Po dniu dziecka. Idiomy.

Dom. Potocznie ludzie zwą nim parę ścian i dach. Ale to coś więcej, to poczucie bezpieczeństwa, coś co definiuje człowieka, ale nie tylko jako jednostkę. Jest odbiciem całej spuścizny kulturowej otoczki jaka go kształtowała, zespołu zachowań ludzi, decyzji administracyjnych, ekonomii, kalkulacji, przez cały cykl jego życia. A co potem? Jaką wartość ma on później? Ekonomiczna? Żadna, chyba że stanie się pomysłem na biznes.
Dalej… jest wizytówką swoich czasów, tak nędznych jak dzisiejsze chyba nie było w historii, opasanych płotami, ryglami, czy co bądź (sztandarowy przykład „Dom bezpieczny”). Moja własna definicja „bezpieczeństwa” jeszcze nie powstała szukam go gdzie popadnie, zachłannie każdego dnia. Dom wyznacza granicę, mentalnie, tak kiedyś było, dziś ludziom to nie wystarczy.
Tak właśnie powstał blog Dom ze Stodoły, w poszukiwaniu „bezpieczeństwa”. Tak powstał jego projekt budowlany. Tak potem rozmył się, by co jakiś czas powracać niosąc nadzieję na zaspokojenie tej najważniejszej w mojej piramidzie.

Chciałabym przedstawić wszystkie z kolekcji:

Od niej się zaczęło to gdybanie: „co by było gdyby…”
(niech zerknę w historię bloga:) 2010 r:)) Stodoła oczywiście!:))

Dom w Biedrzychowicach na przeciwko zameczku przy drodze głównej wojewódzkiej. Spłoną z właścicielką. Historia tragiczna, ale bardziej smutne jest to, że teraz nikt go nie chce i ginie w oczach. Taka piękna skorupa (mnie straszyli, że w Stodole ktoś się powiesił, żebym nic z niej nie robiła bo duchy będą mi po łóżku skakać).
Owy dom wpisałam w referat do szkoły w 2013. Zadaniem było wybrać sobie dowolny styl w architekturze i w dowolnym obiekcie, w formie opisówki zrobić mu wnętrzności. Opuszczony, niechciany, boguducha winien, skazany na śmierć domek. To co po nim zostało zaszczepiło dziwną potrzebę, bez celu i przyczyny.
Ilekroć go mijałam myślałam, że fajnie było by mieć w nim biuro, wernakularyzm poszanować, w środku wymościć, otworzyć co się da pod sam dach, wypolerować beton i zrobić małą sypialenkę kiedy człowiek siedzi po nocach i nie ma siły na powroty do domu. A że mały to pewnie nie dużo by kosztował, a że jeszcze nikt go nie chce. Tchnąć w niego nowe życie. Ale w szkole robiłam go na architekturę bioniczną, rozumianą przez studentkę architektury wnętrz:), szkoda gadać, bez literatury tematu ino angielskie jakieś opracowania, i brak wiedzy konstrukcyjnej, bioniczne „sajensfikszyn” o żyjącym domku, bardziej traktowałam to jako zaczynek do dyplomu. Lepszy jednak był ten beton, mały zasobnik w energię i otwarty plan.

b1

b2

Budynek gospodarczy z bazaltu i cegły, przy Parku, Cmentarzu i Kościele Zielonoświątkowców w Gryfowie. Ulubione miejsce panów i ostatnio też pań z lizakami. Piękny jakby zatrzymał się w czasie, od lat ma zabite okna i zawsze gdy go mijam nie mogę się napatrzeć. Też ze strefy marzeń, pt.”z tego mogłabym zrobić dom”i to z ogrodem, nie byłam wewnątrz, należy do Kościoła Zielonoświątkowców. Dbają o niego, owszem, ale…. No właśnie „ale”.

b3

b4

Trzecim obiektem jest ten w Jeleniej Górze, będę wrysowywać marzenia, słyszę cięgle „po co?”,”po co tracić czas”.
NIE TRACĘ.

Drogie mi są ich losy, każdy przyprawiony w inny sposób. Każdy z nich jest wyjątkowy, jedyny taki na całym świecie. O ostatnim próbuje się coś dowiedzieć, bezskutecznie… kto nie lubi zagadek <3 . Każdy ma zespół cech, które sobie sprawdzam pod kątem zasadności reanimacji (a ta zapewne nigdy nie dojdzie do skutku pomijam Stodołę w tych gorzkich przemyśleniach, bo tu akurat mam coś do powiedzenia, trochę się obawiam czasami (bo to przedsięwzięcie wiąże się z innymi o dużo większej skali, a ciężko było by przyznać się do porażki, zwyczajnie próbować trzeba), a jak spartole z tą konopią, będę zeskrobywać ze ścian;)) Wapno 12 zł za 25 kg. Każą mi szukać sobie logistyka co by poukładał myśli na kupki, podzielił na priorytety, na rzeczy ważne i mniej ważne. W kolekcji mam też kilka bez jakiejkolwiek wartości emocjonalnej, traktowanych w formie zabawowej. O jeden założyłam się o czteropak piwa ze znajomym, no i powstał z rozlatującej się komórki na podwórku mikro zamysł. Wszystkie 4 w kolekcji to małe dzieła sztuki, były nimi w momencie podchodzenia do projketu przez architekta, kiedy zmagał się z białą kartką, i obojętnie czy jako element całości - Stodoła w zabudowie zagrodowej, czy jako dumny niezależny dopieszczony w każdym detalu - Bazaltowy, czy wpisany grzecznie i usłusznie w całą zabudowę wsi - Biedrzychowice, czy no właśnie oderwany od rzeczywistości przestrzennej ten w Jeleniej. Zakorzeniły się i należy je poszanować. Nie są gniotami na masówkę, są wynikiem jakiejś analizy (choć te na masówkę też są wynikiem "jakiejś" analizy). Uwielbiam szacunek z jakim projektowali niemieccy architekci, szacunek do ziemi i ludzi (Biedrzychowice i Stodoła), Bazaltowy jest charakternym ( przyznaję, chyba jednak ciut wychodzi z niego ego projektanta) okazem wyważonym mimo wszystko, a ten w Jeleniej kojarzy mi się z wizją jakiegoś pełnego entuzjazmu, młodego architekta nie skażonego żądaniami inwestorów, ciekawe co projektuje dziś i jak wygląda jego dom własny. Jeszcze nie byłam w wydziale arch. w Jeleniej, nie po drodze mi tam ostatnio, przy okazji jak będę zapytam może dowiem się kto to był. Wszystkie istnieją, są realnym tworem, smutnym i niechcianym, a pięknym.