Dzień dziecka, mój:)

Dziś w kontekście mini jednostki mieszkalnej.
Robiłam uzgodnienia w sanepidzie i za winklem straszącej swą estetyką rzeczywistości (oj, boli czasem samo patrzenie, nader często, dlatego zaciskam zęby i uciekam szybko z takich miejsc) wypatrzyłam ‚coś’ za krzakami. A, że Kicior zawsze pcha się tam gdzie nie powinien..
Można pokochać coś jednocześnie z taką samą siłą? Można? Do tej pory myślałam, że to nie możliwe, bo ja z tych co to raz i na amen. Wygląda na to, że chyba tak. Inaczej. Bez szkody dla pierwszego (mam tu na myśli stodołę), zupełnie inny zbiór cech, intensywnie. Z miłości do rzeczy pięknych, bez rozbijania na czynniki pierwsze, migoczą tylko słowa BYŁO JEST BĘDZIE zawieszone na Bunkrze Sztuki we wrocku, przy analizie miejsca i sytuacji bardzo przydatna wydaje się ta sztuka przez duże „S”;). Bo jak to możliwe, że w Jeleniej Górze ktoś dostał pozwolenie na budowę płaskiego dachu, a może właśnie nie dostał i dlatego nie skończył, do jakiej formy dążył, z minimalizacją przestrzeni otwierając się na strefę przydomową, o jaki to byłby kontrast przy tych wszystkich domeczkach, które powstawały do tej pory w JG, przy wszystkich wstrętnych tendencjach architektury jednorodzinnej, a może to jednak nie miał być dom choć wszystko na to jednak wskazuje, to nic, że ktoś murował tak nieporadnie, widzicie potencjał w tym obiekcie, ja tak, widzicie czym jest teraz, ja tak, a widzicie czym może być? ja tak. Więc wracając do tematu in plus lokalizacja ul Wolności, 8 min.autem do centrum Jeleniej Góry, z utwardzoną drogą dojazdową, za nieczynnym salonem Peugota tuż przy PISE, działka uzbrojona na to wygląda. Pani inżynier w S. powiedziała, że nic nie wie, poza tym, że mieszkają tam bezdomni i obiekt stoi tam od lat, żywo zainteresowała się tematem. Załatwiłam co miałam i pobiegłam w tą zarośniętą drogę. Jaki widok za domkiem, kolejny wspaniały kontrast do ruchliwej ulicy Wolności znów przejście w inną rzeczywistość, bajka.
Faktycznie mieszkają tam ludzie. Ktoś był w środku, widziałam jak cień jakiś latał wewnątrz od otworu do otworu, pewnie sprawdzając czego ten intruz tutaj szuka i zakłóca spokój. Wołałam, żeby cień wyszedł (albo cienie, ciężko to stwierdzić), ale była cisza. Jak biegłam, myślałam po drodze, że sobie pomierzę zawsze mam dalmierz i metrówkę ze sobą teraz już wiem po co:D Magicznej granicy wejścia nie przekraczałam i nie chodzi o to, że mogłam dostać w łeb butelką, tylko o to, że naruszyłabym czyjąś prywatność, w końcu jest to Habitat, uporządkowane, poukładane na swój sposób lokum, czyjeś miejsce do życia, nie miałam prawa naruszać tej granicy. Dotykanie innego świata, te mury oddychały. Myślę że zaczarowałam się kontekstem miejsca, i całym zbiorem sytuacji z obiektem związanych, a sama forma gdzieś utonęła w tym wszystkim. W środę jadę tam znowu ( tzn do sanepidu:)) nie, nie tracę tak od razu głowy. Trzeba dobrze zbadać obiekt, tak racjonalnie też;) ). Może ktoś wyjdzie, pozwoli pomierzyć;)), dowiem się czegoś więcej, muszę ustalić nr działki, a nawet jeśli okaże się to nie realnym, nie możliwym i tak korci zrobić z tego dom, na razie przecież może być tylko w przestrzeni,… tej wirtualnej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA