Miesięczne archiwum: Lipiec 2012

barbarzyńca w ogrodzie;)

Miało się  walić i palić, a miał być wykonany plan minimum, i po części został, bo nic nie wspominałam jednak o deszczu, więc z poślizgiem porwałam się dziś z młoteczkiem na „pępowinę” z cegieł, która łączyła budynek matkę ze Stodołą. Kiedy tak waliłam tym młoteczkiem  uświadomiłam sobie  jakim to niewybaczalnym błędem była by nieprzemyślana przestrzeń w ogrodzie,  już teraz ów ogród mówi, a właściwie szumi,  wskazuje, łączy i dzieli, intuicyjnie jednak nie mogę do niego podejść, zbyt cenny dla mnie jest to  kawałek podłogi. Nie odziedziczyłam po mamie lekkiej ręki do zielska, która wiążąc ze sobą dwa chabazie robi coś całkiem niesamowitego, jak ta rama widokowa na zdjęciu. Za to mam garden composera i nie zawaham się go użyć;) Czy  zrobię go tematycznym, nie wiem, na pewno musi mówić. Tu link do innych niezwykłych niezwykłości: przestrzeń.
Nie będę  sadzić teraz orzechów, ponoć i tak sadzi się  jesienią, zapewniłam  im więc nietykalność  powiedzonkiem z naszej wsi: „raz dwa trzy to moje…”;) i grzecznie w pokrzywskach będą czekać na szpadel.
Nie powstanie tu hortus palatinus, a tym bardziej sacro bosco ani Zofiówka z Humania, dialogu potrzebuję z tą ziemią chociażby takiego jaki nawiązali sąsiedzi z ich kawałkiem sielskiej wsi.

Tynk

Umiem, umiem kłaść tynk maszynowy, nie ważne jaką techniką się posługiwałam i ile czasu mi to zajęło, liczy się efekt;) pouczona przez szwagra wiem, że powinnam  była narzucać placki jeden za drugim, jak owa maszyna, potem potraktować  łatą, do czego doszłam na sam koniec ściany:D. Wiem  już co to jest owe mleczko o którym mówił mi mój kochany wujek nie raz, gdy jeździłam po worki tynku. Na zdjęciu 3 etapy do gładkiej  ściany, dzień pracy i była skończona, wypoziomowana i gładka. Kicior dumny z siebie, szkoda że w stodole takowych robić nie będę;)

Notatki

Wczorajszy dzień całkowicie zbił mnie z tropu,  kicior nie może się ogarnąć. Dlatego by wziąć się w garść muszę zaplanować sobie każdą chwilę, za dużo myślę, oj… za dużo!
Plan poniedziałek: zamówienia z weekendu uzbierało się z 40 zamówień więc czeka mnie zapierdziel do rana. Wtorek pakowanie paczek bo do godz. 15 trzeba wysłać. Po 15 stej pakuję manatki i jadę bawić się w budowlańca,  będę kłaść tynki, gładzie i robić ścianki gk z moją młodszą siostrą, oby nie tak jak ostatnio spaprałam łazienkę (pierwsze w życiu pędzlowanie folią w płynie, ale za to wiem jakich błędów nie popełniać:D). Remonty u siostry do piątku, oby ogarnąć, bo przecież muszę  zadbać trochę moją Stodołę. Chcę wykopać orzechy samosiejki z sąsiedniego sadu ojca, zanim zostaną zaorane, i wsadzić je  przy Stodole,  zrobię z nich no jeszcze nie wiem co ale coś zrobię bo szkoda mi tych czerwonych piękności. Będę latać z taczką po obornik do sąsiada, bo przecież trzeba trochę podkarmić  sadzonki:). No byle nie padało!!! W niedziele: a niedziela… pozbywam się ścianki łączącej stodołę z sąsiednim budynkiem, to dopiero będzie wydarzenie >odcięta pępowina<.
Ot tak wygląda plan choćby się waliło i paliło trzeba go ogarnąć i już. Bo później wracam do nauki.
Ps. z Muratora nie dzwonią więc podejrzewam, że Stodoła odpadła z rywalizacji (choć nie ma tego jeszcze czarno na białym. A jeśli chodzi o kredyt, czeka mnie jeszcze porównanie ofert  bankowych  na podstawie kosztorysu, który ostatnio został wydziergany, a potem wysnucie wniosków, choć i tak wiązanie się  na 15, albo co gorsza na 30 lat przyprawia mnie o ciarki na plecach, skłaniam się  by jednak poczekać jeszcze te 2 lata,  i nie brać żadnego kredytu, wszak nie spłaca się 200 tysięcy, a  jeszcze odsetki. Kredyt miał być na realizację w związku z konkursem, gdyż  wygrana obejmowała  ściany ocieplenie i okna do 60 m kw, a cała reszta Kiciora, a dodatkowo wymagano do końca jesieni  zamknąć budynek łącznie z instalacjami, więc zaświeciło się w nas światełko i wizja  domu JUŻ.
Oj, i bym zapomniała, blog zmienił adres , już nie jest patenciak.blogspot.com teraz  blog nazywa się domzestodoly.pl
Życzę wszystkim udanego tygodnia:)

Lampy konkursowe

Mam dwie lampy – wczoraj przyszły. Małżonek składał jedną żeby zobaczyć jak się prezentuje, będą w przyszłości w pokoju Patusi w Stodole. Jedna nad antresolo-łóżkiem, druga na osi od poprzedniczki nad pozostałą częścią pokoju. Lampy wygrane w konkursie Domo plus „dizajnerki”.  Nie w moim stylu tak forma jak i kolor oberżyna, ale Patusi może się spodoba:)

Ktoś chętny na zwiedzanie?:)

Marzenia nasze coraz bliższe realizacji:) Niezależnie od rozwoju sytuacji zaczęliśmy jednak brać pod uwagę kredyt. Banki sprawdzają właśnie naszą zdolność, choć dalej trwają procedury inwestycyjne w innym obszarze (działkowym), o których pisałam ostatnio, te rozłożone na dobre 2 lata. Tak jednak zwykle bywa przy przełomowych decyzjach choć wcześniej zapieraliśmy się „żadnych zobowiązań”. Ten konkurs (w dalszym ciągu nie rozstrzygnięty) popchnął nas do troszkę innego spojrzenia na sytuację naszą, naszych dzieci,  inaczej zaczęliśmy traktować czas i chyba uświadomiliśmy sobie jak bardzo dość mamy klaustrofobicznej przestrzeni. Dlatego niezależnie od tego co wydarzy się w najbliższych dniach czas zacząć wreszcie działać bez gdybania i snucia planów.

Byli dekarze wczoraj do wyceny dachu 250 m połaci, w który musimy wstawić okna i kominy. Koszt około 60 tys… Kominy Schiedla, więc szybciutko pofruną do góry. Okna  kosztować będą fortunę, gdyż do blachy płaskiej jest inny kołnierz, a i potrzebuję okien z nawietrznikami. Kosztorys  muszę zaraz przygotować do banków. A miałam uczyć się więźby i obciążeń.


A oto przypomniało mi się dzieciństwo, kiedy to w komórkach, w stodołach  moich i sąsiadów, zakamarkach olbrzymiego domu rodzinnego ustawiałam mebelki i bawiłam się w aranżację. Dokładnie na tej samej zasadzie kicior poukładał wczoraj mebelki w stodole robiąc punkt dowodzenia. Tuż przy planowanym biurze.

A oto sama wycieczka życzę udanego spaceru, Wasz kicior:

Poddasze marzeń

Kiciorowa Stodoła, dom nasz śliczny, prześliczny, cudowny, przyszły, spełnienie marzeń moich co do istoty mieszkania, sensu bytu zmaterializowanego, a raczej zapewnienie warunków do bytowania godnego z dostępem do przestrzeni,  powietrza i wszystkiego co tylko człowiekowi potrzebne na miarę jego oczekiwań… Stodoła z krwi i kości, budynek specyficzny z całą masą możliwości. Brała, a raczej jeszcze bierze (jak się okazuje) udział w konkursie „poddasze marzeń”  organizowanym przez Muratora:) Przed chwileczką dostałam przemiły telefon, że ekipa wyrusza w Polskę oglądać zakwalifikowane obiekty w tym Stodołę:)))) Na coś przydały się moje odciski;)  W środku tygodnia przywitam gości 🙂 Zapewne dużo zależy od tej wizyty, więc trzymajcie kciuki:)))))))))))) i dziękuję, że byliście ze mną do tej pory:)

Trawsko przed domem wizytówką właściciela

Kosa spalinowa padła na nie kiciorowej trawie. Niepocieszona tą informacją i zjechanym na maksa wałkiem napędowym pojechałam po kosę tradycyjną. Wyposażona w seksowe gumiaczki  postanowiłam ogarnąć ciut posesję, zanim pogoniło mnie urwanie chmury. Skosiłam pół sadu i skarpę… i jakbym wiedziała, że takowy wałek to nie koniecznie wycieczka do serwisu 40 km od stodoły, a jedynie 40 zł plus wysyłka z internetu (o czym przekonałam się przed momentem), nie fundowała bym sobie odcisków i zwiędniętych rąk na 3 cm grubości łodygach ostów, twardych jak samosiejki chwaściorach wysokości ponad 2 m. Jedyne czego mi trzeba do ogrodu na dzień dzisiejszy to: herbicydy totalne :p.

Kicior do nauki! Zaczynam od więźby i obciążeń. Ale to w następnej notce. Teraz jeszcze na chwilę jestem tylko dla dzieci.

:))) są WZ (już prawie)

Nie wiem co oznacza „rozpatrywanie materiału dowodowego”, ale przyszło zawiadomienie, że właśnie rozpatrują… gdzie spodziewałam się już decyzji. 8 sąsiadów, duplikowane pisma z powiatu, sanepidu, gminy… i masa chyba jednak nie potrzebnej papierkolady rośnie.

To teraz podział i kolejne 2 miesiące (tyle zajmuje sam podział działki). Do tego jeszcze formalności związane z odrolnieniem. Tylko jeśli tyle to wszystko będzie trwało przy kolejnych, to akurat na 30 urodziny połączone z obroną dyplomu zafunduję sobie kompleksowy remont Stodoły:/ Trudno, ważne, że w końcu się odbędzie (i może bez kredytu), a i pogdybam tak cichutko, że zmieni się coś do tego czasu w dofinansowaniach do budownictwa  wysoko energooszczędnego:)

więźba

Empirycznie przyszło mi wiedzę  próbować posiąść,   poległ kicior na nazewnictwie, bo to co jest wiązarem kleszczowym ,  kleszczowo jętkowym nie jest, nie jest  zastrzałowo kleszczowym,  czy jakie  tam jeszcze mamy, proste połączenia  wzajemne

Zalało

…i Stodołę nie ominęła powódź, zastanawiam się tylko… jakim cudem, skąd tyle szlamu w piwnicy? Jedyną możliwością dostania się tam tej masy błota jest kanał drenażowy widoczny na zdjęciu, którego biegu jeszcze Kicior nie znalazł, ale zapewne znajdzie jak weźmie się wreszcie za opaskę żelbetową i drenaż budynku od strony ostatniej, nie ruszanej. Po cholerę było mi wcześniej odcinanie pozostałych, zastanych drenaży i robienia czegoś na kształt ścianki przesączającej przejmującej wodę z przed budynku… Właściwie to brałam wtedy pod uwagę ukształtowanie terenu, pominęłam jednak sąsiedni budynek w snuciu gdybań gdzież te ceramiczne poniemieckie kanały są ukryte. Fakt jest taki, że woda niezmiennie żywym „strumieniem” zapierdziela pod stodołą.