Tynk

Umiem, umiem kłaść tynk maszynowy, nie ważne jaką techniką się posługiwałam i ile czasu mi to zajęło, liczy się efekt;) pouczona przez szwagra wiem, że powinnam  była narzucać placki jeden za drugim, jak owa maszyna, potem potraktować  łatą, do czego doszłam na sam koniec ściany:D. Wiem  już co to jest owe mleczko o którym mówił mi mój kochany wujek nie raz, gdy jeździłam po worki tynku. Na zdjęciu 3 etapy do gładkiej  ściany, dzień pracy i była skończona, wypoziomowana i gładka. Kicior dumny z siebie, szkoda że w stodole takowych robić nie będę;)