Płyta nagrobna i projekt stodoły

Dziś od rana grzebię w ziemi. I przy okazji takiego grzebania Kicior znalazł przy stodole płytę nagrobną. Latałam z łopatą, aby ją wydobyć. Podnieść nie zdołałam, biceps wielkości jaja przepiórki, za to opracowałam jej plan powrotu (bo chyba wiem skąd pochodzi), którego jeszcze nie uzgodniłam z T., właścicielem koparki. Popytałam i dowiedziałam się jak mogła się tam znaleźć.



Otóż, gdy Kiciora nie było jeszcze na świecie, ktoś z początku wsi postanowił wyłożyć sobie obejście płytami nagrobnymi z poniemieckiego cmentarzyska, które jest na końcu wsi. Gdy sołtys dowiedział się o tym, gonił jegomościa na wozie zaprzężonym w konia. Jegomość uciekał również wozem i płyta mogła tak wylądować pod dębem. Jak ją znalazłam zakładałam, że pochowani są tu gdzieś poprzedni właściciele gospodarstwa, których potomków wysiedlono, a budynki po nich przejął potem mój dziadek.

I drugi temat, projekt. Byłam, zobaczyłam. Kicior nie ma już żadnych wątpliwości, trafiłam na właściwe dla mnie biuro projektowe, gotowy projekt odbieram w środę. Zadowolona strasznie marudna Kicia na początku czerwca rusza z wnioskiem o pozwolenie na budowę.

Płyty się pozbywam, a mam nadzieję, że projekt nie będzie miał nic wspólnego z czymkolwiek co wiąże się z „cmentarzyskiem”:))) To tyle jeśli chodzi o tytuł posta:)

Chcąc podsumować ten dzień powiem tak: przyjmując rozwiązania standardowe za najbardziej właściwe można stracić szansę na osiągnięcie czegoś niezwykłego, a Kicior obiecuje, że choćby pazurami poza ramy standardu wychodzić będzie, ot taka moja natura.

I na koniec zdjęcia 3 drzew, za kilka dni historyczne, bo ich już nie będzie, a drzewa rosły wraz ze mną odprowadzały mnie do szkoły, witały jak zbliżałam się do domu, pod nimi nabyłam 5 cm bliznę na prawym udzie (sentymentalne żegnam się z nimi;)).

To tyle na dziś. W weekend majowy, zamiast chodzić po górach, sprzątam stodołę, działam randapem (bo nie wiem kiedy T., właściciel koparki, znajdzie dla mnie czas na równanie terenu, a pokrzywy przekroczyły niedopuszczalną granicę połowy łydki:) Tak, weekend majowy… sami wiecie jakie tempo ma wasze życie, więc wypoczynku najbardziej właściwego waszej naturze wam życzę.

Na dębie leśniczy nie postawił krzyżyka ufff:), a też rośnie przy drodze głównej nieopodal owej trójki na ścięcie..