Miesięczne archiwum: Październik 2010

Geodeta

18.10 poniedziałek
rano: wujek dzwoniłeś do geodety?
     – Tak dzwoniłem w piątek, powiedział że na sobotę będą wszystkie dokumenty.
     – Na którą sobotę?
     – Nie wiem
Geodeta nie odbiera telefonu cały dzień.

Wieczorem odebrał około godziny 19stej.
– Witam dzwonię w sprawie działki nie mamy a mojej, bo rozmawiałam z wujkiem i powiedział Pan wujkowi w piątek, że w sobotę będą dokumenty mamy. Rozumiem, że w tę sobotę?
– Tak, tak w sobotę.
– A co z moją działką?
– Wie Pani co, samochód mi się popsuł. Rozpadł się. A bez auta jak bez ręki.
– Proszę mi powiedzieć co z moją działką…!
– Dobrze, na jutro będzie.
– Na którą godzinę?
– Na 14stą
– Nie mogę na czternastą, mąż kończy pracę o 15, by z dziećmi mógł zostać, zaraz po piętnastej wyjadę, więc o 16stej  powinnam dotrzeć.
– Tak, tak, więc między 15stą a 16stą
– Jutro o 16stej. A mojej mamy dokumenty w sobotę.
– Tak, do widzenia.
– Do widzenia.

19.10 (wtorek)
rano: wujek drugi
– Hej, dzwoniłaś do geodety?
– Tak, moje dokumenty dziś mam odebrać, wasze będą w sobotę.
– Bo słuchaj, ja właśnie dzwoniłem do niego, powiedział, że nie da się podzielić działki tamtej naszej, mówił że z tobą o tym rozmawiał..
– Co?????! Nie wierzę w to co słyszę, co za…
– Powiedział, że rozmawiał z tobą i że wiesz, i że on tej działki nie podzieli, bo trzeba najpierw rzeczoznawcę czy tam kogoś kto podzieli budynek.
– PIERWSZE SŁYSZĘ!
– Czekaj, zadzwonię do niego.

po chwili:
Wujek drugi
– No, dzwoniłem powiedziałem mu, że notarialnie służebnością czy czymś podzielimy budynki, tak jak już z nim ustalaliśmy, że tamtych granic nie ruszamy, ma jakieś zaćmienia chyba.
– No tak, po pierwszym przyjeździe pokazaliśmy mu gdzie ma iść granica, a on po 3 tygodniach twierdził, że nie da się na 2 równe części podzielić.. .hehe, a przecież widział, że granica ma iść miedzy budynkami i ta część jedna 1/4 z działki druga 3/4. A reszta granic się nie zmienia, tak jak było tak będzie. Ma podzielić działkę na 2 części.
– Co on wymyśla, ludzie…
– Czyli co, nie  zrobi  tej działki waszej na sobotę?
– Nie, powiedział, że dzisiaj jak przyjedziesz to odbierzesz tą naszą działkę.
– Co? A moja? To mojej nie zrobił?
– Nie wiem, pewnie obie będą.

Dzwonię do geodety, nie odbiera. Przed 16 byłam u niego pod domem, nikogo nie ma, nie otwiera, ciemo, głucho, nie odbiera telefonów,  i tak do 18stej godziny. Pojechałam po raz ostatni pod jego dom. Cisza, pojechałam do domu do 20stej dzwoniłam. Cisza.

Następnego dnia rano zdeterminowana. Pisze smsa.
„proszę o kontakt w sprawie podziału działki. Aneta Subocz”
oo dzwoni
– Przepraszam, pojechałem po samochód, bo mi się zepsuł, a miałem okazję
– Tak się nie robi, po co ja jechałam tyle kilometrów, organizowałam opiekę dla dzieci! Mógł Pan zadzwonić!
– Nie wziąłem telefonu!
–  Kiedy mam przyjechać po dokumenty mojej działki? Rozumiem, że będzie komplet moich i mamy.
– W piątek mam czas.
– O której w piątek?
– Do 18stej.

Konkretnie na którą godzinę?
– Dobra, to na 18stą.
– Do piątku, na 18stą! Tylko żeby Pan był!

22.10 (piątek)
Rano dzwoni geodeta:
– Panie Jarku, to jak kiedy może…
– Pomyłka, tu Aneta S.
– Jak to się stało, że do Pani zadzwoniłem?!
– Nie mam pojęcia???!!
– To my na jutro umówieni jesteśmy…
– Słucham? Na dziś się umówiliśmy!
– Aaa, no widzi Pani nie zdążyłem, tyle pracy mam, a niedługo śnieg spadnie.
 Milczę, zamurowało mnie
– Halo!
– Ludzie! I znów bym jechała na marne, czy Pan nie rozumie, że mam kawał drogi do Pana?
 Mam dzieci małe, że muszę organizować sobie czas z wyprzedzeniem!
– No nic, ja mogę mieć na jutro.
– Będę jutro, o której? Rano?
– Nie, na wieczór.
– O której?
– 18?

23.10 (sobota)
Przyjechałam z mężem i dziećmi. Geodeta był.  Nic nie było przygotowane poza wydrukowanymi 6 arkuszami map dla mamy zawalonymi kilogramem innych papierzysk. Wniosek do urzędu w Gryfowie o przesunięcie naszej poprzedniej granicy  zaakceptowanej  wcześniej w gminie, składający się z 6 zdań pisał całą godzinę czasu, drukując co chwilę z błędem, ponieważ wniosek przerabiał z innego wniosku  kogoś z Mirska.

Co dostałam? Nowy wniosek w 2 egzemplarzach i 4 moje mapki z przesuniętą granicą. 6 mapek mamy.
-A reszta? Muszę jechać do Złotoryi po podpis siostry mamy.
-A to w poniedziałek może Pani dam…

 25.10 (poniedziałek)
Dostałam  resztę papierków, tj wniosek o zatwierdzenie wstępnego podziału działki dla mamy.  Przygotował też protokoły, które ciocia ze Złotoryi miałaby podpisać później. Ale oczywiście nie zabrakło atrakcji:
– Jakie pełnomocnictwo?
– No przecież jak tylko podpisywał pan ze mną umowę dla mamy i brał pan zaliczkę, brał pan w tym dniu wszystkie dokumenty, ze starostwa też, a pełnomocnictwo przy mnie pan kserował i mówił pan, że z pewnością się przyda!
– Nie mam w papierach to nie dała mi pani (i rzucił mi przed nos stertę papierzysk żebym sama sobie szukała…)

I tak właśnie wygląda współpraca z tym człowiekiem…
Gwoli ścisłości:
Umowa podpisana ze mną była 08.04.2010 r. z zaliczką 700 zł i określonym terminem wykonania pracy na 3 miesiące (tj. 8 lipiec). Umowę z mamą podpisał w maju również z zaliczką 700 zł. Co mam w tej chwili? W urzędzie miasta wniosek o przesunięcie granicy z 2m na 4 m. Który złożyłam wczoraj.

Mąż mój zacytował mi tak na rozluźnienie emocji fragment dyskusji z forum geodezyjnego:
– Tak panie, teraz to geodety nikt nie szanuje, a kiedyś… jak geodeta miał przyjechać na wieś to chłop świniaka bił, a córka brała kąpiel.

Statyw. I co na ścianę?

Pisałam swego czasu o kulkulkach, tj. takie kulki zakupione na targu, które ktoś z jakiejś wystawki przywiózł i sprzedawał po jakieś 3 zł za sztukę, ja wytargowałam taniej. Dowiedziałam się, że wieńczyły ogrodzenie. Miałam zrobić z nich lampę, ale lampa poczeka, choć miała powstać już dawno temu. Teraz zrobiłam dopełniacza ściany, miał być kilim, ale uznałam, że będzie za puchato i tak pusto (niekonsekwentnie) było, aż potknęłam się o torbę z zaśniedziałym już „znaleziskiem wykopaliskiem”. Wyczyściłam, jedną pomalowałam na turkus. Czyż nie ciekawie? A jeszcze znajomy R. podsunął mi kiedyś, że jego pierwsze skojarzenie to świecznik, a więc zrobiłam z jednej, tylko świeczkę na wymiar muszę kupić, bo ten słupek jest za grubaśny.

A teraz do tematu… wcześniej tylko bym guknęła na tego cudaka, ale dzięki jednej z was drogie czytelniczki… zakupiłam ten oto stary statyw geodezyjny, koszt 30 zł… Na co? Na lampę.

Pamiętacie czaszę Kaisera, tak myślę ją umieścić na szczycie, tylko muszę wykombinować przejściówkę w ten otwór… trochę czasu to potrwa. Potem wujka spawacza, a to już graniczy z cudem, a i jeszcze czyszczenie z tej obleśnej olejnej farby. Lampa będzie, ale kiedy? Nie wiem.

A co z geodetą? O tym obszernie już niedługo. Gdyż praktycznie codziennie wychodzą jego nowe krętactwa.

Obraz (ek) w kuchni i w dalszym ciągu problem z geodetą

Po edycji (19.10.2010 r):
Umówiona z geodetą bo łaskawie odebrał telefon (umowa/potwierdzenie wpłaty zaliczki w wysokości 700zł była podpisana 8 kwietnia 2010 roku w niej zawarte było, że zlecenie wykona do 3 miesięcy)udałam się na spotkanie, które wspólnie ustaliliśmy na dzień dzisiejszy na godzinę 16:00. Jechałam prawie 20 km, byłam 15 minut przed czasem, i co nie wpuścił mnie do domu, dzwonię, nie odbiera, wiec podwinęłam ogon i do auta, dzwonię i dzwonię, nie odbiera, czekam do 16:00, myślę ceni punktualność, i nic. Dobrze, że mam tam rodzinę, pojechałam przesiedziałam wydzwaniałam i nic, wróciłam pod jego dom ok 18:00. Ludzie, tak się nie robi. Chcę dodać, że pan A. robi (a raczej nic nie robi) podział działki dla mojej mamy od maja. U mnie to przynajmniej przez te prawie 7 miesięcy zrobił chociaż wstępny podział do urzędu a mamie nic nie zrobił, a mamie pali się, gdyż nie ma ubezpieczenia, po podziale chciała by przejść na krus uprawiać porzeczki czy lawendę, :). I co ja mam zrobić??? Jutro pójdę do radcy prawnego, jak odzyskać zaliczkę? Czy to, co wykonał do tej pory dla mnie geodeta, tj. „wstępny projekt podziału” który został zaakceptowany w gminie mogę przekazać innemu geodecie, czy muszę wszystko, całą procedurę podziału działki wszczynać od początku????
Zobaczę jutro co robić..no tak jeszcze nikt mnie nie potraktował jak żyję.

Właściwy post(18.10.2010 r):
– To nie miejsce na takie badziewie – krzyczał aniołek w głowie (jakem przeciwniczka obrazeczków bez duszy), a diabełek:
– Oj, nie wydziwiaj, pasuje kolorek, a i w klimat tej tymczasówki kuchennej uderza.

Zrobiłam obrazek, bo została mi resztka farby i pigmentu, a i miałam płytę po potłuczonej antyramie, która stała w kolejce na śmietnik, choć służyła mi jako stolik roboczy (podkładka robocza). Zamieszczam jeszcze zdjęcie kubeczków z candy, które z utęsknieniem czekają na nowego właściciela;)

Dziś jadę do geodety. Mam nadzieję, że gardła nie będę musiała zdzierać. Planów nowego zagospodarowania stodoły nie mam, bo wciąż czasu mi brak żeby usiąść i pogłówkować nad układem i funkcjami nowo wyznaczonych pomieszczeń, ale obiecuję, że jak tylko zrobię zamieszczę od razu.

Święto Zmarłych

W domu babcia robiła róże z „bibuły” potem w garze na piecu topiła parafinę i moczyła w niej róże potem z pobitych bombek choinkowych robiła brokat… następnie była wyprawa do lasu po świerkowe gałęzie i tak wyglądały przygotowania do święta zmarłych. Samo robienie wieńców zajmowało dwa,  nawet trzy dni. A dziś jak już babci nie ma ja wybieram się na wrzosowiska i w domu jak już dzieci śpią z nutą nostalgii plotę wianki kiedy księżyc wysoko na niebie.

W tamtym roku były storczykowo/makowe wieńce wplecione w wiklinę i taka magnoliowa śmietanka, a w tym bez tematu, jedynie wrzos przewodnikiem:)

Wciąż umieszczam notki nie na temat ale skoro nic się nie dzieje, a za nową koncepcję stodoły nie mam kiedy się wziąć, gdyż wymyślam sobie wciąż nowe zadania (np. wczoraj pomalowałam ściany w mieszkaniu od tak sobie mnie naszło), muszę jakoś zalepić dziurę w życiorysie:)






A to te z zeszłego roku, przepraszam za brzydkie zdjęcia:



Lalala

Sarenzir ja z trójką obcuję od świtu do nocy:) od poniedziałku do niedzieli. Więc zapewne gdzieś się tam spotkamy choćby przy liście;). Dziękuję za zaproszenie:)
1. Moja muzyka nie wyszukana, ale ukochana do której wracam jak do dłoni matki, gdy czuję potrzebę serca:

2. A ta na otrzeźwienie:

3.I jeszcze ta jakiem niepoprawna hipochondryczka:)

I na koniec skoro mają być tylko 3 utwory moje ukochane, dodaję gratis jesiennie niezmiennie Magdę Umer:

Zapraszam do zabawy czyli 3 piosenki, które w duszy grają
Sara i Maura.

O Allegro

Najpopularniejszy serwis w Polsce, choć ebay ma się świetnie. Okazje czy nie, smaczki czy nie, podretuszowane zdjęcia przedmiotów, czy nie? Przedmioty, które choć na chwilę przyciągnęły uwagę, ot taki pchli targ w sieci. Umieszczam bo nie chcę zapomnieć o tych przedmiotach, które znalazły już swoich nowych właścicieli, a i sprzedawców warto poobserwować.

Ja stałam się szczęśliwą właścicielką … zgadnijcie czego… no lampki oczywiście, tej z ostatniego zdjęcia, dziś dotarła:)) Jest genialna, a moje mieszkanie zmienia się powoli w salon z oświetleniem:))) Badam rynek;) Z nutką adrenaliny wyszukuję smaczków no i zobaczymy co dalej z tego będzie. Pozdrawiam was ciepło:)






Handlara

Niektórzy nazywają to darem szperaczki, inni zamykają mnie w szufladzie z napisem „konsumpcyjna rozpusta”, a ja nic na to nie poradzę: kocham przedmioty! A ten dostałam gratis nie powiem do czego i za co:) Ot taki gest miłej pani, która chciała się pozbyć „grata”:) U mnie tonie wśród moich „cudaków” na okiennej ekspozycji.

Nie piszę o stodole, gdyż MĄŻ ZABRONIŁ MI… MARZYĆ, planować, śnić na jawie, bo działam mu wyjątkowo na nerwy:)

A wymyśliłam, by tam gdzie miał być garaż, zrobić część magazynowo – handlową na powierzchni 35 m kw. I to nie szamponów, ciasteczek, piwa czy czegoś innego prosto z kosmosu, tylko tych przedmiotów, które dominują w naszym życiu, które wypełniają nasze małe, 37 metrowe mieszkanie w każdym centymetrze od podłogi po sufit, a wśród tych przedmiotów „pływają” nasze dzieci i my. I tak kupujemy hurtowo, więc czemu nie zrobić tego na większą skalę, tym bardziej, że akurat u nas w regionie brakuje tego typu miejsca.

Wymyśliłam do tego, że zanim będziemy robić część mieszkalną zrobimy najpierw coś co będzie na nas zarabiało (to jest więcej zarabiało, dodatkowo zarabiało). Narysowałam plany, rozrysowała półki, grzejniki, stylistykę pomieszczenia, nawet reprezentatywne wc, jeszcze bez kosztorysu, bo w trakcie i próbie jego omawiania rozpętała się burza słów i rzucanie we mnie piorunami. Czy ja naprawdę tak fantazjuję?

1. Przecież ustalając wstępny kosztorys PRZYSTOSOWANIA POMIESZCZENIA można wiedzieć z czego zejść, by koszty zmniejszyć na samym początku przedsięwzięcia, te początkowe (na które bym ubiegała się o dotację tj. np. głupie stelaże do półek, lada i krzesło, komputer, drukarka:)).
2. Przecież czy muszę mieć już gotowy plan jak to rozreklamować u potencjalnych klientów, dopiero wszak wymyśliłam hurtownię i jej funkcjonalny układ z podjazdem i parkingiem włącznie. Na wszystko przyjdzie czas, także na plan pod tytułem: reklama. Rynek znam od podszewki, nie wiem w czym jest problem, jak trzeba będzie sama będę wozić ulotki, ba sama je zrobię :p Co innego wciskanie konkretnego produktu, a co innego tylko reklama miejsca:) A małżonek choćby zapierał się rękami i nogami sam też to potrafi robić, wyszukiwać oferty,  nie raz udowodnił jaka „bestia” w nim tkwi, czemu zaprzecza:)?
3. Wprawdzie wystawiać faktury to chyba żadna trudność, nauczę się. Dalej dzieci będą ze mną tam siedzieć, a co, zrobię im kącik przecież to tylko 8 godzin. Albo podnajmę ciotkę zanim wszystko się prężnie rozkręci, a może mama już wróci – u babci będzie im jak w raju. Kwestia mieszkania, też jest kilka opcji, ważne by wybrać najlepszą. Wcale nie każę A. rezygnować z pracy niech się wypcha:p A tam gdzie jeździmy często wita nas sprzedawca z pieskami latającymi po sklepie i bandą znajomków. Wszystko to rodzinne przedsięwzięcia od babci po wnusia, to co nam się nie uda?

4. Pozyskanie dotacji z UP. Raz mi się udało na ośrodek wypoczynkowy jak miałam 18 lat, to co, teraz mi się nie uda? Potrzebna jest tylko ta kalkulacja, o którą pieklił się A., który doprawdy uważa mnie za kompletnego tępaka.

– „Przelicz sobie to na zysk z jednej sztuki, tego co zarabiasz teraz , czy nie widzisz że g… masz czystego zysku i możesz zapomnieć o rozkręcaniu czegokolwiek”
– a co ja próbowałam właśnie zrobić? kosztorys, święci pańscy… Coś musi być punktem zaczepnym. Dla mnie takim punktem może być właśnie POMIESZCZENIE!

Powiedzcie drodzy czytelnicy, drogie czytelniczki, czy naprawdę we wszystkim trzeba widzieć problem, na każdą trudność jest przynajmniej kilka rozwiązań, czyż nie?

I tak jeszcze stodoła nie jest nasza , gdyż geodeta o posturze pyknika i takim samym usposobieniu od kwietnia nic nie robi, tzn. robi, bo jak byłam z chyba setną interwencją u niego, powiedział, że musi zgrać naszych sąsiadów w związku z ustalaniem granicy… to ja krzykiem uświadomiłam go po raz kolejny, że sąsiadem nasze posesji będzie ojciec i 2 razy droga gminna, raz droga powiatowa. Ten zbył mnie sarkastycznie czymś o babskiej tendencji do histeryzowania… czeski film. Szkoda gadać, gdyż ten pan udaje, że nic się nie dzieje, zasłaniając się procedurami w urzędach, bólem głowy i depresją jesienną.

Nic czekam dalej. Tak więc zanim będzie można cokolwiek robić:
– geodeta
– notariusz
– umig z warunkami zabudowy
– architekt
– dach i komin jednocześnie
– i tu ewentualnie miejsce w kolejce na cokolwiek innego, a mianowicie wg mnie pomieszczenie „magazynowe” : podjazd, parking, piec, grzejniki, ocieplenie ścian, ściany, półki, oświetlenie, wydzielone wc (które w przyszłości będzie też wc dla gości), ocieplenie sufitu, podłogi, wykończenie sufitu, podłogi, okna 3 sztuki i drzwi 4 sztuki (zewnętrzne, 3 razy wewnętrzne). Tyle co mi potrzeba. Zakładany czas realizacji pod klucz do tego etapu: rok lub 2 lata (licząc takie komplikacje jak mam z geodetą).

Na koniec zdjęcia wazonika, prawda że uroczy:)?