Święto Zmarłych

W domu babcia robiła róże z „bibuły” potem w garze na piecu topiła parafinę i moczyła w niej róże potem z pobitych bombek choinkowych robiła brokat… następnie była wyprawa do lasu po świerkowe gałęzie i tak wyglądały przygotowania do święta zmarłych. Samo robienie wieńców zajmowało dwa,  nawet trzy dni. A dziś jak już babci nie ma ja wybieram się na wrzosowiska i w domu jak już dzieci śpią z nutą nostalgii plotę wianki kiedy księżyc wysoko na niebie.

W tamtym roku były storczykowo/makowe wieńce wplecione w wiklinę i taka magnoliowa śmietanka, a w tym bez tematu, jedynie wrzos przewodnikiem:)

Wciąż umieszczam notki nie na temat ale skoro nic się nie dzieje, a za nową koncepcję stodoły nie mam kiedy się wziąć, gdyż wymyślam sobie wciąż nowe zadania (np. wczoraj pomalowałam ściany w mieszkaniu od tak sobie mnie naszło), muszę jakoś zalepić dziurę w życiorysie:)






A to te z zeszłego roku, przepraszam za brzydkie zdjęcia: