Pierwszy grill

Zapomniałam już, jak smakuje chleb z ognicha, ten uwędził się bonusowo w modrzewiowych oparach. Taki obiad nagroda w ramach walki z chwastami. Z małżonkiem na zmianę  to kosą tradycyjną,  to podkaszarką, sekatorem, gdzie  inne metody zawiodły, ‚uprzednio’ (bo trzeba było poczekać, aż liście odrosną) szykowaliśmy  ogród pod odchwaszczanie chemią. Wczoraj psikawka poszła w ruch.  Teraz czekam na efekty.
Koncepcja ogrodu zamyka się.  Byłam na wyprawie po okolicy w poszukiwaniu tataraku, ale znalazłam trzciny i zieloną leszczynę (chyba), a czerwona czeka grzecznie na ojcowiźnie, jakieś 10 mniejszych  okazów i ze 3 trochę przerośnięte, a poza tym uczę się trawsk wszelkich, chcę wszystkie możliwe upchać, wgnieść  w te 25 arów, ale jednocześnie zlać mimo wszystko ogród z sąsiedztwem pól, łąk i lasów.
Kaliny nie było:(
Perowska i trawy to jeszcze daleka przyszłość. Tylko z drzewkami czas mnie goni.
Ps. żal mi było ścinać te wybujałe wysiewające się osty, wszak ciut inspirowały;)