Miesięczne archiwum: Czerwiec 2015

Po dniu dziecka. Idiomy.

Dom. Potocznie ludzie zwą nim parę ścian i dach. Ale to coś więcej, to poczucie bezpieczeństwa, coś co definiuje człowieka, ale nie tylko jako jednostkę. Jest odbiciem całej spuścizny kulturowej otoczki jaka go kształtowała, zespołu zachowań ludzi, decyzji administracyjnych, ekonomii, kalkulacji, przez cały cykl jego życia. A co potem? Jaką wartość ma on później? Ekonomiczna? Żadna, chyba że stanie się pomysłem na biznes.
Dalej… jest wizytówką swoich czasów, tak nędznych jak dzisiejsze chyba nie było w historii, opasanych płotami, ryglami, czy co bądź (sztandarowy przykład „Dom bezpieczny”). Moja własna definicja „bezpieczeństwa” jeszcze nie powstała szukam go gdzie popadnie, zachłannie każdego dnia. Dom wyznacza granicę, mentalnie, tak kiedyś było, dziś ludziom to nie wystarczy.
Tak właśnie powstał blog Dom ze Stodoły, w poszukiwaniu „bezpieczeństwa”. Tak powstał jego projekt budowlany. Tak potem rozmył się, by co jakiś czas powracać niosąc nadzieję na zaspokojenie tej najważniejszej w mojej piramidzie.

Chciałabym przedstawić wszystkie z kolekcji:

Od niej się zaczęło to gdybanie: „co by było gdyby…”
(niech zerknę w historię bloga:) 2010 r:)) Stodoła oczywiście!:))

Dom w Biedrzychowicach na przeciwko zameczku przy drodze głównej wojewódzkiej. Spłoną z właścicielką. Historia tragiczna, ale bardziej smutne jest to, że teraz nikt go nie chce i ginie w oczach. Taka piękna skorupa (mnie straszyli, że w Stodole ktoś się powiesił, żebym nic z niej nie robiła bo duchy będą mi po łóżku skakać).
Owy dom wpisałam w referat do szkoły w 2013. Zadaniem było wybrać sobie dowolny styl w architekturze i w dowolnym obiekcie, w formie opisówki zrobić mu wnętrzności. Opuszczony, niechciany, boguducha winien, skazany na śmierć domek. To co po nim zostało zaszczepiło dziwną potrzebę, bez celu i przyczyny.
Ilekroć go mijałam myślałam, że fajnie było by mieć w nim biuro, wernakularyzm poszanować, w środku wymościć, otworzyć co się da pod sam dach, wypolerować beton i zrobić małą sypialenkę kiedy człowiek siedzi po nocach i nie ma siły na powroty do domu. A że mały to pewnie nie dużo by kosztował, a że jeszcze nikt go nie chce. Tchnąć w niego nowe życie. Ale w szkole robiłam go na architekturę bioniczną, rozumianą przez studentkę architektury wnętrz:), szkoda gadać, bez literatury tematu ino angielskie jakieś opracowania, i brak wiedzy konstrukcyjnej, bioniczne „sajensfikszyn” o żyjącym domku, bardziej traktowałam to jako zaczynek do dyplomu. Lepszy jednak był ten beton, mały zasobnik w energię i otwarty plan.

b1

b2

Budynek gospodarczy z bazaltu i cegły, przy Parku, Cmentarzu i Kościele Zielonoświątkowców w Gryfowie. Ulubione miejsce panów i ostatnio też pań z lizakami. Piękny jakby zatrzymał się w czasie, od lat ma zabite okna i zawsze gdy go mijam nie mogę się napatrzeć. Też ze strefy marzeń, pt.”z tego mogłabym zrobić dom”i to z ogrodem, nie byłam wewnątrz, należy do Kościoła Zielonoświątkowców. Dbają o niego, owszem, ale…. No właśnie „ale”.

b3

b4

Trzecim obiektem jest ten w Jeleniej Górze, będę wrysowywać marzenia, słyszę cięgle „po co?”,”po co tracić czas”.
NIE TRACĘ.

Drogie mi są ich losy, każdy przyprawiony w inny sposób. Każdy z nich jest wyjątkowy, jedyny taki na całym świecie. O ostatnim próbuje się coś dowiedzieć, bezskutecznie… kto nie lubi zagadek <3 . Każdy ma zespół cech, które sobie sprawdzam pod kątem zasadności reanimacji (a ta zapewne nigdy nie dojdzie do skutku pomijam Stodołę w tych gorzkich przemyśleniach, bo tu akurat mam coś do powiedzenia, trochę się obawiam czasami (bo to przedsięwzięcie wiąże się z innymi o dużo większej skali, a ciężko było by przyznać się do porażki, zwyczajnie próbować trzeba), a jak spartole z tą konopią, będę zeskrobywać ze ścian;)) Wapno 12 zł za 25 kg. Każą mi szukać sobie logistyka co by poukładał myśli na kupki, podzielił na priorytety, na rzeczy ważne i mniej ważne. W kolekcji mam też kilka bez jakiejkolwiek wartości emocjonalnej, traktowanych w formie zabawowej. O jeden założyłam się o czteropak piwa ze znajomym, no i powstał z rozlatującej się komórki na podwórku mikro zamysł. Wszystkie 4 w kolekcji to małe dzieła sztuki, były nimi w momencie podchodzenia do projketu przez architekta, kiedy zmagał się z białą kartką, i obojętnie czy jako element całości - Stodoła w zabudowie zagrodowej, czy jako dumny niezależny dopieszczony w każdym detalu - Bazaltowy, czy wpisany grzecznie i usłusznie w całą zabudowę wsi - Biedrzychowice, czy no właśnie oderwany od rzeczywistości przestrzennej ten w Jeleniej. Zakorzeniły się i należy je poszanować. Nie są gniotami na masówkę, są wynikiem jakiejś analizy (choć te na masówkę też są wynikiem "jakiejś" analizy). Uwielbiam szacunek z jakim projektowali niemieccy architekci, szacunek do ziemi i ludzi (Biedrzychowice i Stodoła), Bazaltowy jest charakternym ( przyznaję, chyba jednak ciut wychodzi z niego ego projektanta) okazem wyważonym mimo wszystko, a ten w Jeleniej kojarzy mi się z wizją jakiegoś pełnego entuzjazmu, młodego architekta nie skażonego żądaniami inwestorów, ciekawe co projektuje dziś i jak wygląda jego dom własny. Jeszcze nie byłam w wydziale arch. w Jeleniej, nie po drodze mi tam ostatnio, przy okazji jak będę zapytam może dowiem się kto to był. Wszystkie istnieją, są realnym tworem, smutnym i niechcianym, a pięknym.

Tym czasem

Nowe życie gnojownika;) K. zrobił kosza przy stodole. Niebawem Stodoła znów w Muratorze:)). Pozdrawiam ciepło. Ps. Mierzyłam obiekcik w Jeleniej Górze tylko po obrysie 7m x 10m x 4,5m h . Nikogo raczej nie było, ale nie wchodziłam.
Przydało by się na boisku bo kolana pozdzierane:
http://www.eurogoma.pl/galeria/nawierzchnie-jednolite-wylewane
tylko jak od gumy odbijała by się piłka;), w drugim sadzie mamy boisko do nogi, do stodoły przykręcimy drugą obręcz na wys.180 cm dla dzieci, tylko trzeba rozebrać murek.

Po edycji:
Nie dano Jej w Muratorze, miała być jako model do obliczenia pokrycia dachu dla różnych materiałów w numerze 07.2015 w artykule pana R. Murata, za model posłużył dom katalogowy Muratora M148 chyba bardziej wpisujący się w standardy czytelników.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dzień dziecka, mój:)

Dziś w kontekście mini jednostki mieszkalnej.
Robiłam uzgodnienia w sanepidzie i za winklem straszącej swą estetyką rzeczywistości (oj, boli czasem samo patrzenie, nader często, dlatego zaciskam zęby i uciekam szybko z takich miejsc) wypatrzyłam ‚coś’ za krzakami. A, że Kicior zawsze pcha się tam gdzie nie powinien..
Można pokochać coś jednocześnie z taką samą siłą? Można? Do tej pory myślałam, że to nie możliwe, bo ja z tych co to raz i na amen. Wygląda na to, że chyba tak. Inaczej. Bez szkody dla pierwszego (mam tu na myśli stodołę), zupełnie inny zbiór cech, intensywnie. Z miłości do rzeczy pięknych, bez rozbijania na czynniki pierwsze, migoczą tylko słowa BYŁO JEST BĘDZIE zawieszone na Bunkrze Sztuki we wrocku, przy analizie miejsca i sytuacji bardzo przydatna wydaje się ta sztuka przez duże „S”;). Bo jak to możliwe, że w Jeleniej Górze ktoś dostał pozwolenie na budowę płaskiego dachu, a może właśnie nie dostał i dlatego nie skończył, do jakiej formy dążył, z minimalizacją przestrzeni otwierając się na strefę przydomową, o jaki to byłby kontrast przy tych wszystkich domeczkach, które powstawały do tej pory w JG, przy wszystkich wstrętnych tendencjach architektury jednorodzinnej, a może to jednak nie miał być dom choć wszystko na to jednak wskazuje, to nic, że ktoś murował tak nieporadnie, widzicie potencjał w tym obiekcie, ja tak, widzicie czym jest teraz, ja tak, a widzicie czym może być? ja tak. Więc wracając do tematu in plus lokalizacja ul Wolności, 8 min.autem do centrum Jeleniej Góry, z utwardzoną drogą dojazdową, za nieczynnym salonem Peugota tuż przy PISE, działka uzbrojona na to wygląda. Pani inżynier w S. powiedziała, że nic nie wie, poza tym, że mieszkają tam bezdomni i obiekt stoi tam od lat, żywo zainteresowała się tematem. Załatwiłam co miałam i pobiegłam w tą zarośniętą drogę. Jaki widok za domkiem, kolejny wspaniały kontrast do ruchliwej ulicy Wolności znów przejście w inną rzeczywistość, bajka.
Faktycznie mieszkają tam ludzie. Ktoś był w środku, widziałam jak cień jakiś latał wewnątrz od otworu do otworu, pewnie sprawdzając czego ten intruz tutaj szuka i zakłóca spokój. Wołałam, żeby cień wyszedł (albo cienie, ciężko to stwierdzić), ale była cisza. Jak biegłam, myślałam po drodze, że sobie pomierzę zawsze mam dalmierz i metrówkę ze sobą teraz już wiem po co:D Magicznej granicy wejścia nie przekraczałam i nie chodzi o to, że mogłam dostać w łeb butelką, tylko o to, że naruszyłabym czyjąś prywatność, w końcu jest to Habitat, uporządkowane, poukładane na swój sposób lokum, czyjeś miejsce do życia, nie miałam prawa naruszać tej granicy. Dotykanie innego świata, te mury oddychały. Myślę że zaczarowałam się kontekstem miejsca, i całym zbiorem sytuacji z obiektem związanych, a sama forma gdzieś utonęła w tym wszystkim. W środę jadę tam znowu ( tzn do sanepidu:)) nie, nie tracę tak od razu głowy. Trzeba dobrze zbadać obiekt, tak racjonalnie też;) ). Może ktoś wyjdzie, pozwoli pomierzyć;)), dowiem się czegoś więcej, muszę ustalić nr działki, a nawet jeśli okaże się to nie realnym, nie możliwym i tak korci zrobić z tego dom, na razie przecież może być tylko w przestrzeni,… tej wirtualnej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA