Miesięczne archiwum: Marzec 2011

Mapa do celów projektowych

Dziś odebrałam mapę do celów projektowych (a właściwie 3 jej egzemplarze). Jak z kosztem? Oferty jakie dostałam: Gryfów 900 zł i 3 tygodnie oczekiwania, Lubań 800 zł i miesiąc oczekiwania, Lwówek 700 zł i 3 dni oczekiwania, ciekawe którą wybrałam… 🙂 Co biuro inna cena i inny termin oczekiwania. Czego dotyczyły oferty? Działki z określoną granicą o obszarze do 1ha. Przemiły Pan geodeta powiedział, że w terenie spędził 2 godziny, przywitały go jedynie szczekające psy u sąsiada, i że tak spokojnego miejsca jeszcze nie widział  (żeby nie cytować pewnego porzekadła właśnie z psami w roli głównej) ;).

Jutro porządnie obiję sobie tyłek spadając z obłoków, tj. konfrontacja moich widzimisie z przepisami prawa budowlanego :/

Inwentaryzacja budynku

Dalmierze poszły w ruch, inwentaryzacja trwa już drugi dzień. Odbywa się w dość spartańskich warunkach (przepraszamy), niestety sprzątanie stodoły planowaliśmy na maj / czerwiec i baaaaardzo plusowe temperatury. Zamieszczam zdjęcie z tej imprezy… sprzętowe, ot by jednak chronić prywatność osób widniejących na zdjęciach ;). Etap projektu dla mnie jest przyjemną częścią przygody stodołowej, czy stworzymy agroloft z pazurem wyjdzie w praniu.

A, bo bym zapomniała, w piątek na teren wkracza koparka i karczuje 42 pnie z wyciętych jabłoni grusz i śliw, plus wierzbowe cuda przy rowie. Mam olbrzymi problem z ogrodem. Ostatnio pisałam, że mam pewną koncepcję, na dzień dzisiejszy mam ich chyba z sześć. Najwięcej problemu sprawia mi to jak ukształtować teren, tak by woda opadowa nie płynęła na stodołę (tak jest częściowo teraz), dalej wjazd, miejsce postojowe (w gratisie z dwiema studzienkami) i ta nieszczęsna skarpa.

Na koniec zamieszczam zdjęcie Patki po drugim dniu palenia gałęzi, w okienku, gdzie będzie jej pokój.

Projekt architektoniczno – konstrukcyjny

Operacja projekt ruszyła:D Latam drugi dzień jak na skrzydłach, uśmiech nie chce mi zejść z buzi, skubany, nie powiem żeby mi przeszkadzał, ale zapewne ludziom mijającym mnie na ulicy może wydawać się z lekka podejrzany;) Przyspieszaczem była piwnica w naszej stodole, która postanowiła chyba uciec i by ją zatrzymać przy sobie ruszyliśmy do Architekta:) Umowę podpisałam dziś.

Sad

Udzielił się nam nastrój porządkowy, gdzie by tu na bloga nie zajrzeć wszyscy sprzątają, palą gałęzie (tudzież sterty „śmieci”, płoty i inne cuda;)), szukają wiosny, integrują siły, itd… Korzystając z niedzieli, w te pędy ruszyliśmy wyposażeni w kiełbachę palić nasze sterty gałęzi. Ot reportaż. Udało nam się uporządkować połowę sadu, by oszczędzić czas nie było jedno, a 3 ognicha. Druga połowa sadu czeka na dogodny dla nas czas, którego tak niewiele ostatnimi czasy, zwłaszcza teraz, gdy zaczął się sezon komunii. Tak więc na zdjęciach to co uprzątnięte, i dalej to co przed nami. Kolejny etap (jak już spalimy wszystkie gałęzie) – karczowanie. Mamy 42 pnie do wyrwania:/

Dom rudera – kotłownia i podliczenie 3 miesięcy

Na początek parapety, które cierpliwie czekają na swoją kolej. Dalej kotłownia przed… i po:) Czekają ją jeszcze małe poprawki kosmetyczne i montowanie zlewu gospodarczego.

Teraz rozliczenie.
19 650 zł było na dzień 4 marca 2011 r.
Robocizna (koniec listopada do 4 marca + kilka dni latem): ok. 13 000 zł
materiały (głównie cała przekrojówka rur, tynków, cement, itd): ok. 5 650 zł
zostało na dzień 4 marca
1000 zł nadpłaty + 14 marca dokonano wpłaty do puli 1000 euro.

Dalej kolejny nabytek do salonu za 260 zł (na krzesła do kuchni jeszcze poczekam):

Zamówione drzwi 4 sztuki (surowe z sękami) i 4 blaty bukowe będą w kwietniu (3 metrowe, do zabudowy kuchni), zaliczka na całość 710 zł.

Dziś kupiłam tam również schody za 1 515 zł, bo tamte, zastane nie nadają się do renowacji, stopnice mają do wymiany, a pod toną farby olejnej kryją się ubytki, do tego mają coś co inwestorka w nich nie trawiła, a mianowicie podstopnice.
Tak wyglądać będą nowe, świerkowe, dębowych budżet by nie podźwignął:)

Łatanie dachu z karpiówki. Stodoła – biedronka

Nasz dekarz dał dyla za granicę, dodam, że to był jedyny, który chciał podjąć się „jedynie łatania” dachu z bodajże 5 przesłuchiwanych przez nas jesienią z regionu Gryfów-Lubań;). Ostatnio dostałam namiary od uroczej rodzinki na ich cudotwórcę. Dekarz ten za 2 dni pracy policzył sobie 1100 zł z materiałem – czerwonym. Mój brat jesienią również deklarował się, że to zrobi, jednak kategorycznie nie zgodziłam się. Nie tyle przerażała mnie ta dziura bez gąsiorów na szczycie, co opierzenie tak od zachodu, jak od wschodu. Każdy większy wiatr poddmuchiwał zdradziecko nasze dachówki ściągając je z dachu partiami lub przestawiając je.

Fotoreportaż. Pierwsze trzy zdjęcia dziury przed, czwarte zdjęcie po pierwszym dniu łatania, pozostałe załatana stodoła:)Wszelkie czerwone ślady na dachu to praca pana z Kłopotnicy i jego pomocnika.