Gotowy podjazd, część3.

Ależ pachnie wieczorną porą, zapach świeżo skoszonej trawy miesza się z pierwszymi przymrozkami, wielbię ten zapach bardziej niż ten rozgrzanego asfaltu po burzy, jakiegokolwiek kwiatu, czy zjawiska, nawet bardziej od senses lancome;D W radiu mówili, że bociany odleciały, a ja prowadzę pociechę do przedszkola w czwartek. Żal lata, oj żal, tego co się nie zrobiło, a mogło, ale też, co jeszcze nie było wykonalne.

Ale za to mamy zjazd na posesję. Nie ma 3 na 4, a 2 na 4 metry:) Ale i tak jest to widoczny zaczątek tego, co będzie się tu działo. Nasz „dom” zaczyna przypominać DOM i z każdym kolejnym etapem wiążemy się z nim jeszcze bardziej (o ile to możliwe). Myślę o inwestycjach, które miały by mi umożliwić wykonanie w 100% zamysły stodołowe, zamierzam zainwestować w coś co stodołą nie jest, przeciwnie, jej odwrotność filozoficzno-techniczna(a to wymyśliłam określenie:D), i to coś miało by mi dać przepustkę w przyszłości do wymarzonej stodoły. Po co kombinować? …by nie opierać się jedynie na kredycie, czy też, by nie działać wyłącznie etapami w realizacji stodołowej. Plany plany plany… plany.

Nie ważne.

Chwalę się zjazdem:) Niby nic takiego, ot zwykły zjazd (choć zajął mi 3 notki), a jak cieszy serducho:) Dokładnie na przeciw zjazdu ma być utwardzony plac i brama garażowa od prawego dolnego okienka do prawej krawędzi budynku.














  • No to poszaleli z tym asfaltem , powinni dostać godło ”Teraz Polska”
    za oszczędność 🙂

  • :)))))haha