Miesięczne archiwum: Lipiec 2016

Padało może 2 godziny, pobiegłam do sąsiadki na dole jak zobaczyłam, że w sadzie u mamy, na stosunkowo płaskim terenie robi się jezioro, a odcinek drogi wjazdowej odpłyną. Zbiegło się jeszcze kilku sąsiadów, gołymi rękami rwaliśmy darninę, zmienialiśmy bieg „rzeki”, podjechał sąsiad stodoły na rowerze.
-a myślisz że u ciebie jest lepiej… .
Ocknęłam się, no tak… Stodoła! Raz dwa.. liczyłam ile jest osób.
-to,…to ja idę..
W życiu tak szybko nie biegłam.
Ojciec i pan Heniu bezradnie machali szpadlami zwalając ziemię, żeby zatamować choć jeden bieg. Łapałam muldy ziemi, które się rozpadały. Płyty, mam płyty, pobiegłam.. Człowiek nie myśli co robi. Wyłowiłam je ze stodoły, kątem oka popatrzyłam tylko na kanapę Patusi, której nóg nie było widać spod wody. Ustawiliśmy tamę. Jak zbiegałam po wybroczynach mojej niegdysiejszej drogi dojazdowej poryczałam się, jak głupia, a myślałam, że zapomniałam już jak to się robi. Zawróciłam.
Powoli poszłam w stronę piwnicy. Wody było po okienka.. i tak się teraz zastanawiam czy przypadkiem jestem normalną osobą. Stałam chwilę patrząc na tą wodę i zaczęłam się śmiać. Pomyślałam, co ty robisz kretynko. Jak bardzo to pomogło:) Udzieliło się wszystkim. Deszcz zelżał rzeka przez stodołę płyneła dalej. Dzieci zostały z mamą bezpieczne, więc tak na prawdę nic się nie stało, całkowicie nic:)) Wyniosłam z Krzyśkiem tylko kanapę Patusi na górę, reszta mebli, które nazwoziłam dzieciom zostało. Przestało padać. Rzekę zatrzymaliśmy. Woda drenami spłynęła z przyszłego garażu i kotłowni. Piwnicy pomagali strażacy po interwencji burmistrza, który przyjechał ze sztabem kryzysowym w postaci WDP:D. OSP przyjechała wieczorem jak ogarnęli pozostałe budynki.
-przecież to gospodarczy, może poczekać do jutra
-nie proszę pana, to już nie jest gospodarczy

Dopiero jak robiłam zdjęcia później, zobaczyłam, że jestem w klapkach:)
Elektryk… tak miał już być tylko czekał na ścianki, zamiast stawiać owe trafiłam wreszcie na dobrego stolarza, i w komitywie z nim właściciela cnc oraz tapicera.
-czemu nie ma was w internecie? (pytałam jak odwiedzałam każdego z nich przy okazji omawiania aktalnego projektu który właśnie będzie się materializował)
-:)))bo my nie robimy na Polskę:D, ale małe zlecenie możemy przyjąć. Problem? Jaki problem?

Pomimo tego że palcem nie tknęłam na swojej budowie z lekkim poczuciem winy (bo do września muszę skończyć), ten tydzień obudził mnie z jakiegoś dziwnego letargu.
„Czas”, czas to „produkt” luksusowy. Przez weekend zapomnę mam nadzieję że istnieje. Znikam. Choć na te parę chwil:)))))))
Miłego.
20160727_110128[1]

DSC_0538

:DJednak nie koniec wakacji:))) ->Bielawa
I cóż, pisałam kiedyś, że urządzam casting na sąsiadów na górce koło Stodoły: rodzina z dziećmi rybkami itd…:) czy mają rybkę nie wiem, ale zadurzyła się pewna rodzina w widoku z mojej nartogórki, trójka dzieci, psy, koty, chabi chic straszy z okien;)) i płot na 2 metry:). Cieszę się bardzo pomimo tej siatki:) Przybyli ze Śląska.
Stodoła też na parę lat zniknie za ogrodzeniem, jakoś przeboleję, bo stała się elementem projektu z NFOŚ. Słupki już wkopane. Teren zamknięty:/ (fuj, brrrr- tu rozmawiam ze sobą, przymykam oczy jak tam idę i udaję że nie widzę. Oj. Wieeeeelkie ustępstwo z mojej strony, nie jedno jak się okazuje. Już „po” rozbiorę choćby śrubokrętem).
my

A to imieniowo Krzysztofom:);), bo tak dudni 2 dzień w głowie;) co tylko ja mam cierpieć:D Wszystkiego dobrego

Z awersją do laptopa

Chlip chlip, po wakacjach (z pomidorem w roli głównej:))Jak tu znów przywyknąć do prozy
ściany-stawiać, „projekty”-odpukać, wnioski-pisać, uśmiechać się-ładnie i się nie garbić.
Dziś było pierwsze palenie w kozie trzeba zrobić zapasy na zimę, upolować jelenia;) Dobra dosyć głupot.
zbiorowe male
Coś się zmieniło. Nienawidzę tego co stwarzało mi największą przyjemność. Tylko co teraz…?

W maju smakowaliśmy rzeki, latem polujemy na komary nad jeziorami. Szkoda, że dopiero wieczorami, dzieci jeszcze nie witały jeziora ze świtem, muszę tylko wygrzebać ze strychu namiot.
Sad ogarnięty w miarę możliwości przy najwyższych obrotach siły rąk ludzkich i logistyki przedsięwzięcia. Projekt. Tak. Potwierdza się, jak mało istotny jest to element układanki. Po 3 latach milczenia pojawił się mój brat i zaraz zniknął. Co mogę powiedzieć. Nic się nie zmieniło. Pewne rzeczy wracają stojąc cierniem, tylko dlatego, że były, są i prawdopodobnie będą przemilczane. Brakuje mi szczerych uśmiechów, mówienia wprost tego co się myśli. Sama też mam opory, największe w stosunku do osób, na których zależy mi bardziej niż na czym kolwiek innym.
W Olesznej Podgórskiej roi się od stodół jak moja, jest też piękny maleńki szachulec. Ostatnie zdjęcie obiektów to stary szlecik w Mirsku. Tak. Podoba mi się forma …kibla:)
Trafiłam ostatnio do Pławnej, tej od Arki Noego:/, stary bazaltowy dworzec, będą go wtapiać w infrastrukturę turystyczną miejscowości z restauracją i sklepem. Działania jakich wiele ze zmianą spółkopolityki PKP, u nas zrobili elewacje, a wewnątrz butwieje, tak samo jak życie kulturalne miasta Gryfowa, choć GOK robi co może, nie powstają nowe stowarzyszenia młodzieży, może widzą jak ma pod górkę z włodarzami istniejące;)
20160523_163758

20160523_164617

20160523_163929

20160523_165432

20160627_125523

20160618_124823

20160523_212003

20160711_203011