Porządki w ogrodzie

Dziś przy okazji zbierania pociętych kołków odebrałam pocztę. Przyszło: Wpis w Księgi Wieczyste i warunki podłączenia do wodociągu (nie zapewnienie o co było wnioskowane)  i warunki odbioru ścieków. Dodam tylko, że Zakład Budżetowy wystawił fakturę za owe pismo na kwotę 123 zł. W poniedziałek udam się do tego zakładu w celu wyjaśnienia, a raczej przeniesienia miejsca podłączenia wody (o ile jest możliwe) do nici ojca, unikając tym samym wszystkich kosztów przekopywania drogi i nawiertu w główną nić. Z tego co dowiadywałam się, do tego celu będzie mi potrzebna pisemna zgoda ojca na podłączenie się do jego nawiertu 🙂 i rozrysowany na mapce plan jak chcemy by woda była doprowadzona.

Zamieszczam zdjęcia z pola bitwy:) Zostały tylko gałęzie, które będę palić jak tylko zrobi się cieplej. Zrobimy ognicho z kiełbachami 😉 Gałęzie trzeba będzie wyzbierać w miarę szybko, by nie wrosły się w trawę. Kolejnym etapem będzie pierwsza porcja Randapu. Dylemat: jaki opryskiwacz? Spalinowy (drogi), ciśnieniowy (nie wiem), ręczny (namacham się pryskając 25 arów)? Może macie jakieś doświadczenia? Potem karczowanie pni, bronowanie i kształtowanie terenu (bez kopary się nie obejdzie).

Na teren mam 3 koncepcje, które wyjdą „w praniu”. Ze względu na nasłonecznienie podzieliłam sad na 3 partie.

1. Dojazd do budynku i miejsca postojowe od strony drogi.

2. Ogród ozdobny, z tarasem i trawnikiem (gdzie będzie też Perovski, kwitnące drzewa – Judaszowiec, Davidia, wiśnie i czereśnie + klon, orzech (pana i panią), te drzewo (no name) o którym kiedyś pisałam, a jego rozłogi siedzą w piwnicy potraktowane ukorzeniaczem). Chciałabym też w tym miejscu trawy ozdobne tak by nimi kształtować granice poszczególnych planów łącząc je z bryłami bazaltu, którego mam mnóstwo w nawiezionym niegdyś przez mojego brata gruzowisku na skarpie:))

3. I na końcu sad. Dwie dodatkowe jabłonie – bo 3 różne odmiany ocaliłam od ścięcia, dodatkowo papierówka, grusza i śliwy: węgierka i koniecznie olbrzymie soczyste pyszne śliwki. Nie wiem jak się nazywają, ale smakiem bliskie były nektarynce, rosły u ojca w drugim sadzie, zginęły śmiercią naturalną… Jest to jeden ze smaków mojego dzieciństwa i nie spocznę jak nie odnajdę tę odmianę 😀 Oczywiście krzewy: porzeczka czerwona, biała i czarna, porzeczkoagrest i argest zielony i czerwony. Malin nie chcę, gdyż nie ujarzmiłabym tego dziadostwa i nie miałabym do nich cierpliwości, za to jeżyny owszem. Na warzywa wystarczy mi mini szklarnia, taka pyci pyci, gruntowa, na sałatę i rzodkiewkę, a ogródek… chyba tylko na rabarbar :P. Co jeszcze muszę mieć? Truskawki i poziomki oczywiście! 🙂 Sad będzie z częścią „gospodarczą” do np. suszenia bielizny.

Kiedy planowałam robić parter budynku chciałam 2 tarasy i wejście z innej strony, teraz  gdy robię tylko poddasze, wejście będzie z południowej strony, więc z 1 tarasu rezygnuję. Kiedyś może zrobię tam ogród zimowy (jak wygram w lotka:)). Pozostaje jednak drugi taras, letni (słoneczny) z sadzawką, odcięty od budynku. Będzie usadowiony w środkowym planie.

To było by na tyle. Jak wyjdzie zobaczymy. Ogród robi się latami! Eh:)

Dobrze, koniec ględzenia, a teraz te dzisiejsze zdjęcia z pobojowiska:) Zawaliliśmy (my – tj. ja z małżonkiem) ojcu pół podwórza. Zdjęcia robione przed i po. Pozostały jedynie te gałęzie na ognisko i czające się pod ziemią pokrzywy, perz i chwaściory.