Orle Gniazdo Złotniki Lubańskie

A propos Borowic. W zeszłym roku gwiazdą pierwszego wieczoru był Kortez. I wyszedł na scenę. Odbędnił, pojechał. Może gdyby nie support, wcześniej doświadczyło się niesamowitej relacji widza ze sceną, tak, że wszystko przenikało do szpiku kości, jak jeden organizm. Nie mogłam tego pojąć, ot pomyślałam nastrój nieprzysiadalny, każdy ma prawo, ale nie w tym miejscu. Jakoś tak przestało mnie interesować co Kortez ma do powiedzenia jako artysta. Czemu o tym piszę. Wyjąśnię.
W tym roku było alternatywne ognisko, dzikie olbrzymie, z wozami strażackimi w tle, na scenie Raz dwa trzy, a my mielismy 2 gitary przechodnie i wszystkich artystów, którzy wynurzyli się z ciemności, zostawiając prozę za sobą, to co mogłam doświadczyć to pojedynek na głosy i interpretacje, pełną improwizację i emocji tyle, wyplutej goryczy. Czy ludzie, w których gotuje się tyle emocji na prawde są słabi? Jeśli we mnie jest ich tyle samo też jestem słaba? Siedziałam z telefonem i szukałam ile kosztują działki budowlane w tym miejscu:D
Ta notka dziś będzie taką oczyszczającą. Wróciłam do bloga i na forum społecznościówek.
Od obraziłam się na massmedia, przynajmniej próbóję. Traktuję je jako narzędzie. Tu będę z Państwem szczera.
Zabraniałam dzieciom zrobić sobie vloga na YT, bloga pozwoliłam ale tylko tematycznego, cenzurowałam Musicaly (teraz Tic Tok) i portale społecznościowe, nie chciałam żeby sprzedały swój wizerunek, dalej mam obiekcje, może za dużo naoglądałąm się Balckmirror’owskich secariuszy, mr Robota:)))). Po co mi ten Kortez na wstępie, a po to, że zwróciło to zdarzenie uwagę na pewną rzecz, że obrażając się na wirtualny świat odcinam się od ludzi, którzy kochają to co ja i może jednak tylko tak Was odnajdę.
Bo cóż z tego, że mam w głowie jakieś projekty i plany skoro są tylko tam i znikną razem ze mną jak już mnie nie będzie. A jeśli już mnie nie będzie, może zainspiruję kogoś tak samo postrzelonego i może coś pięknego z tego wyrośnie. Nie boje się juz konkurencji jest bardzo zdrowa. Jak ktoś usprawni, uleprzy, dostosuje do swoich warunków, to jest tylko powód do radości.
I cóż z planów jeśli nie będziecie w nich uczestniczyć :))) właśnie jek ten jeden organizm.

Miałam pisać o ośrodkach z Mapki:

Zacznę od Orlego Gniazda. Dzierżawiłam je mając 18 lat. Tyle co tam przeżyłam to moje. Było nauczką na lata, długo próbowałam się pozbierac po tych doświadczeniach. Teraz jak pływam po jeziorze i widzę je w pełnej krasie, niezmienione od tylu lat, to nie wywołuje we mnie żadnych emocji, aż dziw że da się tak uwolnić. Wydażyło się jednak coś. Płynełam niedawno kajakiem. Na brzegu widziałam auto i na półwyspie wędkarza. A wiedziałam, że całość kupił przedsiębiorca z pomorza. Zagadałam. Wrzeszcząc do siebie echem po jeziorze płynęło…że to nie będzie już ośrodek wypoczynkowy, że zrobi sobie tu domek, bo te się nie nadaja (no fakt) i potem jeszcze ze dwa postawi dla swoich znajomych. Tak mnie to uderzyło, że nie mogłam spać. Jak można tak zmarnowac potencjał miejsca, miejsca które tak kochałam, jak można byc tak ślepym i nie widzieć, co można z tego trójkącika z przynależnym do niego molo i zatoczką wyciągnać.


To tyle o Orlim Gnieździe (mojej mysiej dziurze). Byłym ośrodku wojskowym, dzierżawionym od nadleśnictwa, z samowolą w postaci hotelowca, którą uprzątneli już u kolejnego najnemcy. Potem został wykupiony na kredyt, gdyż przepisy się zminiły i można było, również z linią nabrzeżną. Teraźniejszy własciciel kupił to miejsce za 500 tys. zł.

Ps. Teraz będzie mnie trochę mniej, ponieważ poduszka powietrzna, zabezpieczająca byt mojej rodziny wymaga ode mnie 7 dniowego tygodnia pracy, ale i tak kolejne relacje niebawem.