a CETA? co ja mogę. Nie dziś. Jutro też nie. Dziś jestem kobietą. Polką? Oj nie wiem.

Poświęciłam czarną satynową poszewkę na poduszkę żeby zrobić flagę i mi ją zdjęli.
-porąbało cię..dom mają obrzucić jajkami-
-Że się ośmieszam, właśnie. Ja się ośmieszam nie ty. Flaga ma wrócić!
-10 razy „infantylizować”. Ubierz się na czarno.
-I co? I najlepiej stanąć w komórce, żeby nikt nie widział. To co zrobiłam może i jest naiwne, ale to co zrobiłaś ty…!!!!!!!
http://www.tokfm.pl/blogi/ozga/2016/10/wy_mowicie_stop_aborcji_ja_mowie_wam_sprawdzam/1?pelna=tak
Nie wróciła moja flaga. Nie mam drugiej czarnej poszewki. Dzieci zabiorę na protest.
Marysi wiekowa, pasuje jak ulał:)

flaga
Ps. W d. to mam:
http://www.money.pl/gospodarka/unia-europejska/wiadomosci/artykul/ttip-umowa-handlowa-zagrozenia,165,0,2064805.html

Po edycji:
No dobra wcale nie mam, ale wpływu żadnego też nie. Nie mogę patrzeć na przepychanki medialne. Przez ekonomię umniejszanie kwestiom bliższym mi emocjonalnie. Gdzie w jednym czasie wielki bobek mydli oczy śliczną polityką mieszkaniową udając, że jest motylkiem, opozycja kłóci się na 2 frontach: że ów bobek maskuje smrodek bo sprzedał nocnik.. Przepraszam ale nie mogę się powstrzymać, przy tym wszystkim realnie na moich oczach zaczynają się dziać rzeczy, które jeszcze mnie nie dotyczą, dotyczyć będą najbardziej moich dzieci. Gotowa jestem wydrapać oczy komukolwiek kto śmiałby je skrzywdzić. Naprawdę czuję się bezradna, i zamykanie oczu nic nie daje, znieczula na chwilę, ale wraca spotęgowane, biernego narzekania nie znoszę, doprowadza mnie do mdłości, zwłaszcza jeśli dotyczy polityki, drażnią mnie takie koguciki. Wracając teraz do protestu. Z jednej strony babcie z różańcem ( a co, wszak miesiąc różańcowy się zaczął) przy nich wujcio z chłopcem z zespołem Downa na transparencie, biały protest, i wszystkie wkurzone protestujące w czerni. Moją córkę ciut poniosło choć nie do końca zdaje sobie sprawę z tego o co walczy:) Choć staram się być obiektywna w przekazie.
Wiem czym jest praca z osobami z niepełnosprawnością intelektualną w każdym stopniu, sprzężoną, również z zespołem Downa, organoleptycznie doświadczyłam, ale to była tylko praca, na parę godzin, bez świadomości, że to moje dziecko, że muszę walczyć o każdą minutę jego życia, bo i tak bywało. Nie usunęłabym ciąży bo wiem, że psychicznie bym się z tego nie podniosła, ale tylko jakby to był taki chłopiec jak z tego transparentu (chłopiec z zespołem Downa, stopień niech będzie umiarkowany koniecznie perfekt somatycznie), takie to egoistyczne z mojej strony bo wiem, że nawet ten śliczny chłopiec jak kopnę w kalendarz stanie się wycieraczką, nikt nie da mu krzty miłości. Ale co… ja dałabym z siebie wszystko… więc byłabym usprawiedliwiona? Ten śliczny chłopiec jeszcze by sobie poradził. Tak. On jeszcze tak. Żądam prawa wyboru!
Dalej, siostra w lutym wróciła z Matki Polki w Łodzi, właściwie uciekła z Matki Polki do Wrocławia, kiedy tylko jej syn już się urodził. Większą część ciąży przeleżała tam walcząc o życie syna, jego nerki. Też stała przed wyborem. Nie usunęła. Artur jest cudownym dzieckiem. Siostra rękami i nogami jest przeciw ustawie, płakała razem z kobietami które wychodziły po badaniu usg, trzymające w ręku zdjęcia płodu bez części twarzy, bez rąk i nóg, martwych dzieci, może przestanę, nie o to chodzi.
Mam córkę. Chcę tylko by wiedziała czym jest świadomość bycia wolnym człowiekiem. Że nikt jej nie zdepcze, nie pozostawi bez grosza i wsparcia gdyby zdecydował się być taką siłaczką, z własnego wyboru, że jakby jakiś bydlak zrobił jej krzywdę, żeby miała możliwość wyboru, żeby jak sobie będzie chciała założyć małą przetwórnię dżemu z żurawiny z własnej plantacji, to sobie ją założy i szczęśliwie będzie smażyć ten dżem, bez obaw że lokalne ma być wyeliminowane przez jakieś lobbingi, ot kropla w morzu.