Z miłości do przedmiotów

Rudera:

Dziś kicior robiła demolkę przy ruderze, usuwałam stary płot. Kruszył się w dłoniach, więc szybko poszło. Przy okazji odwiedziłam moje słoneczka, które od wczoraj smakują wieś u babci obcując z fauną.


Przy ruderze w stertach opon kicior wygrzebała coś i się zakochała. Tak, chce więcej. Pochodzą ze starego wojskowego ośrodka wypoczynkowego nad Jeziorem Złotnickim, są przeznaczone na złom i krzesła garażowe. Tu 3 sztuki, a ponoć było 12. Informator D. się dowie:) Poszoruję szczotą drucianą rdzę (bo chyba tak to się robi), niech tylko wpadną w moje ręce, choćby 6 sztuk, gorzej będzie z siedziskiem i oparciem ze sklejki – nie do uratowania. Zdaje się, że powierzę fachowcowi. Nie chcę dzielić skóry na niedźwiedziu, więc wyposażam się w cierpliwość.

Kiedyś w szpitalu siedząc w kolejce zamiast skupić się na dywagacjach na temat pełnego pęcherza przed usg kolejkowiczów kicior zapatrzyła się na krzesło, takie moje zboczenie (nie licząc lamp), z całej masy pochodzących z różnej parafii krzeseł to jedno błyszczało kształtem. Krzesło miało podobny stelaż, może ciut bardziej strzelisty.

Stodoła:

Odebrałam polecone.

Przyszły powiadomienia z sanepidu i starostwa (ot, takie informacyjne pisma), że możemy przekształcać budynek gospodarczy na dom, więc już spokojnie czekamy na warunki zabudowy z gminy (mają być do końca maja). Na koniec żaglówka (drewniana nie z włókien) z potrzeby ‚dziwnej’ chwili, bo dziś z pewnych względów zainteresował mnie jej dalszy los. Weekend majowy będzie pod znakiem czystek w stodole, cóż bo wstyd choćby przed tym (tymi) tajemniczymi istotami nawiedzającymi kiciowe włości. Zimą istoty zostawiały ślady i pootwierane wrota, wiosną przestawiają rupiecie. Obwieszczam… nic tam nie ma:D Zresztą nic też nie ginie:)

  • Aneto, Ty się ciesz, że Ci istoty nie zostawiają jakichś niechcianych prezentów. Istoty miewają różne pomysły 😉

  • No tak:)