Była i zniknęła

Właściwie to zatynkowałam. Raz się nauczyłam i teraz hurtowo trzaskam;) Nie obyło się bez nerwów, gdyż ściankę co to stoi w miejscu drzwi trzeba było wyrównać z warstwą tynku. I tak na zmianę z siostrą zarzuciłyśmy tynk. Ale tynk ręczny, nie maszynowy (brrr, co za badziewie). Oj, nawyzywałam bogu ducha winną masę. Ale dziś po pierwsze: wyposażona w sprzęt – wiertareczka z prawdziwego zdarzenia, mieszadełko i ołówek, co to dojechał później. Po drugie: cudownie „uziarniony” tynk maszynowy. Masa przyjemności. Poważnie. To tak jak z pływaniem w jeziorze (na żabkę, bo tylko tak umiem). Ścianka schnie i z rozpędu zrobiłam nim też takie coś w sypialni i jeszcze inne coś na korytarzu. Wrzucę jak będzie dzienne światło, bo teraz nic nie widać.

  • ystin

    oj sie rozpędziłas rzeczywiscie…

  • Aneta Subocz

    oj tam, już dosycha, naprawdę będzie ładnie, choć nie wygląda:)))