29-30, dwie i pół godziny

A Paciorek śpiewa mamusi kap kap płyną łzy łez kałuża…:))) Nie ma się z czego cieszyć, woda na Wieży też nie tak okrutna jak w Olszynie i Leśnej. Dwa potoki (nie, nie przesadzam) zeszły z lawiną błota po garażu Kiciora i kotłowni (tych w planach, oh jak dobrze) zapętlając budynek. Woda nie płynęła rowem, a skarpą bo ponoć jak pogłębiali rowy zrobili wodzie pod górkę.
To zdjęcia szkód. Mokrego szlamu nie wybieram bo suchy o niebo przyjemniej łopatą zbierać (za dobrze wiem coś o tym) a mogę sobie na to pozwolić bo jeszcze nie mieszkam tararara:)) Pierwszy raz od 3 lat ucieszyłam się z tego powodu, a dlatego, że jeszcze nie ma tam pieca, że jednak odpuściłam teraz z utwardzeniem tej zjazdówki, że jeszcze nie wstawiłam bramy garażowej, itd.. Wichura ino dwie dachówki mi strąciła i gąsiorek, ja kocham ten daszek, i gdyby nie to że muszę konstrukcję zaimpregnować powciskać na nią folie i takie tam inne ‚pierdoły’ to wcale nie upierałabym się na ten rąbek, zostawiłabym grafitowe cudo (przekładanie odpada). 3 metrowa studzienka zasypana błotem, gliną i żwirkiem drenażowym, ale… już udrożniona, wczoraj poddałam się po 1 metrze wygrzebywania, a jako że Kicia nie lubi nikogo o pomoc prosić, poprosiła w ‚moim imieniu’ mama i z odsieczą przyszedł taki mój autorytet od gówniarza, pracoholik, stąd mam słabość do pracoholików, zrobił dla mnie odpowiednio wyprofilowaną łyżkę i uratował cały system odwodnienia, a i on go kiedyś wymyślił (piwnica to epizod choć pewnie będzie się powtarzał i są 2 wyjścia jedno racjonalne drugie mniej i jeszcze jedno nie legalne;)) Dzielnie pomagały mi dzieci zasypując taką jedną rurę, w pełnym skupieniu, w milczeniu analizując sytuację, próbując zrozumieć. Rów nie ten powiatowy:)jedynie gminny udrożniłam. Stodołowe jabłka obrodziły.
Grzegorzu specjalnie dla pana zaczynam od basenu.

pow1

pow2

pow3

pow4

pow5

pow6

pow7

pow8

pow9

pow10

pow11

pow14

pow13

pow15

pow16

pow17