Czasem znieczulam się sprawdzając wytrzymałość stropów własnym ciężarem, albo skaczę po belkach. Gdy staję się cieniem, gdy wchodzę do piwnic budynków grożących zawaleniem, brodząc w wodzie po kostki, albo dotykam kalenic chłonąc widoki przez brakujące dachówki. Kiedy wita mnie historia zapisana w każdym kącie, i bawię się w jej rozszyfrowywanie, bez skrupułów.
Znieczulam, wchodząc po skałach z moim lękiem wysokości, nie patrząc za siebie (nie stać mnie na latanie w wyniku utraty przyczepności, w końcu mam dzieci). Powtarzam tylko wejdę, ale tylko w chwili zwątpienia. Stawiając sobie cel znika wszystko, znika cały świat, kocham to uczucie, nic temu nie dorówna, nie czuje się bólu, nie docierają żadne dźwięki i nie ma czegoś takiego jak strach. Strach bywa przed i jeśli zaczyna dyktować warunki jest się na straconej pozycji.

Życie tu to jak kostka cukru na dziurze w zębie, chyba współmiernie dostarcza przyjemności. Dziurę załatać, tyle to chyba potrafię, za cukrem nie przepadam, wolę wszystkie pozostałe smaki
edit. edit co ja właściwie chcę powiedzieć. Blog nie o tym. A o czym. Weterynarz zabił mi jaszczurkę. Nie jakąś tam jaszczurkę, moją jaszczurkę. Wnioski z LGD na wrzesień przełożono, dobrze, ale plan znów się zmienia, z przetwórni soków mętnych klepniętej przez sanepid (bo to już 5-ty projekt, 5-ta branża, 5-ty kompletny wniosek o dofinansowanie, była też winnica i Cyderek:)). Budowa. Tak. A i jeszcze, mam nową budę, w prezencie od centrali, za zasługi. I właściwie mam wszystko, wszystko co jest wynikiem racjonalizowania. Właśnie tego… umiaru, umiaru nawet w dawkowaniu powietrza. Mamo to wszystko dla Ciebie. I tak dawkuję siebie w strzępach. Nie ma mnie takiej jak kiedyś, i nie będzie. A chciałam wszystkiego co jest niemożliwe. TYLKO tego co jest niemożliwe. Dalej tego chcę tylko po cichu i robie sobie atrape mieszkania, yhym …domu?. Dom to ludzie nie cztery ściany dach i fundamenty. Dom to więzi. Ja mam swój dom. Walcze o niego ze wszystkich moich sił, tworząc scenografie wygody, a właściwie tego co za wygode uznaje środowisko w jakim przyszło mi żyć.

Zdjęcie, taki powidok, po buchnięciu powietrza, jego tężyzny, zapachu, światła i tego jak pracowało to sobie z kurzem kiedy zburzyłam ciszę