Archiwa tagu: ogród

Zielony parking, zielony podjazd

W sumie to jedyny dylemat z tym związany, to taki, czy będzie mi się chciało robić z formy, czy kupić gotowe… Oto jakie piękności znalazłam, kolor oczywiście grafit (choć przez myśl przeszedł mi żółty do niczego nie pasujący, może z potrzeby słońca ;).

Ciężki sprzęt mam pod ręką, wiosną kształtuję teren, tj. cały sad, ale na podjazd chyba mi nie starczy pieniędzy, gdyż priorytetem będzie wówczas dach i komin, ale jakże optymalnie byłoby zrobić od razu podjazd. I jak już ukształtujemy teren zrobić zielone ogrodzenie z tego drzewa o którym już kiedyś pisałam (powoli by sobie rosło, a pracy przy tym jest dużo, czas wzrostu tego drzewa tak by odpowiednio było gęste to 3 lata).



A oto instrukcja obsługi owej płyty ażurowej:
http://ladnydom.pl/budowa/1,106594,2567513.html

(formy znalazłam na formydobetonu.pl i allegro)

Geodeta, kosa, drzewko no name, wielkie cięcie

Dziś kosiłam trawę: ale udało mi się zaledwie 1/3, posiałam osełkę, gdzieś w tych chaszczach, a na koniec kosa była już tak tępa, że raczej łamała łodygi samosiejek i pokrzyw. Poniżej zdjęcie przed i po koszeniu. Mojej nowej kosy nie rozdziewiczyłam ponieważ nikt nie wie jak ją wyklepać, więc pożyczyłam od pewnego uprzejmego pana.

Dzwonił dziś do mnie geodeta: nie tylko po moich interwencjach, ale także po nękaniu go przez właściciela działki tj, mojego ojca. Zadzwonił tylko po to by powiedzieć, że wychodzi nie 30 a 23 ary z hakiem, więc trzeba dosztukować z tej drugiej części, ale on najpierw uda się do urzędu (w poniedziałek) i będzie negocjował z urzędnikiem. A czemu jako 30 arów? Gdyż tak niby miało być najszybciej z tego względu iż ziemia rolna, czy to sad, czy łąka, czy pole musi mieć minimum 30 arów. A gdyby ojciec chciał mi dać mniejszy kawałeczek to na terenie wiejskim do innych celów, 2 razy trzeba będzie występować z papierkoladą do urzędu ojciec jako właściciel, a potem ja jako właściciel już po przepisie.

Zmiana koncepcji w ogrodzie: żaden kaskadowy modrzewiowy żywopłot jak planowałam wcześniej, tylko ściana z nadzwyczajnego drzewa. Rośnie sobie, ma nadzwyczajną korę, a zimą wygląda demonicznie wręcz. Jak już nie ma liści powala ta kora, jest doprawdy cudna. Drzewo rozrasta się jak szalone, więc odpowiednio duży rów wykopię i zabezpieczę by rozsady nie wchodziły na trawnik. A co zrobię z tego drzewa? Ścianę! Najpierw stelaż do którego uwiążę gałęzie rozsadów i przycinając 2 razy w roku wyjdzie mi mur nie do przebicia. Zimą piękna plątanina poharatanych gałęzi, latem gęstwina liści… a rośnie liść na liściu i liścia pogania, tak, że doprawdy ciężko dostać się do gałęzi. Zdjęcia: pierwsze kora i liście w z bliska, drugie zdjęcie teraz, w całej okazałości, trzecie zdjęcie to jedyne, jakie posiadam bez liści, gdzieś porą wiosenną, wykonał mi małżonek.

W sobotę wycinamy wszystkie drzewka owocowe, tj. ojciec będzie wycinał, ja będę nosić gałęzie, a… i mam obiecane, że nauczę się posługiwać spalinową piłą, wreszcie coś dla ducha;)

I jeszcze znalazłam w pewnym garażu fajną oprawkę i fajną do niej żarówkę, tylko że 400 W. Producent Tesla i pamięta jeszcze Czechosłowację. A poniżej zdjęcie dwóch fajnych taborecików, pierwszy ma świetny stelaż, drugi… miałam identyczne krzesło obrotowe, z odlewaną żeliwną nogą i jeszcze z oparciem. Nie wiem gdzie się podziało:/ Taborety zalegają w osiedlowej pralni/suszarni. Ciekawe okazy krzeseł są po starych, jeszcze nie remontowanych szpitalach takich jak ten lubański… tylko jak stać się szczęśliwym posiadaczem takiego krzesła co cała przekrojówka owych jest wystawiona przed gabinetami lekarskimi? Wie ktoś?

Brodzik na tarasie

Co jest pięknego w tej duchocie…? A to, że wielce prawdopodobna staje się soczysta ulewa, gradobicie i burza:)… Znośny upał dla mnie staje się nad jeziorem… naszym pięknym Złotnickim czy Leśniańskim. Koło naszej stodoły tuż za pasem niegdyś topolowego, teraz sosnowo – dębowego lasku płynie rzeka Kwisa, gdzie to spędzałam całe lata, czy zima czy lato. Nawet do matury uczyłam się biegając po kamykach…

Tutaj gdzie Kwisy srebrne fale płyną byłam ja niegdyś sobie dzieciną (tak sobie podśpiewuję z Grechutą do Zosi):) A teraz kiedy mieszkam w wielkiej płycie… a raczej duszę się w niej, co mi pozostaje przedstawia zdjęcie:)


Dlatego właśnie uporczywie powracają wspomnienia, jak to banda wioskowych dzieciaków całe wakacje spędzała w wodzie oczywiście tuż po zbieraniu truskawek, czy pieleniu ogródka. Kąpiele w letniej ulewie w rzece to jest przeżycie… a jeszcze jak słyszalne w oddali grzmoty i błyskawice zapowiadały pioruny. Na samą myśl mam gęsią skórkę:)

Co by tu zrobić w naszym sadzie?
Sadzawka… nie, trzeba bardzooooo dbać. Stawik (śmierdzi). Bo przecież nie basen (za drogo, poza tym jest rzeka do pływania:)) I oświeciło mnie, może zbiornik w stylu ZEN, albo raczej coś na jego kształt. A jak na to wpadłam? Tak przeglądając realizacje architektoniczne trafiłam na: www.a-cero.com którą znalazłam na moim kochanym freshomie. I mnie oświeciło… uwielbiam takie kopniaki, takie bodźcowanie… zauroczona oświetleniem, ptaszyskami na gałęzi, skończywszy na drzewku na górze żwiru… i właśnie to drzewko na kupie żwiru natchnęło mnie na tarasowy brodzik.

Drugi taras miał być na dole sadu jako prostokąt w takim kształcie jak duży taras tylko proporcjonalnie mniejszy, zabudowując 2 jabłonie. I właśnie tu zrobię… konstrukcyjny brodzik do pomoczenia nóg jak jest upał. Pierwszy taras (z kuchnią letnią) ma być równo z gruntem, drugi (nazywam go „słonecznym”) podwyższę na te 30 cm i ta część z brodzikiem i odpływem będzie równo z ziemią na obwodzie, a jakieś 15 cm w grunt. Współczuję mojemu architektowi jak będę przedstawiać moje projekty. Umówiłam się z nim na lipiec jak jeszcze nie wiedziałam, że będę musiała występować o warunki zabudowy, teraz mam spotkanie w grudniu jak mi wydadzą owe warunki:).


Kwiaty w moim ogrodzie i historia jednego przedmiotu

Miałam pokazać moją urnę, to nie plastik;) nie jest sygnowana, z jarmarku, jak ją zobaczyłam skakałam jak dziecko, które chce cukierka, co sprzedawca wykorzystał naciągając mnie na odpowiednią sumę:) W tej chwili pełni funkcję bomboniery / cukiernicy, tylko, że zamiast cukru czy słodyczy trzymam w niej migdały, za którymi przepadam.


Widziałam lampy w podobnym klimacie i wazony. Jednak wystarczy mi jeden przedmiot, unikat (może ktoś powie kiczowaty), który cieszy moje oko i wiem o jego istnieniu, niż cała kolekcja, która już nie jest tak wyjątkowa choć droga, a bez żadnej wartości sentymentalnej.


A teraz do właściwego tematu. Od kiedy ją zobaczyłam wiedziałam, że będzie moja, nie wiedziałam, a raczej zapomniałam jak się nazywa i oczywiście kolejny raz niezawodny okazał się portal społecznościowy, po moim emocjonalnym i chaotycznym opisie, jedna osoba wywnioskowała cóż to za roślina. Na dzień dzisiejszy z pełnym przekonaniem wszem i wobec oświadczam, że nie malwy i nie lawenda, nie wrzośce, a właśnie ta roślina będzie jedyną kwitnącą (poza drzewkami i krzewami owocowymi)ozdobą mojego ogrodu, bujnie pomiędzy bazaltowymi kamolami( a jeżeli chodzi o te kamienie już kilka mam, o średnicy około 40 cm). Wybijająca się na pierwszy plan z wszechobecnej zieleni, kaskadowego ogrodzenia modrzewiowego. Wcale nie chodzi o jej kolor, chodzi mi o jej lekkość, rozstrzeloną bryłę, temperament. Panie i Panowie przedstawiam:
Perovskia atriplicifolia.


Dekory na kominku w kuchni letniej

Wymyśliłam, że dekory o których pisałam w ostatniej notce będą wtopione w bryłę kominka, tak niby przypadkiem upchane, każdy z innym motywem i różnej wielkości, ale wszystkie w tym samym kolorze i kominek „gładki” otynkowany ziarnisto, ala beton w takim kolorze jak dekory. Kominek będzie wyposażony w ruszt i szufladkę do grillowania, a także w normalny komin taki jak dostawia się do pieca, piękny, błyszczący, srebrny, komin:)

Dodatkowo wtopione dekory 2 w przedpokoju na podłodze i kilka na tarasie oczywiście wszystko wtopione w podłogę:) To takie kobiece, że lubimy udziwniać, choć znam jedną panią architekt, która dąży do całkowitej harmonii i prostoty w swym zacięciu.

1 sztuka kosztuje 5 zł, a w magazynie jest tego na 4000 zł prosty rachunek i raczej mi nie zabraknie:).

Alternatywne opcje tarasu

Póki co zostaje przy pierwszej opcji z ostatniego posta, a dziś chciałam przedstawić jeszcze 2 inne, które wpadły mi do głowy. Pierwsza to doczepiona do budynku szklarnia, niejako ogród zimowy. Znalazłam taką jaka by mi odpowiadała, w prawdzie z demontażu i wymagała by sporo pracy naprawczej, ale jaki efekt (to zamiast tego daszku):) Szklarnia wprawdzie chroniłaby przed deszczem, ale wyglądałaby tak, że od wschodu miała by zdjęte szyby, wewnątrz zamontowałabym żaluzje bądź kremowe zasłony, np. syntetyczny welur (łatwo się piorący) od strony zachodniej.



Kolejną opcją, która rozważałam, było wbudowanie tarasu wewnątrz, choć nie ukrywam, że zburzyło by mi to wcześniejszy układ. Nie byłoby jednej loggi na górze, komin przebiegałby po środku ściany frontowej wbudowanego tarasu, ściana jasno szara czyściutka i wewnątrz wbudowany otwarty kominek. Kominek byłby również wewnątrz budynku podpięty pod ten sam komin, po drugiej stronie tej ściany. Załączam taki rysuneczek na brudno. Ciut;) Moim guru stodoły na dom jest projekt Domu na Mazurach:

http://www.hermanowicz.pl/strona/dom-na-mazurach-2006-56

Na rysunku naruszyłam proporcje, ale nie będę przerysowywać gdyż i tak tej opcji nie będziemy realizować, ale wyglądało by to mniej więcej tak:

Wymyśliłam nawet do tej koncepcji meble:) Nie byłoby kanap, a wmurowane legowiska (takie podwyższenia na około 20 cm) na kanapę i leżankę przy mini okienku tarasowym. U tapicera zamówiłabym materace obite skórą. Na ścianie od gabinetu, która byłaby z suporeksu, a nie ze szkła, jak w pierwotnej opcji, byłby zagłówek w aluminiowej reprezentatywnej ramie. Stolikiem nie byłaby pufa, a skrzynia masywna z „natłuczoną blachą na pokrywę”. Układ kuchni też całkowicie by się zmienił, miejsce do jedzenia byłoby zespolone z kuchnią, meble na wymiar dalej białe, ale stół jadalniany byłby również barkiem i zespolony byłby z blatem kuchennym, nad tą częścią 2 lampy zrobione z (uwaga!) wiader:) Taki niecny plan obmyśliłam, że odciąć wystarczy uchwyt i zrobić otwór na kabel. Tak powstałyby 2 lampy wiszące, reszta oświetlenia neutralna. Dodatki: pod kominek „kozę”, wewnątrz również ocynkowaną blachę, dalej, donice ocynkowane w kolorze tytanowym w cenie około 50 zł za taką jak na zdjęciach. Jednym słowem, neutralna biel zgaszona szarością wszędzie gdzie się da – na ścianach, podłodze (w dalszym ciągu epoksydowej). I blacha, wszechobecna BLACHA zamiast szkła, które zakładałam w pierwotnej wersji.


Obie opcje tarasu i wystrojów odpadają jednak, gdyż wciąż pierwsza opcja jest najlepsza. Więc zostaję przy pierwotnym planie stodoły!

Taras przy stodole

Miał być minimalistyczny, hym „minimalistyczny”? Zainspirowany tym zdjęciem poniżej (do tego przed wysadzone malwy lub lawenda) potem chciałam wpleść w niego „ławkę-kwietnik” (tylko betonową nie drewnianą) taką jak na kolejnym zdjęciu (znalezionym gdzieś na freshomie). Pierwsza opcja zakładała, że będzie bez daszku, potem, że będzie szklany (kwadraty szkła 1m na 1m, na stelażu) Ostatecznie ze względów praktycznych i finansowych będzie daszek:/. Jeszcze będę się z niego cieszyć jak deszcz będzie padał;) Nie będzie duży 1,5 m szerokości, ale i tak psuje mi cały efekt wypuszczonej kasety okno drzwiowej. Nie wiem może uda mi się wymyślić coś innego. Jak wpadnę na genialny pomysł to z pewnością napiszę, a może pan architekt coś podpowie?

Póki co zostaje ścianka, wolna po obu stronach, z oknem po całości, na górze, w kształcie wydłużonego, niskiego prostokąta. Pod ścianką kuchnia letnia. Daszek długości od ściany budynku, do pół metra za ściankę i szerokość półtora metra.
Podłoga – beton z bezbarwną epoksydówką (przedłużenie przedpokoju). Całość podniesiona na około 20/ 30 cm nad ziemię. Ścianka w kolorze elewacji budynku. Na daszku dachówka pozyskana z loggi.


Ogrodzenie

Zamierzam zrobić ogrodzenie, które nie będzie płaską ścianą, a wybujałą falującą jak góry płożącą przestrzenną formą ogrodzenia. Stelażem będzie siatka, całość 30 ar działki będzie ogrodzona poza częścią podwórza u ojca.

Pierwszą najważniejszą warstwę będą stanowiły modrzewie, które będę musiała trochę podtuningować. Mam zamiar młode drzewka obciążyć np. kamieniami. Wszystkie gałęzie łącznie z czubkiem odpowiednio poprzecinać jak będą rosły i one będą stanowiły szczyt mojej ściany. Jak już uformuję pierwszą warstwę kolejnym etapem będzie uzupełnienie ściany w kuliste odmiany iglaków, a także karłowate drzewka. Z pieczołowitością będę dbać o to, by tworzyło to spadek. Kolor wśród licznych zieleni dodam klonem, jeżeli jest to możliwe, jeśli nie i klon lubi samotność wykombinuję inną roślinę. Potem ostatni etap płożące krzewy, krzewinki.

Od strony drogi zimozielone pnącza będą uzupełniały modrzewie.

Na samym początku chciałam mieć samą czystą siatkę i żadnych innych kwiatów, roślin i drzew, jedynie przed tarasem całą ścianę obsadzoną malwami i lawendą. W tej chwili jest już plan ogrodzenia, po dokładne odmiany wybiorę się do specjalisty: architekta ogrodów, gdyż sama nie mam żadnej wiedzy w tym kierunku, niestety:)

Oto mój projekt górzystego żywopłotu:)