Polowanie

W ubiegłym tygodniu przemierzając targ wśród rupieci wypatrzyłam, hym… małego cukierkowego Gypsy, przybrudzonego i bez kilku paciorków, a że z nauczki wyposażona jestem w tym miejscu w nie więcej jak 20 zł odpuściłam z nadzieją, że nikt mi go nie sprzątnie. Nie odeszłam nawet 3 kroków i już ktoś go buchnął. Sprzedawca wycenił na 100 zł, zszedł na 80 zł, a ja pewnie bym utargowała za 60 zł. Jak ktoś chce nowy nieśmigany jest tu.



Za to dziś wygrzebałam / upolowałam ot takie cuda za 5 zł:) Jeszcze nie wiem gdzie i w jakim aranżu, ale nie mam wątpliwości, że miejsce dla nich znajdę, bo o ile landrynkowy żyrandol powiększył by moją kolekcję dla samej pożywki moich żądzy:D, o tyle kinkiety wpasują mi się w przestrzeń.

W stodole miało być równanie terenu po niedzieli, ale której, no właśnie:) Nie pali się, poczekam:) Tym bardziej, że teraz ledwo daję radę, głowę mam rozdartą między Wrocławiem, Lubaniem i pieleszami, serce cały czas przy dzieciach, nogi od świtu ciągną poza mury, a ręce zapracowane po łokcie machają do późna w nocy.

  • bardzo często zdarza mi się,że za długo się zastanawiam i okazja przepada , ale kinkiety też fajniste:)

  • Świetne te konkiety 🙂
    A co do zastanawiania – ja już nie wiem ile fajnych rzeczy straciłam przez zastanawianie się na pchlim targu…
    Pozdrawiam

  • we wszystkim można znaleźć dobre strony jedna okazja przepada szukamy drugiej:))