Miesięczne archiwum: Luty 2011

Adaptacja stodoły na dom, warunki zabudowy

Dziś złożyliśmy nasz pierwszy w życiu wniosek o warunki zabudowy (w piątek odebraliśmy zapewnienie o dostawie prądu). Wniosek plus załączniki:

  • mapa zasadnicza w skali 1:1000, jeden egzemplarz, drugi będzie potrzebny do pozwolenia na budowę
  • 2 mapy zasadnicze (mogą być kopie) 1:500 z naniesionymi granicami działki w kolorze, obrysem budynku i  zaznaczonym przez nas planowanym dojazdem
  • zapewnienie o dostawie wody i odbiorze ścieków, my od razu „w jednym” dostaliśmy też warunki, dlatego do wniosku załączyliśmy kopię dokumentu (oryginał będzie potrzebny do pozwolenia na budowę)
  • zapewnienie o dostawie prądu
  • koncepcja architektoniczna, nie trzeba robić jej u architekta, zrobiłam ją w 3 częściach, tj. zdjęcia stodoły, opis i rzuty budynku… bo u nas bryła nie zmieni się, ilość kondygnacji również nie ulegnie zmianie. Jeżeli ktoś budowałby dom wystarczyło by (jak poinformowała mnie wcześniej pani u nas w urzędzie) wydrukowanie domu z katalogu projektów, który wpadł wam w oko.

Teraz zostało nam czekać do 3 miesięcy na decyzję (tak również mnie poinformowano), a z decyzją do architekta:))).

Dorzucam jeszcze kilka fotek z dnia dzisiejszego.

Na głowę leciał mi dziś tynk w pewnym uroczym miejscu, na którego dachu opalałam się niegdyś w stercie książek przygotowując się do matury, teraz wejście na ten dach równe jest stąpaniu po zamarzniętej tafli jeziora bardzo wczesną wiosną. Oto co zastałam wewnątrz:
To coś małe otulone pajęczynami, przygarnęłam, nocuje właśnie w bagażniku.
Kolejne zdjęcie. Dla mnie jakże… smutne, pamiętam Go jak lśnił soczystym żółtym dumnie prężąc klatę z napisem ursus.

Dalej, Szysz zgłębiał dziś wiedzę mechanika oglądając z zachwytem podwozie malucha traktując je kamieniem, a Pat uczyła Snikersa aportować:)

Wszyscy szukają wiosny, a nam lato się marzy, do tego stopnia, że z poświęceniem wmłóciliśmy michę naszprycowanych chemią truskawek po powrocie z pieleszy stodołowych. Zmiksowane truskawy kuszące zapachem, ale szczypiące w język, z maślanką były nawet zjadliwe;)

Na koniec stodoła, a dokładniej piwnica. Dziwne rzeczy się tam dzieją. Osuszona była na wakacjach, do tej pory dobre parę lat stała tam woda. Teraz podłoga spuchła, odeszła od ścian i jutro lecę z galerią zdjęć po konsultacje fachowe.

I jeszcze jeden kleks

Jak już wymyśliłam, że kleks przybierze kształt gimnastyczki, przyszło na planowanie stylu pracy. Miał być bardziej popart, ale na nodze się skończyło i wyszło ilustracyjnie, a na dodatek pośladki opierają się światłu;) Miało być bardziej kobieco i subtelnie, a wyszło dziecinnie i siermiężnie. Klimat jakby z piosenki śpiewanej przez panią Ostrowską pt „Podróż w krainę baśni”, kto pamięta?

W piątek jadę zobaczyć co „piszczy” w domu – ruderze.

A co w stodole? Do dziś nie mam wieści od energetyki w sprawie warunków podłączenia prądu. To nic, w cierpliwości zostałam wyćwiczona na samym początku. Poza tym?… nic się nie dzieje, na nana na, wszyscy się nudzą, na nana na, i kleksy robią, na nana na, wiosny czekają, na nana na 😉

Kleksowe opowieści

Dziś całkiem o czymś innym. Ile frajdy dziecku sprawia malowanie farbkami, a ile strzelanie strzykawką na kartkę, prowadzenie kleksa dmuchaniem na niego, synek również dołączył się do zabawy i w konsekwencji czego mam nowe wzory na ścianie;) A ile frajdy dorosłemu… skorzystałam zrobiłam 2 kleksy i podrasowałam ze szkicu.

                                                     i szkic

                                                    i szkic

Inspiracje ogrodowe

Dostałam wczoraj 2 książki. O ile pierwszą potraktowałam jak kolejny magazyn wnętrzarski, o tyle druga pochłonęła mi cały wieczór. Przepełniona wskazówkami ogrodowymi… tak, ogród. Dla mnie wiedza tajemna:) Chyba odkryłam nową pasję:D

Pierwsza z książek: Judith Miller, Muza SA, Warszawa 2007, „Domy za miastem”
Druga: David Stevens, Muza SA, Warszawa 2008, „Zamieszkaj w ogrodzie”

A jeszcze nadmienię, że ktoś sprzątnął mi z przed nosa krzesła do „Innej inwestycji-domu z rudery”:/ Metodą kup teraz! O północy, a dokładnie czw 17 lut 2011 23:54:36,  po co zwlekałam nie wiem. Nic, trudno, czeka mnie poszukiwanie kolejnych.

Oto te przechwycone przez a…a(0). Ps. drogi kupujący jak się rozmyśliłeś/aś i przypadkiem czytasz tego bloga odezwij się;)

Dom z rudery. Obraz bitwy tj. „środek” przysposobienia do celów mieszkalnych

Dziś zamieszczam nowe zdjęcia z innej inwestycji. Dla świeżo zaglądających – inna inwestycja nie jest naszą stodołą, to zdjęcia innego budynku. Teraz najczęściej będę umieszczać wpisy dotyczące tego budynku, gdyż tam właśnie się coś dzieje. Przedsięwzięcie zmierza do tego, by już być może, na przełomie kwietnia / maja (jeżeli nic nie wyskoczy) rudera była zdatną do mieszkania. Gdy wstępnie zostanie urządzona, trzeba będzie jeszcze ją „dopicować”. A na koniec przedstawię całe zestawienie kosztów łącznie z robocizną materiałami i całą wykończeniówką. Wtedy osoby postawione przed pytaniem „Czy remontować ruderę ze spadku?” będą bliżej odpowiedzi 😉

Teraz wygląda to tak (a jak wyglądało można podpatrzeć tu)
Parter: kuchnio – jadalnia, pralnia, korytarz, wc, ganek
Piętro: łazienka, pokój dzienny, sypialnia, korytarz
Poddasze: planowane kiedyś 2 pokoiki

Co chciała inwestorka:

  • kuchnia łatwa do utrzymania w czystości, tania, czysta, jasna, przytulna i pojemna: na dzieci, wnuki, gości, „taka, by z przyjemnością chciało się tam pić kawę i spędzać całe dnie i organizować rodzinne święta”;
  • łazienka monotematyczna, tania, z nutą minimalizmu. A i ma być ciepło w stopy 😉
  • żywe drewno, niebielone gdzie się da, a gdzie nie da – pobielić;
  • salon: tanio, meble schowane, tylko narożnik najlepiej w kształcie U i w tkaninie z grubą fakturą, ma być praktycznie, z sensem, jasno i czysto, żadnych wzorów kwiatków, „salon ma uspakajać a nie przytłaczać”;
  • sypialnia czysta pusta ze zgaszoną, ewentualnie oliwkowo groszkową zielenią.

Wszystkie ściany już są zagruntowane, jeszcze tylko wstawić okna, kaloryfery, drzwi i podłogi. Kafelkowanie, malowanie, meblowanie i  inwestorka  wprowadza się na swoje bodajże 84 m kw.

Inna inwestycja (niestodołowa) kolejne lampy

Dziś przedstawiam kolejne poczynione zakupy lampowe i nie tylko, brakuje mi jeszcze 3 x downlight do kuchni, dwóch kinkietów na korytarz na dole i lampy na ganek, jednak ze względu na fakt iż ganek (wykurz) będzie robiony latem i koncepcja jego może zmienić się 100 razy nie pali się i jeszcze poczeka. Pierwsza lampa kosztowała 59 zł (jeszcze jest u mnie, w tygodniu wywiozę do reszty lamp i innych sprzętów), druga 44 zł, trzecia na zdjęciu zwis kupiony w 3 egzemplarzach łącznie za nie 147 zł, ostatnia lampa  Ikeowa za 12 zł w komisie. W dalszej części, hamak-fotel do kuchnio-jadalni  za 122 zł (okropne zdjęcie, wiem i przepraszam za nie, ale hamak jest piękny, tkanina w grubym splocie, zamieszczam też zdjęcie sprzedawcy żeby był lepszy obraz tego jak będzie się prezentował), umieszczę później też zasłonki, bo dziś mają przyjść pocztą… do sypialni mojej inwestorki. Przyszły też parapety, są piękne jaśniutkie, starannie zrobione. Jestem bardzo zadowolona z tego zakupu, zapomniałam zrobić im zdjęcie, gdyż były w innym pomieszczeniu.

Na deser wieszaki jakie zrobił u siebie nasz majster kochany. Piękne! Nieprawdaż?:)) Pozdrawiam:)

Po edycji:
Właśnie przyszedł listonosz. Przyniósł zasłony do sypialni:) Postanowiłam ich nie rozpakowywać. W skład zestawu wchodzą 2 zasłony i dwie poszewki na poduchy 50/50, całość za 90 zł z tekstyliów Ikeowych. W głównej rzeczy rozchodziło się o kolor zastany na tej tkaninie, gdyż inwestorka właśnie taką zieleń chciała zastać w sypialni, serdecznie pozdrawiam Panią, która wykonała ten zestaw:)

Wszystko razem z kosztami wysyłki 538 zł (bez parapetów o nich piałam ostatnio):)

Umieszczę jeszcze zdjęcia rzeczy, które dopełnią trawertynową łazienkę
tj mata łazienkowa, dla przyjemności stóp, które muszą przetrwać bez ogrzewania podłogowego, i w komplecie zestaw 6 częściowy łazienkowy (mata 97 zł 100/60 cm, zestaw ok122 zł). Zakupiona została też fuga epoksydowa, 4 kg za ok 140 zł. Do kompletnej łazienki brakuje jeszcze: foli w płynie, kleju do płytek, kosza na pranie, który miałby być też siedziskiem,  małego śmietnika i pojemnika na chusteczki do kompletu też bambusowego, a także wieszaka na ręczniki + wieszaka na ubrania i farby.

Wyniki:) Kot wędruje do…

Wybaczcie za formułę losowania, ale zostałam walentynkowo dziś porwanaaaaa 😀 i wpadłam do Was na chwilę obwieścić  któż to wygrał.  A się naśmiałam jak poczytałam komentarze:) W losowaniu wzięło 65 osób. Maszyna losująca w ruch i jest nasz zwycięzca. Liczyłam 3 razy dla pewności któż to kryje się pod numerkiem 18-nastym:)

Wygenerowaną osobą jest:

Tak więc srebrny kotek 🙂

Zwyciężczynią jest:
Agnieszka MD

GRATULUJĘ:) i życzę udanego dnia zakochanych, w końcu jeszcze się nie skończył:)))
Proszę o dane do wysyłki na adres mailowy: aneta@subocz.pl

Wkrótce nowy cukiereczek, hym, niech ja tylko wymyślę jaki;) Szary Wilku jak tylko w moje ręce wpadnie coś haskopodobne będę o Tobie pamiętać:)

Aaa i witam ciepło moich nowych Siłdodawaczy, „starych” równie gorąco pozdrawiam;)

Porządki w ogrodzie

Dziś przy okazji zbierania pociętych kołków odebrałam pocztę. Przyszło: Wpis w Księgi Wieczyste i warunki podłączenia do wodociągu (nie zapewnienie o co było wnioskowane)  i warunki odbioru ścieków. Dodam tylko, że Zakład Budżetowy wystawił fakturę za owe pismo na kwotę 123 zł. W poniedziałek udam się do tego zakładu w celu wyjaśnienia, a raczej przeniesienia miejsca podłączenia wody (o ile jest możliwe) do nici ojca, unikając tym samym wszystkich kosztów przekopywania drogi i nawiertu w główną nić. Z tego co dowiadywałam się, do tego celu będzie mi potrzebna pisemna zgoda ojca na podłączenie się do jego nawiertu 🙂 i rozrysowany na mapce plan jak chcemy by woda była doprowadzona.

Zamieszczam zdjęcia z pola bitwy:) Zostały tylko gałęzie, które będę palić jak tylko zrobi się cieplej. Zrobimy ognicho z kiełbachami 😉 Gałęzie trzeba będzie wyzbierać w miarę szybko, by nie wrosły się w trawę. Kolejnym etapem będzie pierwsza porcja Randapu. Dylemat: jaki opryskiwacz? Spalinowy (drogi), ciśnieniowy (nie wiem), ręczny (namacham się pryskając 25 arów)? Może macie jakieś doświadczenia? Potem karczowanie pni, bronowanie i kształtowanie terenu (bez kopary się nie obejdzie).

Na teren mam 3 koncepcje, które wyjdą „w praniu”. Ze względu na nasłonecznienie podzieliłam sad na 3 partie.

1. Dojazd do budynku i miejsca postojowe od strony drogi.

2. Ogród ozdobny, z tarasem i trawnikiem (gdzie będzie też Perovski, kwitnące drzewa – Judaszowiec, Davidia, wiśnie i czereśnie + klon, orzech (pana i panią), te drzewo (no name) o którym kiedyś pisałam, a jego rozłogi siedzą w piwnicy potraktowane ukorzeniaczem). Chciałabym też w tym miejscu trawy ozdobne tak by nimi kształtować granice poszczególnych planów łącząc je z bryłami bazaltu, którego mam mnóstwo w nawiezionym niegdyś przez mojego brata gruzowisku na skarpie:))

3. I na końcu sad. Dwie dodatkowe jabłonie – bo 3 różne odmiany ocaliłam od ścięcia, dodatkowo papierówka, grusza i śliwy: węgierka i koniecznie olbrzymie soczyste pyszne śliwki. Nie wiem jak się nazywają, ale smakiem bliskie były nektarynce, rosły u ojca w drugim sadzie, zginęły śmiercią naturalną… Jest to jeden ze smaków mojego dzieciństwa i nie spocznę jak nie odnajdę tę odmianę 😀 Oczywiście krzewy: porzeczka czerwona, biała i czarna, porzeczkoagrest i argest zielony i czerwony. Malin nie chcę, gdyż nie ujarzmiłabym tego dziadostwa i nie miałabym do nich cierpliwości, za to jeżyny owszem. Na warzywa wystarczy mi mini szklarnia, taka pyci pyci, gruntowa, na sałatę i rzodkiewkę, a ogródek… chyba tylko na rabarbar :P. Co jeszcze muszę mieć? Truskawki i poziomki oczywiście! 🙂 Sad będzie z częścią „gospodarczą” do np. suszenia bielizny.

Kiedy planowałam robić parter budynku chciałam 2 tarasy i wejście z innej strony, teraz  gdy robię tylko poddasze, wejście będzie z południowej strony, więc z 1 tarasu rezygnuję. Kiedyś może zrobię tam ogród zimowy (jak wygram w lotka:)). Pozostaje jednak drugi taras, letni (słoneczny) z sadzawką, odcięty od budynku. Będzie usadowiony w środkowym planie.

To było by na tyle. Jak wyjdzie zobaczymy. Ogród robi się latami! Eh:)

Dobrze, koniec ględzenia, a teraz te dzisiejsze zdjęcia z pobojowiska:) Zawaliliśmy (my – tj. ja z małżonkiem) ojcu pół podwórza. Zdjęcia robione przed i po. Pozostały jedynie te gałęzie na ognisko i czające się pod ziemią pokrzywy, perz i chwaściory.

Inna inwestycja, tj. dom z rudery cd.

Góra przyszykowana pod gruntowanie i malowanie, także ta sypialnia trzcinowo – szachulcowa o której pisałam ostatnio 🙂  Drzwi „się czyszczą”.

Przyszedł kominek/koza, o którym pisałam wcześniej, jednak nie rozpakowany do końca, aby przeżyć w całości do końca prac, aż przyjdzie jego kolej. Cały jego koszt 2660 zł na Allegro.

Inwestorce kupiłam jej ukochaną lampę, na którą „żuliła”, a przez to śniła się jej po nocach, a że znam to uczucie, postanowiłam ulżyć w cierpieniu;) Ciekawe czy się ucieszy z prezentu:) Koszt 250 zł hakiem. Z grubego szkła, ciężka  jak worek zaprawy (no może pół). Będzie w salonie.

Parapety: wzór: Botticino
Wykonane z aglomarmuru:
5 parapetów o wymiarach 1 metr długość/20 cm szerokość/2 cm grubość
3 parapety                       1 metr            /40 cm                /2 cm

8 parapetów                     1metr             /30 cm                /2 cm
2 parapety                        40 cm             /20cm                 /2 cm
3 parapety                        50 cm             /20 cm                /2 cm

razem 21 sztuk. Koszt wraz z wysyłką : 1150+200 zł.  Razem 1350 zł

Do poniesionych kosztów doszło:

  • robocizna  pierwszego pomocnika naszego kochanego fachowca  600 zł ( nie zniósł tępa )
  • nowy pomocnik naszego kochanego fachowca, póki co  na początek 400 zł (wytrwasz Darku?;))
  • lakiery, impregnaty do drewna, ok 200
  • oprawy oświetleniowe i świetlówki 90
  • drut do uziemienia 15

RAZEM:  5315 zł

Do puli zapasowej (na materiały i robociznę):
z 10 kwietnia 2 000 zł dodano też 10 kwietnia 2 200 zł i 500 €,
potem 12 czerwca 1 500 €
razem: 11 920 zł  i  teraz  na koniec stycznia 500 € i 1 925 zł
RAZEM jest zapłacone:  15 770
+dnia 07.02.2011 r. 1000 €
Robota ruszyła od początku grudnia 2010 r. Rozliczenie całego okresu będzie w kwietniu.

Podłogi na dole, wylewki, styropiany, to wszystko będzie robione, gdy temperatura ustabilizuje się i będzie gdzieś 10 w plusie. Podobnie z wymianą okien, czekają na sprzyjające temperatury.

Zapewnienie dostawy wody, energii elektrycznej, zapewnienie dojazdu, tj. wizyta w zarządzie dróg powiatowych, zapewnienie odbióru ścieków

Ostatnio pozbieraliśmy wnioski (a raczej wniosek), dziś pozawoziliśmy.

Do energetyki napisaliśmy zapotrzebowanie 32 KW na zapas, bo i tak będzie potrzebne mniej. Wniosek  dostaliśmy na miejscu. Okres oczekiwanie ok. 2/3 tygodnie. O kosztach samych przyłączy, kw, projektów itd. innym razem:)

Zapotrzebowanie na wodę, odprowadzanie ścieków: powiedziano nam, że na rodzinę 4-osobową należy napisać 20 m3. Wniosków gotowych nie mają. Na wodę i na ścieki napisaliśmy w jednym piśmie, złożyliśmy w Zakładzie Budżetowym Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej. Tu oczekiwanie na dokument – do 1 miesiąca.

Zapewnienie dojazdu: w Powiecie Lwóweckim powiedziano nam, że  do wniosku o warunki zabudowy nie jest potrzebne to pismo, my tylko składając wniosek sami zakładamy mniej więcej gdzie będzie dojazd do budynku/działki. Wniosek i tak później przechodzi przez Zarząd Dróg Powiatowych i oni opiniują czy rzeczywiście zakładany przez nas dojazd będzie możliwy. Powiedziano nam także, że preferuje się dojazd do działki z drogi o niższej kategorii (w naszym przypadku droga gminna). Przedkładając jednak stan tej drogi, głębokość rowu i utrudnienia związane ze zrobieniem tam dojazdu, wyszło, że droga dojazdowa może jak najbardziej być z drogi powiatowej:))) Zapewnienie dojazdu wraz z wydanymi już warunkami pod zabudowę będzie potrzebne aby uzyskać POZWOLENIE NA BUDOWĘ. Zapewniono nas, że ten „papier” z Zarządu Dróg Powiatowych dostanę od ręki.:))

O ubezpieczeniu innym razem.