Statyw. I co na ścianę?

Pisałam swego czasu o kulkulkach, tj. takie kulki zakupione na targu, które ktoś z jakiejś wystawki przywiózł i sprzedawał po jakieś 3 zł za sztukę, ja wytargowałam taniej. Dowiedziałam się, że wieńczyły ogrodzenie. Miałam zrobić z nich lampę, ale lampa poczeka, choć miała powstać już dawno temu. Teraz zrobiłam dopełniacza ściany, miał być kilim, ale uznałam, że będzie za puchato i tak pusto (niekonsekwentnie) było, aż potknęłam się o torbę z zaśniedziałym już „znaleziskiem wykopaliskiem”. Wyczyściłam, jedną pomalowałam na turkus. Czyż nie ciekawie? A jeszcze znajomy R. podsunął mi kiedyś, że jego pierwsze skojarzenie to świecznik, a więc zrobiłam z jednej, tylko świeczkę na wymiar muszę kupić, bo ten słupek jest za grubaśny.

A teraz do tematu… wcześniej tylko bym guknęła na tego cudaka, ale dzięki jednej z was drogie czytelniczki… zakupiłam ten oto stary statyw geodezyjny, koszt 30 zł… Na co? Na lampę.

Pamiętacie czaszę Kaisera, tak myślę ją umieścić na szczycie, tylko muszę wykombinować przejściówkę w ten otwór… trochę czasu to potrwa. Potem wujka spawacza, a to już graniczy z cudem, a i jeszcze czyszczenie z tej obleśnej olejnej farby. Lampa będzie, ale kiedy? Nie wiem.

A co z geodetą? O tym obszernie już niedługo. Gdyż praktycznie codziennie wychodzą jego nowe krętactwa.

  • niczego sobie te kulki:D

  • B.

    bardzo oryginelna ozdoba wnetrza t ekulki na scianie, brawo, bardzo mi sie podoba. A statyw tez jest w moich planach lampowych, moze bedac w polsce uda mi sie znalesc taki.
    Sciskam
    Basia

  • Nom ciekawy pomysł z kulkami, niczym jakieś planety :)..tylko będą się kurzyć 😉