałam o oczyszczalni przydomowej(oczywiście z dotacją) i pasywnym odniesieniu do mojej zamierzanej inwestycji poprzedzającej stodołę. Szłam z nadzieją proekologicznych rozwiązań dotowanych na stodole i innym budynku.

I co? Przedstawię Wam moje skrzętnie robione notatki, które robiłam na spotkaniu. Jak skowronek pofrunęłam do domu, a tam po przedstawieniu całej oferty mojej drugiej połówce spadłam na ziemię. A więc druga część tego obszernego wpisu będzie należała do mojego małżonka, który powiedział, że w polskiej rzeczywistości zakup solarów jest nieopłacalny i że mi to udowodni.

CZĘŚĆ I

Pewna firma(nazwy wymieniać nie będę, chyba że ktoś potrzebuje to napiszę na maila), daje możliwość dotowania solarów do 73%( jeśli wybierzemy duży i drogi zestaw:)). Gdzie do 45% jest standardową dotacją o której wszyscy zapewne słyszeli, ale warunki:

-jeśli prowadzi się działalność gospodarczą w budynku gdzie mają być solary powierzchnia pod działalność w budynku musi mieć mniej niż 50%

-trzeba wziąć kredyt( i tak, prowizja dla banków, które uczestniczą w programie waha się między 2, a 5%, a oprocentowanie kredytu między 7,a 12%)

-dom musi być zamieszkany i w stanie minimum surowym zamkniętym (co do ilości osób, wystarczą oświadczenia domowników)

Dotację dostaje się (choć jest możliwość, że nam jej nie przyznają)od momentu uruchomienia zestawu solarnego, a kredyt zaczyna spłacać się po tym jak ktoś z banku sprawdzi naszą nowiutką instalację.

Oczywiście potem trzeba zapłacić podatek od darowizny.

Teraz kolejne 25% dotacji (w ofercie tej firmy) pochodzi z tak zwanego Funduszu badawczego, my jesteśmy jedynie zobowiązani do wypełnienia ankiety po miesiącu użytkowania kolektorów, i potem kolejnej po roku użytkowania. 25% dostaje się od samego zestawu (bez montażu)i od kwoty netto.

A teraz z plątaniny słów przykłady:

1. Zestaw do podgrzewania wody dla rodziny 5/6 osobowej(bo im więcej osób jest wykazanych tym wyższa może być dotacja, bo oczywiście korzystniej jest wówczas dla banku), przy tym założeniu że na 1 osobę przypada 1,5 m kw solara:

Zakładany koszt zestawu 20 000 zł

45% + 25%

9000 zł + 4100 zł

Koszt klienta = 6900 zł

2. Zestaw do podgrzewania wody i c.o. dla rodziny 5/6 osobowej

Zakładany koszt zestawu 38 000 zł (cały czas trzeba pamiętać, że na tą kwotę bierzemy kredyt oprocentowany jak pisałam wyżej i płacimy podatek rzędu 1200 do 1800 zł w odniesieniu do przykładów zestawów)

45% + 25%

17100 zł + 8000 zł

Koszt klienta 12900 zł

Tyle z liczb.

Mnie ta prezentacja i tak przekonała, i chętnie bym wyposażyła stodołę w kolektory.

Ogniwa fotowoltaiczne nie są dotowane, w przyszłym roku mają wprowadzić zestawy soloarne z wiatraczkiem. Do końca tego roku owa firma ma zamiar zająć się kwestią dotowania także oczyszczalni przydomowych i ich montażem. Ale dotację na nią dostanie się jedynie, jeżeli nie ma możliwości podłączenia się do ścieków z rury. Obecny na zebraniu wójt gminy Lubań powiedział mi – A po co pani oczyszczalnia przydomowa, do końca 201(?…)roku wszystkie wioski będą miały dostęp do oczyszczalni z rurociągu. Ależ mnie rozbawił tym co powiedział i jego obecność na tym spotkaniu wydała mi się dość abstrakcyjna. Nie chcę dywagować na temat oczyszczalni przydomowych i nikt mnie nie przekona do wyższości oczyszczalni miejskiej nad własną, przydomową, ekologiczną, haha, szkoda tylko, że na Wieży nie mam szans dostać na takową własną oczyszczalnię dotacji i teraz zwyczajnie: mnie stać na nią nie będzie.

Konserwacja konieczna przy płaskich kolektorach co 2 lata (koszt 700 zł), przy próżniowych co 7 lat. Jak jeszcze coś mi się przypomni dopiszę:)

Teraz zostawiam miejsce mojemu kochanemu głosowi rozsądku, czemu to: KOLEKTORY SĄ NIEOPŁACALNE i takie „be”.

CZĘŚĆ II

będzie w kolejnej notce wkrótce i napisze ją mój mąż:)


Ogród ewoluuje

…póki co w głowie, zawsze to jednak coś;) Skarpa z wędzarnią, o tym już pisałam. Ale jak zobaczyłam to cudo i jak upchałam to w skarpę, tam gdzie nieopodal myślę o prostokątnej sadzawce, podświetlonej, i jak dodałam do tego cykające świerszcze… no właśnie rozmarzyłam się… Czas na konkretne projekty, bo ostateczne równanie terenu jeszcze nie doszło do skutku, co pozwala mi na bujanie fantazją. Zaoszczędzi to trochę machania łopatą w przyszłości.



Znalezione tu.





Nie mogłam sobie pozwolić by nie pokazać Wam przy okazji pewnego domu, który ma 2 serca, klatkę schodową i przeurocze palenisko weń i na zewnątrz.









Składam wniosek o pozwolenie na budowę

Dziś odebrałam ostatecznie zamknięty projekt budowlany, 300 kartek, 4 egzemplarze. Dziękuję raz jeszcze 4A🙂

Oprócz 4 egzemplarzy:

wniosek o pozwolenie na budowę

oświadczenie o posiadanym prawie do dysponowania nieruchomością na cele budowlane

– mapę zasadniczą 1:1000 (chyba, wezmę na wszelki wypadek;) bo to w końcu jakieś 30 km w jedną stronę)

Jutro rano jadę z Szymonem pod jedną pachą, z Patusią pod drugą pachą, wnioskiem o pozwolenie na budowę w zębach do Starostwa we Lwówku (sposób wypróbowany gdy jeździłam po pozwolenie na wpięcie się do drogi powiatowej), chyba że ktoś oferuje się na nianię. Babciu wróć z tego Wincheringen;)

Wracając do Zarządu Dróg Powiatowych:) sama przyjemność obcować z tak sprawnie działającą jednostką administracyjną:) Przypomnę przepust, o który wnioskowałam i który zaraz po złożeniu wniosku się pojawił. Pozwolenie na lokalizację zjazdu z drogi powiatowej dostałam właściwie od ręki. Tym razem za zasługą pana S.

Projekt domu ze stodoły

Nie tylko serce stodoły i jej lokalizacja sprawia, że będzie to miejsce wyjątkowe. Przedstawiam Wam projekt budowlany ratujący ten rozklekotany budynek (a właściwie tylko rzuty, bo elewacja jaka będzie każdy ze stodołozaglądaczy widział). Od kwietnia 2010 roku szukałam biura projektowego. W każdym przypadku prześwietlałam nie tylko portfolio, ale i ludzi, z którymi miałabym współpracować (potęga internetu).



Na początku szukałam projektantów którzy zajmowali się już adaptacją stodoły, tu 2 biura w Jeleniej Górze. Potem doszła masa innych czynników. Brałam pod uwagę nawet Wrocław, po drodze Gryfów i Lwówek, by w końcu rozejrzeć się pod nosem. Nie szukałam długo (wszystkie poszukiwania zajęły mi 3 tygodnie), ale intensywnie (stawiając chyba na jakość, bo jakże by inaczej). Wszystkie drogi zaprowadziły mnie w to miejsce

Studio 4A

Obrazowo dla Was zamieszczam tylko rzuty, całą techniczną stronę zostawiam sobie:)

Zagospodarowanie terenu (bardzo plastycznie będzie się zmieniać, takie są uroki ogrodów).



Parter (tu mam plany na dalszą przyszłość, chciałabym zrobić z tego taki mini pyci lokalny SPOT.,dodatkowo z nadzieją, że Kiciora ponownie przyjmie „matka”tu), ale to, jak już się zadomowię, kiedy powrócę do lokalnej ojczyzny. To co niegdyś nazywałam hurtownią, ale taką- przedmiotu w różnej formie, Kicior połączyć chce pasję kilku osób i to co kocha, potrzebuję na to minimum 3 lat.

Póki co będzie tu sień.



Piętro (nasz dom podzielony funkcjonalnie)



Antresola (na której umiejscowiona będzie moja pracownia)

Inspiracje ogrodowe

Dostałam wczoraj 2 książki. O ile pierwszą potraktowałam jak kolejny magazyn wnętrzarski, o tyle druga pochłonęła mi cały wieczór. Przepełniona wskazówkami ogrodowymi… tak, ogród. Dla mnie wiedza tajemna:) Chyba odkryłam nową pasję:D

Pierwsza z książek: Judith Miller, Muza SA, Warszawa 2007, „Domy za miastem”
Druga: David Stevens, Muza SA, Warszawa 2008, „Zamieszkaj w ogrodzie”

A jeszcze nadmienię, że ktoś sprzątnął mi z przed nosa krzesła do „Innej inwestycji-domu z rudery”:/ Metodą kup teraz! O północy, a dokładnie czw 17 lut 2011 23:54:36,  po co zwlekałam nie wiem. Nic, trudno, czeka mnie poszukiwanie kolejnych.

Oto te przechwycone przez a…a(0). Ps. drogi kupujący jak się rozmyśliłeś/aś i przypadkiem czytasz tego bloga odezwij się;)

Motywatory, poddasze

Na początek przepraszam, za to co zamieszczę, nie zapisywałam skąd brałam te cuda (inspiracje moje małe i wielkie), jak właściciel zdjęć zgłosi sprzeciw, pousuwam. Nadrabiałam zaległości w blogach, stronach  itd. itd., a nazbierało się tego stosy. Tony zdjęć, tekstów, omal oczopląsu nie dostałam. A oto śmietanka.

Łazienka, przyznam szczerze, rozpływam się w jej uroku, prostocie i surowości… to jest to co kocham najbardziej! A ja wymyślałam jakieś umywalki z wieka od pralki:) Chyba w Porcelanosie widziałam umywalkę dwuosobową,która by mi odpowiadała, do tego zabudowa, myślałam też by było bez umywalki, a czarę zrobić z mozaiki z fugą epoksydową i dla kontrastu z resztą mieszkania całą łazienkę zrobiłabym opływową… z miękką linią siedziska w brodziku. Łazienka jako, że z zewnątrz będzie w ciemno grafitowym kubiku blaszanym, dla wrażeń estetycznych, chyba właśnie zrobię ją wewnątrz w rażącej, nie łamanej niczym bieli:) Z tą grafiką, o której pisałam na samym początku, kiedy zakładałam blog, czyli Szymuś syrenek, Pati jako ważka, na ocynkowanej blaszce reklamowej. Pobawię się tylko fakturami powierzchni białych. Układ pomieszczenia już od dawna mam.

Tu tylko migawka kominka otwartego, jaki chciałam na samym początku (choć w mojej pierwotnej wizji był kanciasty). Jednak takowy, chyba zbyt zdominowałby moje „salony”, wolę Lunę! Schowa ładnie się za kominem tworząc duet z przeszkloną ścianką od klatki schodowej.

O! I wkracza kuchnia… Chodzi mi o usadowienie zlewu. Urocze! Nie osiągnęłabym tego u mnie, ale tak zamieszczam bo piękne, sielankowe. Wnęka na zlew… choć jakby pogłówkować i wciąć się w kubik łazienkowy obok zabudowanej lodówki, powstanie takie całkiem intymne miejsce do zmywania naczyń…:)

 I na koniec moje szczęścia buszujące w kamieniach księżycowych, a raczej resztkach żwiru podrenażowego.

Kiedy w końcu będę mogła wkroczyć na włości i działać, przecierać gipsówkę, wąchać świeżą farbę, zapach lakieru 🙂 Przepraszam, że tak bredzę, bez planów, projektów… zanim jednak dojdzie do Architekta to chyba minie z rok:/ Na same zaświadczenia o zapewnieniu dostawy prądu trzeba czekać przeszło miesiąc. Niecierpliwość grzechem moim… Nie mam skonkretyzowanego pomysłu jeszcze na dwa pomieszczenia, a raczej trzy (garaż, a co, też musi jakoś wyglądać). Chodzi o sypialnie córki, i sypialnię naszą. Główkowanie wypełni mi czas oczekiwania.

O, a wracając do garażu. Chcę zrobić taką barwną burzę, we wszystkich otworach od podwórza ojca, skoro nie mogę mieć tych secesyjnych pięknych luksferów, to pobawię się światłem i… kolorem. A co! Niech tylko ktoś zarzuci mi niekonsekwencję 😉 O taki efekt chodzi, a najtaniej mogę to zrobić folią witrażową na przeszkleniach:

Piec wolnostojący, koza.

Kompletnie nie znam się na kominkach, ogólnie orientuję się w parametrach i takich tam, dotyczących owych. Ale do czego zmierzam. Przyszłe blogi będę przeplatać: Inną Inwestycją i  Inwestycją Naszą Stodołową.
W Naszej Inwestycji jesteśmy na etapie papierkowych formalności, w Innej Inwestycji dzieje się, oj dzieje.
Teraz do rzeczy. Piec wolno stojący. Szukając sobie kiedyś kozy, czy innego cuda, wkładu kominkowego, itd. nie jako alternatywnego źródła ciepła, a dodatkowego, byłam bardziej za kominkiem z otwartym paleniskiem niż czymś zabudowanym w piaskowcu, klinkierze, marmurze, granicie, bla, bla;). Stawiałam na równoległe do siebie otwory jeden albo z otwartym paleniskiem, albo wkładem, a drugi otwór identycznej wielkości na drwa. Kiedy jednak natrafiłam na LUNĘ… zakochałam się w tym piecyku:), lub alternatywie dla Luny z miejscem przeznaczenia do naszej stodoły o nazwie Modena. Tu można obejrzeć piece.

Teraz o piecu do Innej Inwestycji. Będzie ten na bank. Jakby stworzony do tego miejsca, do tych belek do mikroklimatu tego pyci domeczku. Znalazłam go wracając do „moich”, ślicznych, upatrzonych piecyków. Jeszcze tylko kilka pytań do mojego prywatnego znawcy tematu, brata z krwi i kości, który doradził, douczył.
Taaadam! przedstawiam Wam to cudo:

Na szybko kosztorys

Poprawcie mnie jeśli się mylę. Inwentaryzacja budynku z oceną stanu technicznego 10 zł m kw, a więc 3400 zł, no chyba, że wystarczy tylko to co adaptowane do celów mieszkalnych,  a więc 1700 zł, projekt adaptacji stodoły to koszt myślę do 7000 zł jeżeli nasz Architekt będzie miał do mnie cierpliwość chyba, że zaakceptuje to co zrobię;D. Podłączenie mediów zaokrąglając, 5000 zł za same formalności.

Razem: między 12000 / 16000 zł

Na początek jednak bez projektu, jedynie po zgłoszeniu:

  • dekarz, wymiana poszycia 50zł/ m kw za blachę tj 15000 zł
  • sama blacha 30 zł/ m kw, tj ok 9000 zł + na mój kubik łazienkowy + membrana z jakieś 3000 zł
  • stelarze do ocieplenia
  • ocieplenie poliuretan 71/ m kw, 18 cm to jest ok 20000 zł

Razem: 50.000 (zaokrąglam w górę)

Wykończeniówka:

  • wykończenie g-k no oczywiście siła mięśni własnych 10000zł
  • okna z kołnierzem i na 1 szczytówkę 6000 zł
  • komin jednak z gotowych elementów 3000 zł
  • piec z podajnikiem uniwersalny w tym może na pelet 6000 zł
  • ogrzewanie podłogowe wodne na 70 m kw + grzejniki na resztę poddasza 8000 zł
  • podłoga gres 8000 zł lub beton dekoracyjny 10000 zł lub epoksydówka 18000 zł/ to na 70 m kw części wspólnej + część sypialniana 100 m kw drewno eh, 10000 zł
  • okna  na szczytówce 5 000 zł
  • kuchnia 10000 zł
  • łazienka 10000 zł
  • toaleta 2000 zł
  • 2 antresole 5000 zł
  • drzwi drewniany najtańszy szit z hipermarketu lub od stolarza nie wiem ze sklejki  lofciarsko;)  obstawiam   4000 zł
  • ścianki 6000 zł
  • szafy pod zabudowę 7000 zł
  • oświetlenie no jak dla mnie 10000
  • a i to przeszklenie przy schodach 3000 zł

Razem:  ok. 130.000 zł

Podsumowanie:
Jakieś 70.000 „stan surowy zamknięty”;) + 130 000 wykończenie. Pi razy oko zaokrąglając w górę bo zawsze coś wyskoczy.

Maksymalnie… robiąc niebanalnie za: 200 000 zł – mamy domek od a do z,ź,ż!
Potem (ale też w trakcie i przed: randapy ogrodzenia  podjazdy skarpy  strumyczki) urządzanie ogrodu i oczywiście  mojej działalności. Cała stodoła dach 280 m kw, reszta 170 m kw każdy poziom, w tym i  poddasze użytkowe o powierzchni 170 m kw

A postępy?

Więc tak, po mojej z nim ostatniej rozmowie telefonicznej geodeta zobowiązał się łaskawie, że do końca grudnia zamknie sprawę podziału działki (bite 8 miesięcy). Potem hop do notariusza. Potem hop do ubezpieczalni jeszcze jako budynek gospodarczy ( jej, nie wiem jeszcze jakiej, cóż za niedopatrzenie). Iiiiii hop po warunki zabudowy.

Olśniona…Yabu Pushelberg

Uuuu… muszę to pokazać, dom pokazowy Avenue Road w Toronto 🙂 Właśnie ustawiam sobie górną półkę dla mojej przyszłej pracowni i hurtowni w jednym (meblarsko-rękodzielnicza przestrzeń z promenadą ekspozycyjną musi mi się zamknąć w 100 m kw parteru), pomarzyć dobra rzecz, z moim budżetem wykazać się będę mogła zaledwie albo aż pomysłem 😀

To co miało być na samym początku (czyli jeszcze w kwietniu 2010 r.) kuchnią z jadalnią, gabinetem/pracownią i salonem, na dzień dzisiejszy przeznaczam na działalność gospodarczą. W długie zimowe wieczory, w przerwach od codzienności, spróbuję to zlepić w spójną całość. Do dzieła:) Z pewnością pochwalę się jak będzie już czym:)

Dla tych którzy chcą zostać olśnieni zapraszam do obejrzenia domu pokazowego
Avenue Road
albo bezpośrednio na tę stronę:
Yabu Pushelberg

A tu zdjęcia naszych już prawe, skromnych włości gdzie trzeba będzie się nagimnastykować. Piwnica i parter:

Pomysł na ścianę, czyli jak zrobić fakturę tynku. Tynk cienkowarstwowy.

Jak zrobić fakturę na tynku? Kiedyś dawno był taki magazyn „Zrób to sam” i podkradając ojcu namiętnie pochłaniałam treść. O ile dobrze pamiętam, to właśnie tam było o fakturze, którą można było nadać miotełką z gałęzi, pomiętą gazetą, folią, klockiem, a nawet… rączką lalki 🙂 Tak. A wczoraj oglądając pewną tajemniczą komórkę, brat mój zwrócił uwagę na niesamowite „usłojenie” betonowych ścian, które pozostawił po sobie szalunek z grubych  nieheblowanych dech.

Idąc tym tropem… brakowało mi pomysłu na fragment ściany za łóżkiem mojego syna. Teraz po zmianach (adaptacja samego poddasza  bez parteru stodoły) planuję zrobić mu minimalistyczny pokój z prostym blatem roboczym, krzesłem dobranym to temperamenciku, do tego łóżko + 2 szafy z Ikea. A wszystko chłodne, spokojne, stonowane (wyłączając kolorystyczny akcencik z rodziny krzesłowatych i ciepłą drewnianą podłogę) z możliwością dalszej kreacji pomieszczenia przez mojego syneczka.

A tamta ściana była niesamowita i szkoda wielka, że nie miałam aparatu, ale jak będę w stronach tego zjawiska z pewnością wyposażę się w mój kieszonkowy pstrykacz.

Nadając ścianie taką fakturę trzeba by było mieć nie tylko nieheblowane, ale dobrze by było też potraktowane kwasem, czy szczotą drucianą i zabezpieczone dechy aby nie „piły” tynku, a i warstwa tynku nie mogłaby być taka cienka. Brat wymyślił nawet by zrobić do celów zdobniczych taką formę deskowatą,  a gipsowe odlewy usztywniać np. siatką do łączenia regipsów. To nie było by już tak naturalne, jak odciskanie desek z powodu łączenia krawędzi odlewu.

To tylko taki pomysł, który poczeka dzielnie z masą innych. Eh. Może ktoś z Was wypróbuje, bo od planów do realizacji u mnie długa droga. Niestety:/ Zimowo i mroźnie i śnieżnie pozdrawiam:)

Po edycji (29.11.2010 r.):
Oto brat udokumentował i wysłał mi zdjęcie… nie wiem jak Wy ale ja po prostu po raz kolejny zakochałam się w owej rzeczy materialnej, na zdjęciu załapało się troszkę pajęczynek:)