Archiwa tagu: ogród

Ogród ewoluuje

…póki co w głowie, zawsze to jednak coś;) Skarpa z wędzarnią, o tym już pisałam. Ale jak zobaczyłam to cudo i jak upchałam to w skarpę, tam gdzie nieopodal myślę o prostokątnej sadzawce, podświetlonej, i jak dodałam do tego cykające świerszcze… no właśnie rozmarzyłam się… Czas na konkretne projekty, bo ostateczne równanie terenu jeszcze nie doszło do skutku, co pozwala mi na bujanie fantazją. Zaoszczędzi to trochę machania łopatą w przyszłości.



Znalezione tu.





Nie mogłam sobie pozwolić by nie pokazać Wam przy okazji pewnego domu, który ma 2 serca, klatkę schodową i przeurocze palenisko weń i na zewnątrz.









Plac

„Po tej niedzieli”…to przybliżona data równania terenu przy stodole i mam nie pryskać randapem:). T. powiedział, że wymiecie wszystkie chwaściory koparą:) Czy to znaczy, że… wolne?



Tak:), możemy pierwszy raz od hohoho wypocząć weekendowo. Więc jak pogoda dopisze, i kiedy nadrobię wszystkie zaległości w pamiątkach (a mam czas do 15stej – tyle otwarta jest poczta w sobotę), Kicior zabiera rodzinkę na kaolinową kopalnię (Nowogrodziec), ponoć niesamowite widoki, i jeśli są tak niesamowite jak te, przy kopalni kwarcu ‚Stanisław’ (Świeradów), przepiękne, urokliwe miejsce, które przyciąga jak magnez, polecam drogę na szczyt koniecznie na przełaj, darując sobie podjazd autem.

Rzucę jeszcze fotkę jak to moje bąble testują świeżutko przybyłe ledziaki:)



MIŁEGO WEEKENDU!!!!!!!

🙂

Placowe dylematy

I bądź tu mądry człowieku, jak logicznie ukształtować ten teren? Wczoraj zapewne przybyło mi kilka siwych włosów. Jedyne co zrobiłam, to natyczyłam (tak na chwilę) taras i podjazd. Garb wyrasta tuż przy rowie gminnym i cały spadek jest w kierunku stodoły i równolegle budynku w kierunku przeciwnym do rowu. Plan zakłada napychać ziemię w dół działki równając do studzienki kanalizacyjnej, tak by spadek w miarę możliwości był w kierunku rowu. Również zdjąć garb na podjeździe. Ot i to na tyle. Wraca temat szamba, co z nim zrobić. Nic, czekam jeszcze na projekt. Reszta przyjdzie powoli sama;)


A dziś relacja ze stodoły:)

Nasz bohater;) 3 godziny myk myk i już. Świstało, buczało, ziemia się trzęsła i 46 pniaków + wierzbina w rowie… wyfrunęły. Sad wygląda jak pole po bitwie.. .o bo przecież bitwa została stoczona:) Relacja niżej, a niedługo relacja z wywożenia pniaczków:) Zastanawiam się, czy od razu nie ruszyć z kształtowaniem terenu?


Czysto

Wszystkie gałęzie popalone, aura wczoraj sprzyjała. Pierwszego kwietnia, mam nadzieję, że nie dla jaj, sąsiad powiedział, że wkracza z koparką po niedzieli. Do karczowania wczoraj przybyły 4 pieńki, wycięte zostały jeszcze drzewka przy przyszłym wjeździe na naszą działkę (3 zdjęcie), teraz jest jasno i przejrzyście. Więc już nie 42 pnie, a 46 do wyrwania. Potem kształtowanie terenu.

Do dziś miałam podjąć decyzję czy zostawić cegłę czy nie. Decyzję podjęłam. Czy ocieplać od wewnątrz, czy jednak styropian… podjęłam, czy antresola, czy nie… podjęłam:) Słuchając dobrych rad, analizując za i przeciw, wszystko wiem. To kwestia priorytetów. A dla mnie ważne jest… o tym innym razem:)

Ot, zajęcie dla Paciorków i Szymonków w ciągu 8 godzin palenia gałęzi.

Dalej czeka nas równanie terenu i sprzątanie stodoły wewnątrz.

Wjazd przesunięty w stronę granicy działki.

Sad

Udzielił się nam nastrój porządkowy, gdzie by tu na bloga nie zajrzeć wszyscy sprzątają, palą gałęzie (tudzież sterty „śmieci”, płoty i inne cuda;)), szukają wiosny, integrują siły, itd… Korzystając z niedzieli, w te pędy ruszyliśmy wyposażeni w kiełbachę palić nasze sterty gałęzi. Ot reportaż. Udało nam się uporządkować połowę sadu, by oszczędzić czas nie było jedno, a 3 ognicha. Druga połowa sadu czeka na dogodny dla nas czas, którego tak niewiele ostatnimi czasy, zwłaszcza teraz, gdy zaczął się sezon komunii. Tak więc na zdjęciach to co uprzątnięte, i dalej to co przed nami. Kolejny etap (jak już spalimy wszystkie gałęzie) – karczowanie. Mamy 42 pnie do wyrwania:/

Inspiracje ogrodowe

Dostałam wczoraj 2 książki. O ile pierwszą potraktowałam jak kolejny magazyn wnętrzarski, o tyle druga pochłonęła mi cały wieczór. Przepełniona wskazówkami ogrodowymi… tak, ogród. Dla mnie wiedza tajemna:) Chyba odkryłam nową pasję:D

Pierwsza z książek: Judith Miller, Muza SA, Warszawa 2007, „Domy za miastem”
Druga: David Stevens, Muza SA, Warszawa 2008, „Zamieszkaj w ogrodzie”

A jeszcze nadmienię, że ktoś sprzątnął mi z przed nosa krzesła do „Innej inwestycji-domu z rudery”:/ Metodą kup teraz! O północy, a dokładnie czw 17 lut 2011 23:54:36,  po co zwlekałam nie wiem. Nic, trudno, czeka mnie poszukiwanie kolejnych.

Oto te przechwycone przez a…a(0). Ps. drogi kupujący jak się rozmyśliłeś/aś i przypadkiem czytasz tego bloga odezwij się;)

Porządki w ogrodzie

Dziś przy okazji zbierania pociętych kołków odebrałam pocztę. Przyszło: Wpis w Księgi Wieczyste i warunki podłączenia do wodociągu (nie zapewnienie o co było wnioskowane)  i warunki odbioru ścieków. Dodam tylko, że Zakład Budżetowy wystawił fakturę za owe pismo na kwotę 123 zł. W poniedziałek udam się do tego zakładu w celu wyjaśnienia, a raczej przeniesienia miejsca podłączenia wody (o ile jest możliwe) do nici ojca, unikając tym samym wszystkich kosztów przekopywania drogi i nawiertu w główną nić. Z tego co dowiadywałam się, do tego celu będzie mi potrzebna pisemna zgoda ojca na podłączenie się do jego nawiertu 🙂 i rozrysowany na mapce plan jak chcemy by woda była doprowadzona.

Zamieszczam zdjęcia z pola bitwy:) Zostały tylko gałęzie, które będę palić jak tylko zrobi się cieplej. Zrobimy ognicho z kiełbachami 😉 Gałęzie trzeba będzie wyzbierać w miarę szybko, by nie wrosły się w trawę. Kolejnym etapem będzie pierwsza porcja Randapu. Dylemat: jaki opryskiwacz? Spalinowy (drogi), ciśnieniowy (nie wiem), ręczny (namacham się pryskając 25 arów)? Może macie jakieś doświadczenia? Potem karczowanie pni, bronowanie i kształtowanie terenu (bez kopary się nie obejdzie).

Na teren mam 3 koncepcje, które wyjdą „w praniu”. Ze względu na nasłonecznienie podzieliłam sad na 3 partie.

1. Dojazd do budynku i miejsca postojowe od strony drogi.

2. Ogród ozdobny, z tarasem i trawnikiem (gdzie będzie też Perovski, kwitnące drzewa – Judaszowiec, Davidia, wiśnie i czereśnie + klon, orzech (pana i panią), te drzewo (no name) o którym kiedyś pisałam, a jego rozłogi siedzą w piwnicy potraktowane ukorzeniaczem). Chciałabym też w tym miejscu trawy ozdobne tak by nimi kształtować granice poszczególnych planów łącząc je z bryłami bazaltu, którego mam mnóstwo w nawiezionym niegdyś przez mojego brata gruzowisku na skarpie:))

3. I na końcu sad. Dwie dodatkowe jabłonie – bo 3 różne odmiany ocaliłam od ścięcia, dodatkowo papierówka, grusza i śliwy: węgierka i koniecznie olbrzymie soczyste pyszne śliwki. Nie wiem jak się nazywają, ale smakiem bliskie były nektarynce, rosły u ojca w drugim sadzie, zginęły śmiercią naturalną… Jest to jeden ze smaków mojego dzieciństwa i nie spocznę jak nie odnajdę tę odmianę 😀 Oczywiście krzewy: porzeczka czerwona, biała i czarna, porzeczkoagrest i argest zielony i czerwony. Malin nie chcę, gdyż nie ujarzmiłabym tego dziadostwa i nie miałabym do nich cierpliwości, za to jeżyny owszem. Na warzywa wystarczy mi mini szklarnia, taka pyci pyci, gruntowa, na sałatę i rzodkiewkę, a ogródek… chyba tylko na rabarbar :P. Co jeszcze muszę mieć? Truskawki i poziomki oczywiście! 🙂 Sad będzie z częścią „gospodarczą” do np. suszenia bielizny.

Kiedy planowałam robić parter budynku chciałam 2 tarasy i wejście z innej strony, teraz  gdy robię tylko poddasze, wejście będzie z południowej strony, więc z 1 tarasu rezygnuję. Kiedyś może zrobię tam ogród zimowy (jak wygram w lotka:)). Pozostaje jednak drugi taras, letni (słoneczny) z sadzawką, odcięty od budynku. Będzie usadowiony w środkowym planie.

To było by na tyle. Jak wyjdzie zobaczymy. Ogród robi się latami! Eh:)

Dobrze, koniec ględzenia, a teraz te dzisiejsze zdjęcia z pobojowiska:) Zawaliliśmy (my – tj. ja z małżonkiem) ojcu pół podwórza. Zdjęcia robione przed i po. Pozostały jedynie te gałęzie na ognisko i czające się pod ziemią pokrzywy, perz i chwaściory.

Zima w stodole

1. Dziś plenerowo i śniegowo, już 2 dni mamy puszek, więc pozwoliłam sobie go uwiecznić, a co;) Dzisiaj latałam i zabezpieczałam co tylko niewiasta  zdoła zabezpieczyć, a więc okna, bo śnieg wdarł się do środka. Jutro może ktoś się zdeklaruje (małżonek umówił się na oględziny) na łatanie dachu, póki co wszyscy dekarze zajęci, i czasu nie mają, i wolni dopiero na wiosnę, i za mała dziura, i za duża dziura 🙂 Jak tu dogodzić. Koszt z tego co udało mi się ustalić to:

50 zł za m kw blachy,
100 zł m kw dachówki karpiówki,
a łatanie dziur – cena dopiero po oględzinach.
Wiało, wiało i zdmuchnęło kilka gąsiorów i  dachówek.

2. Co w urzędzie? Nic. Zmiana stołków po wyborach i usłyszałam, że w styczniu wszelkie decyzje nowe. Więc kto wie może pobiję rekord rekordów dzielenia działki :/

3. Snikers wciął się w kadr, więc grzechem byłoby go Wam nie przedstawić. Wierny stróż obejścia, malowany, wolny ptak. Charyzmatyczny, bystry i przystojny pies brata mego, który przypadł ojcu w ‚spadku’.

Przepusty

Ha!
Zrobili przepusty, zrobili przepusty… w co szczerze wątpiłam. Dowiedziałam się, że zaangażowało się w to kilka osób, min. pan  Artur (prawie) sołtys, który przyspieszył o cały miesiąc wykonanie prac i pan M. z zarządu dróg powiatowych, oni też popchnęli sprawę w gminie dot. pogłębienia rowu przy gminnym podjeździe.
Wycięto wszystkie jabłonki wzdłuż drogi powiatowej. Pogłębili rów na prawie 0,5 m głębokości, wykopali 3 przepusty sąsiadowi z jego podjazdu, którymi zawalił stary nieaktywny przepust. Nic mu się nie stanie zważywszy na fakt, iż jego wjazd na posesję miał dobre 10 m szerokości, nie skończyło się jednak bez echa, gdyż ojciec mówił, że w nocy przyleciał z awanturą co to się dzieje. Dalej, przeorali drogę, wstawili nowe przepusty, zawieźli na podwórze prawie wszystkie drzewa. Jeszcze w ramach wykończenia muszą dokończyć pogłębiać rów (ze spadkiem tak jak prosiłam) i przepust doprowadzić do rowu przy gminnej drodze. Będę mieć piękny potok tuż koło domu 🙂 który może przy podtopieniach zanieczyszczać jedynie szambo sąsiada, a tak w dzień słoneczny będzie czyściutko i pachnąco 😉

Drenaż budynku i sadu skutkował ciągłym strumieniem  wody aż dziw, że tyle lat ta cała woda zbierała się w starym szambie i w naszej stodole. Mam nadzieję, że pogłębienie rowu będzie skutkować tym, że strumień pod stodołą z czasem przestanie płynąć. A wszystko co już zrobiliśmy będzie jedynie odprowadzać deszczówkę. Te studzienki mają jeszcze funkcję asekuracyjną, kiedy będzie kolejna powódź, wszelki nadmiar wody będzie zbierany i wypompowywany pompą pływakową .

Tu wniosek który napisałam w imieniu ojca z dokumentacją zdjęciową i obrazowym opisem jak wygląda sprawa:)

A oto odpowiedź na pismo:)