Lampa Pracitronic rodem z DDR

Przedstawiam nowego członka rodziny… Na początek muszę wspomnieć o tym, że mam pewną przypadłość, a mianowicie jak niektórzy „chorują” na torebki, nowe buty, unikatowy okaz filiżanki, czy białe kruki, tak ja, gdy tylko zobaczę lampkę biurkową dostaje coś na zasadzie obłędu… Mechanizm jak w momencie zakochania, motyle w brzuchu, kompletny zanik świadomości i jakiegokolwiek racjonalnego myślenia. Chęć posiadania owych lampek jest przyczyną konfliktów z małżonkiem, ale cóż poradzić. Nieuleczalny mój „fetyszek”.

Dziś skoro świt wybrałam się na targ ciągnąca jakąś niewytłumaczalną siłą, wśród zwałów śmieci wykopałam tą oto lampkę, zakurzoną, brudną, zapomnianą. Dałam za nią całe 7 zł:) Czyż nie jest piękna? Blaszano – stalowa, ciężka jak diabli, z porcelanowym gwintem, sprawna w 100%. Dzieciom również przypadła do gustu, Pat powiedziała: „mamusiu pekna a ta calna bzidka”.