Wiosna

Nie wyobrażam sobie, że mogłabym przestać projektować. Robię to, ale nic nie wcielam w życie. Wbił mi ktoś („ktoś” mi kiedyś bliski) szpilę wypominając ów fakt. Zabolało i boli dalej. Kataloguję znaleziska z sieci, całe opasłe katalogi moich wątpliwości i nie mam z kim ich skonsultować.

Do Stodoły jadę w środę. Trzeba poświęcić jej trochę uwagi, wyszorować z mchu północną ścianę, trochę potraktować cegłę chemią, zrobić tą studzienkę dla pompy. Bardzo, bardzo potrzebuję kontaktu z materiałem. Nic nie pozwala tak psychicznie odpocząć. Wystarczy jeden dzień. O, i jeszcze jedno. Wiem, że da się żyć w mieście, nauczyć się jego rytmu. Wszystko się da. Jednak nie tym dla których dom nie kończył się w czterech ścianach, a chowały go topolowe i mieszane lasy, stawy sąsiada, sady, łąki i pola, i widnokręgi niezliczone, inne o każdej porze dnia. Moim biednym dzieciom funduję to doraźnie i myślałam, że tak bardzo im nie przeszkadza jak mi, taki stan rzeczy, ale wczoraj jak wróciłam ze szkoły dostałam od córki list błagalny, taki rysunek na jakimś świstku papieru. Ona domem nie nazywa mieszkania gdzie w jakiś sposób próbujemy funkcjonować mnożąc jego funkcje. Ona domem nazywa Stodołę. Bo stodoła nie jest tylko budynkiem, ona jest sposobem życia.
111