Handlara

Niektórzy nazywają to darem szperaczki, inni zamykają mnie w szufladzie z napisem „konsumpcyjna rozpusta”, a ja nic na to nie poradzę: kocham przedmioty! A ten dostałam gratis nie powiem do czego i za co:) Ot taki gest miłej pani, która chciała się pozbyć „grata”:) U mnie tonie wśród moich „cudaków” na okiennej ekspozycji.

Nie piszę o stodole, gdyż MĄŻ ZABRONIŁ MI… MARZYĆ, planować, śnić na jawie, bo działam mu wyjątkowo na nerwy:)

A wymyśliłam, by tam gdzie miał być garaż, zrobić część magazynowo – handlową na powierzchni 35 m kw. I to nie szamponów, ciasteczek, piwa czy czegoś innego prosto z kosmosu, tylko tych przedmiotów, które dominują w naszym życiu, które wypełniają nasze małe, 37 metrowe mieszkanie w każdym centymetrze od podłogi po sufit, a wśród tych przedmiotów „pływają” nasze dzieci i my. I tak kupujemy hurtowo, więc czemu nie zrobić tego na większą skalę, tym bardziej, że akurat u nas w regionie brakuje tego typu miejsca.

Wymyśliłam do tego, że zanim będziemy robić część mieszkalną zrobimy najpierw coś co będzie na nas zarabiało (to jest więcej zarabiało, dodatkowo zarabiało). Narysowałam plany, rozrysowała półki, grzejniki, stylistykę pomieszczenia, nawet reprezentatywne wc, jeszcze bez kosztorysu, bo w trakcie i próbie jego omawiania rozpętała się burza słów i rzucanie we mnie piorunami. Czy ja naprawdę tak fantazjuję?

1. Przecież ustalając wstępny kosztorys PRZYSTOSOWANIA POMIESZCZENIA można wiedzieć z czego zejść, by koszty zmniejszyć na samym początku przedsięwzięcia, te początkowe (na które bym ubiegała się o dotację tj. np. głupie stelaże do półek, lada i krzesło, komputer, drukarka:)).
2. Przecież czy muszę mieć już gotowy plan jak to rozreklamować u potencjalnych klientów, dopiero wszak wymyśliłam hurtownię i jej funkcjonalny układ z podjazdem i parkingiem włącznie. Na wszystko przyjdzie czas, także na plan pod tytułem: reklama. Rynek znam od podszewki, nie wiem w czym jest problem, jak trzeba będzie sama będę wozić ulotki, ba sama je zrobię :p Co innego wciskanie konkretnego produktu, a co innego tylko reklama miejsca:) A małżonek choćby zapierał się rękami i nogami sam też to potrafi robić, wyszukiwać oferty,  nie raz udowodnił jaka „bestia” w nim tkwi, czemu zaprzecza:)?
3. Wprawdzie wystawiać faktury to chyba żadna trudność, nauczę się. Dalej dzieci będą ze mną tam siedzieć, a co, zrobię im kącik przecież to tylko 8 godzin. Albo podnajmę ciotkę zanim wszystko się prężnie rozkręci, a może mama już wróci – u babci będzie im jak w raju. Kwestia mieszkania, też jest kilka opcji, ważne by wybrać najlepszą. Wcale nie każę A. rezygnować z pracy niech się wypcha:p A tam gdzie jeździmy często wita nas sprzedawca z pieskami latającymi po sklepie i bandą znajomków. Wszystko to rodzinne przedsięwzięcia od babci po wnusia, to co nam się nie uda?

4. Pozyskanie dotacji z UP. Raz mi się udało na ośrodek wypoczynkowy jak miałam 18 lat, to co, teraz mi się nie uda? Potrzebna jest tylko ta kalkulacja, o którą pieklił się A., który doprawdy uważa mnie za kompletnego tępaka.

– „Przelicz sobie to na zysk z jednej sztuki, tego co zarabiasz teraz , czy nie widzisz że g… masz czystego zysku i możesz zapomnieć o rozkręcaniu czegokolwiek”
– a co ja próbowałam właśnie zrobić? kosztorys, święci pańscy… Coś musi być punktem zaczepnym. Dla mnie takim punktem może być właśnie POMIESZCZENIE!

Powiedzcie drodzy czytelnicy, drogie czytelniczki, czy naprawdę we wszystkim trzeba widzieć problem, na każdą trudność jest przynajmniej kilka rozwiązań, czyż nie?

I tak jeszcze stodoła nie jest nasza , gdyż geodeta o posturze pyknika i takim samym usposobieniu od kwietnia nic nie robi, tzn. robi, bo jak byłam z chyba setną interwencją u niego, powiedział, że musi zgrać naszych sąsiadów w związku z ustalaniem granicy… to ja krzykiem uświadomiłam go po raz kolejny, że sąsiadem nasze posesji będzie ojciec i 2 razy droga gminna, raz droga powiatowa. Ten zbył mnie sarkastycznie czymś o babskiej tendencji do histeryzowania… czeski film. Szkoda gadać, gdyż ten pan udaje, że nic się nie dzieje, zasłaniając się procedurami w urzędach, bólem głowy i depresją jesienną.

Nic czekam dalej. Tak więc zanim będzie można cokolwiek robić:
– geodeta
– notariusz
– umig z warunkami zabudowy
– architekt
– dach i komin jednocześnie
– i tu ewentualnie miejsce w kolejce na cokolwiek innego, a mianowicie wg mnie pomieszczenie „magazynowe” : podjazd, parking, piec, grzejniki, ocieplenie ścian, ściany, półki, oświetlenie, wydzielone wc (które w przyszłości będzie też wc dla gości), ocieplenie sufitu, podłogi, wykończenie sufitu, podłogi, okna 3 sztuki i drzwi 4 sztuki (zewnętrzne, 3 razy wewnętrzne). Tyle co mi potrzeba. Zakładany czas realizacji pod klucz do tego etapu: rok lub 2 lata (licząc takie komplikacje jak mam z geodetą).

Na koniec zdjęcia wazonika, prawda że uroczy:)?