Miesięczne archiwum: Kwiecień 2012

Litości

Tępaki, idioci, 2 sklepy budowlane na krzyż i nikt nie słyszał o włóknach do betonu, o zgrozo, czy tak dużo wymagam… zwykły pospolity fiebermeszek, polipropylen, co za dziura! Dobrze, że człowiek ma jeszcze to alledrogo.

Jeździłam koparką:)

Byłam operatorką, przerzuciłam 1 łyżkę 😀 i omal nie zrzuciłam koparki ze skarpy:))). Omal nie doprowadziłam Pana operatora do głuchoty i chyba zawału serca. Do godz. 21 skrobałam szpadlem  i zamiatałam tony błota z drogi przed posesją, ale już mam, mam ogródek:))))))))). I wykopaną drogę. Padam z nóg, dobranoc tym co śpią o tej porze (a północ dochodzi), ja lecę do robienia ksiąg.

Gimnastyka ogrodu, dzień 2.

Koparkę znów zastała noc, dziś ponownie od 17:00, będzie kończyć drogę i równać skarpę + kosmetyczne poprawki spadku. Muszę cieplej się ubrać, po 20:00 w kościach czuć bardziej zimę niż wiosenny chłodek.
Plus przemarzania… nie muszę gotować i wplątywać się w całą tą przedświąteczną śmieszną gorączkę.
Podziwiam operatora. To już 3 koparka, którą miałam zaszczyt gościć, pierwsza robiła drenaż budynku, druga robiła drenaż sadu tuż po powodzi. Ta jest trzecia, wcześniej  karczowała sad, nie sprawiała najmniejszych problemów, ale równanie terenu to nie takie tam wyciąganie pieńków, w porównaniu z poprzedniczkami to sędziwa babcia  i wcale nie w sile wieku, eh. Serce mi się kraje jak patrzę w jaki sposób głaszcze tą trawę, ślizga się po glinie, cóż, robotę wykonać trzeba.
Taras stoi, trochę bazaltów na murek oporowy zarzuconych (mam złoże bazaltowych olbrzymów w skarpie przy stodole, kiedyś dawno temu nawieziono je tam kiedy ktoś gdzieś robił wykopy pod jakiś szkaradny domek, nawet nie wiedział jaką przysługę mi zrobi:))) ). Kiedyś chciałam kalinę, perovską i malwy, teraz chcę pobawić się wszystkimi gatunkami traw od pompasowej po niebieską, a na skarpie rząd wiśni, a przy strumieniu leszczyny. Ogród wciąż jest dla mnie wiedzą tajemną, ale traktować będę go jak „wnętrze” (co właśnie czynię), może w taki sposób uda mi się go ujarzmić. Reportaż z dnia wczorajszego:

Taras. Część pierwsza – kształtowania terenu

Noc już była wczoraj, gwiazd widać nie było na niebie ciężkiego od chmur, tylko księżyc dzielnie walczył rażąc przy tym w oczy, kiedy to powędrowałam do domu. Korytowanie przebiegało dość sprawnie (jak na taki sprzęt ;)), ale za nim koparka ruszyła do dzieła, z dobrą godzinę zajęło ustalanie planu pracy. Wczoraj udało się jedynie z lekka liznąć pod taras, dziś ma być reszta, tylko… no właśnie, niespodzianka za oknem, lało nad ranem. Szlag, będziemy paprać się w błocku.

Schody w stodole wspornikowe samonośne czy nie

Mam moją koncepcję schodów. Jak zwykle do rana zajęło mi wymyślanie, nocą jestem najbardziej kreatywna;)  Nie wszystko jeszcze wiem. Np. jak dokładnie rozwiązać wsporniki. Jak robić wiem, bo dostałam istotne, cenne wskazówki, jednak mam wątpliwości, czy nie mogę użyć lepiej standardowych kątowników i płaskowników i dodatkowo zbrojąc schody, zamiast angażować w to konstruktora… Nie wiem nawet czy w ogóle mogę ominąć ów „angaż”, bo przecież to też ingerencja w konstrukcję ściany nośnej i spore obciążenie od kloców dębowych z betonowym płaszczem. Szukałam ductalu, dzwoniłam po okolicznych cementowniach, nikt nie robi, nikt się nie bawi, a cementownie zajmujące się ductalem, obsługują milionowe inwestycje, więc chyba szkoda mojego czasu na wysyłanie zapytań i dzwonienie. Zwykły beton architektoniczny więc najprawdopodobniej mi zostaje.

Oto ostateczna wersja, która umożliwi równomierne rozłożenie obciążeń i nie będę  musiała przebijać się przez ścianę, a jedynie kotwić i podpierać stopnice w barierce. Tak, >ja<  będę robić, bo sama bym je robiła. Chcę, muszę, nie wiem tylko czy pójdzie mi z bruzdownicą, nigdy nie obsługiwałam, za to udar nie sprawia mi problemów, wyprułam już żłoby tam gdzie będzie kotłownia. Ewentualnie (asekuracyjnie) małżonek będzie po mnie poprawiał. Moje pierwsze schody:)! więc muszę je zrobić!... no rozumiecie mnie chyba:) Za drzewo już się "zabrałam" (tu, właściwie co najwyżej impregnowanie i heblowanie:)), dębowe kloce czekały grzecznie na podwórzu. A w tym tygodniu trafią pod ostrze (bo sąsiad ma nie tylko koparkę,  jest samowystarczalny, w tym ma również... trak). Niżej dwie inne koncepcje, z których jedna zakładała odsunięcie z jednej strony od ściany i podświetlenie ledami z obu stron, gdzie od poręczy światło tworzyło by w ten sposób umowną ścianę. Druga opcja  z barierką drewnianą, tylko skąd ja wytrzasnęła bym sklejkę, czy fornir idealnie w kolorze moich dębowych klocków stopnicowych z uroczymi pęknięciami. Myślałam też o szklanej zwykłej barierce (ostatnie zdjęcie). Wszędzie w każdej z opcji zakładałam te same elementy biegu schodów: drewno beton drewno beton.
W każdej opcji schody są odsunięte od ściany, po to by wpuścić tam taśmę ledową, która podświetlała by ścianę ceglaną dwustronnie pod schodami i w górę po płaszczyźnie. Nie są do posadzki, gdyż u mnie wszystko będzie lewitować i kominek i łazienka i ściany sypialni, a czemu? Bo lubie. Tak… dość tego gadania, teraz konkrety:

Sad

Znalazłam wagę w niegdysiejszej graciarni. Prawda, że cudo?:) W tym tygodniu kopara ma wejść, miałam nadzorować, ale czas, a raczej jego brak może mi to uniemożliwić. Ważne, że w piątek przedstawiłam szczegóły dla T. sąsiada od koparki – wie gdzie kopać, tylko oddelegowana do tego będzie inna osoba, więc spokojna być nie mogę mimo iż skrzętnie wyrysowany plan dałam. Jeszcze trochę zdjęć z wnętrz  stodoły (przymierzam się do tych nieszczęsnych schodów, mam na wykonanie projektu, łącznie z kominkiem 2 tyg.)