Zjazd do domu, część 1.

Jako, że jutro będą kończyć na Wieży zjazdy do domostw z drogi powiatowej, skoro świt (a dla mnie to 6 rano:)) jadę dopilnować by zrobiono także u Kici. Przyjedzie T. z koparką by troszkę podszykować i podsypać tą szlaką, którą swego czasu odbieraliśmy spod ściany stodoły. A dziś, hym, niedziela upłynęła błogo co po niektórym (mła), a innym (małżonek) na zmaganiu się z chaszczami pokrzyw, ostów i innych cholerstw. Dziś rano kupiliśmy podkaszarkę spalinową taką za 400 zł (czyli średnia, 1,7 konia, no name), bo nasza tradycyjna kosa zakupiona w zeszłym roku gdzieś zaginęła(może to i lepiej, bo małżonek nie umie władać ani osełką ani takową kosą i ja nieszczęsna musiałabym prażyć się w słońcu:), za to spalinowa idealnie wpasowała się w jego anatomię i szedł jak burza). Do zakupu doszedł szpadel, bo w planie było pakowanie szlaki na taczkę i ręczne machanie szpadlem w celu odkopania zjazdu dla tłucznia i świeżutkiego asfaltu, schowaliśmy go jednak w bezpieczne miejsce jeszcze nierozdziewiczony:) Dobrze, że mamy T. który pomimo natłoku pracy (żniwa, itd.,itp) zgodził się nas poratować:)

Więc tak, Jędrek kosił, Kicior chlapał się, dzieci i auto szlaufem, potem tyczyliśmy drogę wg projektu. Teraz nadrabiam poniedziałkowe zamówienia i reszta wieczoru upłynie z lampką Porto i „dobrym” cotygodniowym filmem niespodzianką jaką mąż dla mnie przyszykował (do tej pory były to odcinki serialu big bang theory). Miłej resztki ostatniego sierpniowego weekendu Wam życzę:))) A i nadmienię, że od pierwszego września moje najstarsze 3 letnie dzieciątko idzie do przedszkola:) O nią się nie martwię, ale jak ja to przeżyję:D.








  • trzymam kciuki za 6tą rano i dobre tyczenie!!