Miesięczne archiwum: Kwiecień 2011

Płyta nagrobna i projekt stodoły

Dziś od rana grzebię w ziemi. I przy okazji takiego grzebania Kicior znalazł przy stodole płytę nagrobną. Latałam z łopatą, aby ją wydobyć. Podnieść nie zdołałam, biceps wielkości jaja przepiórki, za to opracowałam jej plan powrotu (bo chyba wiem skąd pochodzi), którego jeszcze nie uzgodniłam z T., właścicielem koparki. Popytałam i dowiedziałam się jak mogła się tam znaleźć.



Otóż, gdy Kiciora nie było jeszcze na świecie, ktoś z początku wsi postanowił wyłożyć sobie obejście płytami nagrobnymi z poniemieckiego cmentarzyska, które jest na końcu wsi. Gdy sołtys dowiedział się o tym, gonił jegomościa na wozie zaprzężonym w konia. Jegomość uciekał również wozem i płyta mogła tak wylądować pod dębem. Jak ją znalazłam zakładałam, że pochowani są tu gdzieś poprzedni właściciele gospodarstwa, których potomków wysiedlono, a budynki po nich przejął potem mój dziadek.

I drugi temat, projekt. Byłam, zobaczyłam. Kicior nie ma już żadnych wątpliwości, trafiłam na właściwe dla mnie biuro projektowe, gotowy projekt odbieram w środę. Zadowolona strasznie marudna Kicia na początku czerwca rusza z wnioskiem o pozwolenie na budowę.

Płyty się pozbywam, a mam nadzieję, że projekt nie będzie miał nic wspólnego z czymkolwiek co wiąże się z „cmentarzyskiem”:))) To tyle jeśli chodzi o tytuł posta:)

Chcąc podsumować ten dzień powiem tak: przyjmując rozwiązania standardowe za najbardziej właściwe można stracić szansę na osiągnięcie czegoś niezwykłego, a Kicior obiecuje, że choćby pazurami poza ramy standardu wychodzić będzie, ot taka moja natura.

I na koniec zdjęcia 3 drzew, za kilka dni historyczne, bo ich już nie będzie, a drzewa rosły wraz ze mną odprowadzały mnie do szkoły, witały jak zbliżałam się do domu, pod nimi nabyłam 5 cm bliznę na prawym udzie (sentymentalne żegnam się z nimi;)).

To tyle na dziś. W weekend majowy, zamiast chodzić po górach, sprzątam stodołę, działam randapem (bo nie wiem kiedy T., właściciel koparki, znajdzie dla mnie czas na równanie terenu, a pokrzywy przekroczyły niedopuszczalną granicę połowy łydki:) Tak, weekend majowy… sami wiecie jakie tempo ma wasze życie, więc wypoczynku najbardziej właściwego waszej naturze wam życzę.

Na dębie leśniczy nie postawił krzyżyka ufff:), a też rośnie przy drodze głównej nieopodal owej trójki na ścięcie..

Jak usunąć rdzę. Pilotaż Kiciora.

W ruderze nic się nie dzieje, zmiany w ekipie, przybył (a raczej przybędzie) nowy członek załogi, prace ruszają od lipca i mają zakończyć się w grudniu. Umowa słowna, ale tu nie ma możliwości formalizacji niestety. A miało się tyle dziać. Kicior chodzi i pyta o wydruki na szkle, grzebie w próbkach tkanin, ale co z tego jak ściany kryją się kurzem, podłóg nie ma… i tak dalej i tak dalej. Żeby zapełnić lukę ruderową, a co gorsza stodołową także, wracam do krzeseł, dziś zrobiłam drugie.



Może komuś przyda się informacja jak usunąć rdzę. Otóż ocet świetnie się sprawdził, po 3 dniach rdza zeszła kompletnie, ale ocet zaczął spoufalać się z metalem, więc omal nie przedobrzyłam. Cola – kompletna klapa, wprawdzie 2 dni moczenia, ale prawie nic to nie dało. Tylko jeden mały prześwit metalu. Mleczko do czyszczenia – bardzo dobre, ale na wyczyszczone już szlifierką krzesło, gdzie trzeba zetrzeć rdzawy kurz. Wraca temat odrdzewiacza, 2 miejscowości do 20 tys mieszkańców… nie ma odrdzewiacza w żelu, jedynie w sprayu lub płynie do namaczania. W moim przypadku oba się nie sprawdzą. Zostaje mi internet:) Szlifierka na taką rdzę z jaką miałam do czynienia była najlepszym wyjściem, w kilku miejscach ciut uszkodziłam krzesło na rancie nóg, ale te uszkodzenie udało mi się zredukować papierem ściernym. Odrdzewiacz jest niezbędny na wykończenie krzeseł bym mogła je zabezpieczyć i pomalować. Ze zdjęciami krzeseł czeka mnie jeszcze pielgrzymka po stolarzach. Któż to podejmie się zrobienia siedzisk i oparcia? 🙂 Kicia jest w swoim żywiole:)

oba krzesła już wyczyszczone

oba krzesła już wyczyszczone

krzesło jeszcze przed czyszczeniem szlifierką

ocet z osadem z rdzy

po lewej ocet po prawej cola która zrobiła się galaretowata

po occie

po coli

A z okazji świąt wymyśliłam jak wykorzystać skarpę przy stodole, otóż zakamuflowana i wbudowana w skarpę (jeszcze nie wiem jak) będzie wędzarnia. Miałam styczność z 4 wędzarniami, jedną ze stalowej szafy, drugą murowaną w ziemi, trzecią z beczki też w ziemi i czwartą w komórce. Poczytamy i zobaczymy jaka będzie moja. A skoro wędzarenka mała to i może gdzieś by tu miejsce na wino;)

Jak zwykle bym o czymś zapomniała:

  • okna w ruderze będą 10 maja 9 sztuk plus 2 witrynki całość 3200 zł
  • w czwartek jadę po papiery, bo kicior na stare lata wraca na architekturę wnętrz
  • w piątek idę oglądać projekt stodoły
  • i długi weekend… słonecznego życzę:)

Nowe życie krzeseł, cd, usuwanie rdzy

Nie zawojowałam zbytnio. Po szczotce ręka zaczynała więdnąć więc wzięłam się za sprzęt ciężki.

Pierwsze krzesło posmakowało octu w kubeczku i dalej smakuje, zostawiłam na noc. Zrobiłam to na próbę, bo nigdy tak nie usuwałam rdzy. Drugie z zamierzenia miało być traktowane szczotką i papierem ściernym. A jakby nie wyszło już znalazłam fachowca od piaskowania w Zgorzelcu. Krzesło jednak ładnie współpracowało, pod sklejką gnieździły się czarne mrówki. Wszystko szło w dobrym kierunku, ale nie mam na wyposażeniu wiertarki na dopracowanie zakamarków i tu moja prośba, w tym przedświątecznym szaleństwie, jakby ktoś znalazł chwilkę i podzielił się swoją wiedzą jak mam tam dotrzeć? Może chemia? Jaka? Krzesła nie mogę rozkręcić, gdyż jest nitowane, a nie zwróciłam na to wcześniej uwagi.



Pat mi pomagała i dzielnie działała szczotką. Niech się wprawia. A co;)

Po robocie z resztek octu i farbek wyszły nam jaja. Jeszcze mokre i zafarbowane posypane solą zrobiły się w kropeczki:) Tak więc nasze pisanki będą w tym roku nakrapiane. Idę marynować szynki, eh:/

Jakby co jeszcze raz Wesołych Świąt:)

Aaa, bo bym zapomniała, była dziś koparka na stodołowych włościach i wywiozła transport pniaków, ale przy drugim podejściu pękło coś chyba przy sprzęgle, nie znam anatomii koparek:)(w każdym razie coś koło wajchy). Przełożone na po świętach sprzątanie sadu i uwaga, będzie wówczas kształtowanie terenu:)))Dziękuję T.

Krzesła, pierwsze wyposażenie stodoły nie licząc lamp na wysięgnikach:) kaisera i innych

I figa, reszta więdnie gdzieś na złomie. Mam dwa, bo jedno wcześniej ktoś zaklepał:) Zawsze coś, dostałam i jestem wniebowzięta:)… nie będzie gotowania na święta (zresztą gotowania nie znoszę), od jutra daję nowe życie tym dwóm okazom, w końcu teraz jestem za nie odpowiedzialna:) Życzę wszystkim udanych świąt, takich jak kto lubi:) Mi marzyłoby się ognicho, kiełbasa (może być biała żeby nie było;)), duży koc, 25 stopni w plusie, gdzieś na końcu świata przy szumiącej rzecze, mieszanym lesie i dwa moje serduszka patusiowoszymusiowe, a że inny scenariusz już został nakreślony… nic… brnijmy upajając się chwilą po swojemu. Niech będzie Wam mokro w poniedziałek, refleksyjnie w sobotę i radośnie w niedzielę.


Z miłości do przedmiotów

Rudera:

Dziś kicior robiła demolkę przy ruderze, usuwałam stary płot. Kruszył się w dłoniach, więc szybko poszło. Przy okazji odwiedziłam moje słoneczka, które od wczoraj smakują wieś u babci obcując z fauną.


Przy ruderze w stertach opon kicior wygrzebała coś i się zakochała. Tak, chce więcej. Pochodzą ze starego wojskowego ośrodka wypoczynkowego nad Jeziorem Złotnickim, są przeznaczone na złom i krzesła garażowe. Tu 3 sztuki, a ponoć było 12. Informator D. się dowie:) Poszoruję szczotą drucianą rdzę (bo chyba tak to się robi), niech tylko wpadną w moje ręce, choćby 6 sztuk, gorzej będzie z siedziskiem i oparciem ze sklejki – nie do uratowania. Zdaje się, że powierzę fachowcowi. Nie chcę dzielić skóry na niedźwiedziu, więc wyposażam się w cierpliwość.

Kiedyś w szpitalu siedząc w kolejce zamiast skupić się na dywagacjach na temat pełnego pęcherza przed usg kolejkowiczów kicior zapatrzyła się na krzesło, takie moje zboczenie (nie licząc lamp), z całej masy pochodzących z różnej parafii krzeseł to jedno błyszczało kształtem. Krzesło miało podobny stelaż, może ciut bardziej strzelisty.

Stodoła:

Odebrałam polecone.

Przyszły powiadomienia z sanepidu i starostwa (ot, takie informacyjne pisma), że możemy przekształcać budynek gospodarczy na dom, więc już spokojnie czekamy na warunki zabudowy z gminy (mają być do końca maja). Na koniec żaglówka (drewniana nie z włókien) z potrzeby ‚dziwnej’ chwili, bo dziś z pewnych względów zainteresował mnie jej dalszy los. Weekend majowy będzie pod znakiem czystek w stodole, cóż bo wstyd choćby przed tym (tymi) tajemniczymi istotami nawiedzającymi kiciowe włości. Zimą istoty zostawiały ślady i pootwierane wrota, wiosną przestawiają rupiecie. Obwieszczam… nic tam nie ma:D Zresztą nic też nie ginie:)

Niedziela palmowa

Dziś krótko.



1. Niedzielnie – każdy po swojemu spędza wolny czas. Wolny… pojęcie względne. Kicia grzeszy – lata z (na?) miotłą(-le) i tudzież z aparatem.

2. Stodołowo – chyba wiało, plandeki latały i deski wędrowały… do tego prostopadle (trzecie zdjęcie):D ;)hym.

3. Ruderowo – w ruderze przybywa przedmiotów, na zdjęciu: schody w częściach pierwszych, blaty, drzwi i ościeżnice, wszystko wg planu. Tylko… mierzwi plany etap realizacji:/… ale:) jak dobrze, że jest to „ale”:) Inwestorka przybyła i zaakceptowała, poklepała 🙂

Placowe dylematy

I bądź tu mądry człowieku, jak logicznie ukształtować ten teren? Wczoraj zapewne przybyło mi kilka siwych włosów. Jedyne co zrobiłam, to natyczyłam (tak na chwilę) taras i podjazd. Garb wyrasta tuż przy rowie gminnym i cały spadek jest w kierunku stodoły i równolegle budynku w kierunku przeciwnym do rowu. Plan zakłada napychać ziemię w dół działki równając do studzienki kanalizacyjnej, tak by spadek w miarę możliwości był w kierunku rowu. Również zdjąć garb na podjeździe. Ot i to na tyle. Wraca temat szamba, co z nim zrobić. Nic, czekam jeszcze na projekt. Reszta przyjdzie powoli sama;)


A dziś relacja ze stodoły:)

Nasz bohater;) 3 godziny myk myk i już. Świstało, buczało, ziemia się trzęsła i 46 pniaków + wierzbina w rowie… wyfrunęły. Sad wygląda jak pole po bitwie.. .o bo przecież bitwa została stoczona:) Relacja niżej, a niedługo relacja z wywożenia pniaczków:) Zastanawiam się, czy od razu nie ruszyć z kształtowaniem terenu?


Ruderowe małe kroczki

W piątek odbieram blaty do innej inwestycji (nie stodołowej), a dokładnie 4 sztuki bukowego drewna. Będzie z tego blat do kuchni, stół i ławka. Jak zamawiałam pani pytała…czy to na schody, bo ludzie z tego blatu trepy robią. Zamówiłam też drzwi, 4 sztuki, wyczekane dotarły (wczoraj dostałam cynk).

Dziś zamknęłam etap z upoważnienia do podziału działki przy „ruderze”, ta przyjemność to w sumie 2200 zł,  teraz tylko notariusz. Rudera stoi nie ruszana już przeszło 2 tygodnie (prace ogrodowe u naszego fachowca), więc zakładany plan realizacji wziął w łeb. Byłam na Łącznej w Jeleniej, ale nie mają nowych mebelków (w poszukiwaniu krzeseł części jadalnianej, dobrze mieć coś w zapasie, jeśli na aukcji nie znajdę odpowiednich, a chcę takie jak mi ostatnio sprzątnięto z przed nosa), za to była dostawa szkła. Jak dobrze poszukać to i bez skazy się coś trafi, ja znalazłam dzbanek na sok lub wodę.

Teraz jeszcze tylko podłogi wylać. Gresu szukam, nie ma takiego jak chcę pod ręką i trzeba będzie zamawiać. Dalej ta łazienka nieszczęsna i szczęsna;), okna, wstawić parapety, zamontować grzejniki, zamontować drzwi, pomalować i urządzam:) A, do dziś nie dotarły schody, zaraz będę dowiadywać się o co chodzi. Meble do kuchni zamówione, szafa garderobiana też. Negocjuję cenę narożnika, a raczej transportu. To było by na tyle.

Do zrobienia została masa rzeczy, ale w tej chwili wszystko jest uporządkowane i tylko czeka aby nasz fachowiec powrócił 🙂 Pozdrawiam Was ciepło.

A oto mój dzbanek z Art-polu koszt 13 zł:)

Czysto

Wszystkie gałęzie popalone, aura wczoraj sprzyjała. Pierwszego kwietnia, mam nadzieję, że nie dla jaj, sąsiad powiedział, że wkracza z koparką po niedzieli. Do karczowania wczoraj przybyły 4 pieńki, wycięte zostały jeszcze drzewka przy przyszłym wjeździe na naszą działkę (3 zdjęcie), teraz jest jasno i przejrzyście. Więc już nie 42 pnie, a 46 do wyrwania. Potem kształtowanie terenu.

Do dziś miałam podjąć decyzję czy zostawić cegłę czy nie. Decyzję podjęłam. Czy ocieplać od wewnątrz, czy jednak styropian… podjęłam, czy antresola, czy nie… podjęłam:) Słuchając dobrych rad, analizując za i przeciw, wszystko wiem. To kwestia priorytetów. A dla mnie ważne jest… o tym innym razem:)

Ot, zajęcie dla Paciorków i Szymonków w ciągu 8 godzin palenia gałęzi.

Dalej czeka nas równanie terenu i sprzątanie stodoły wewnątrz.

Wjazd przesunięty w stronę granicy działki.