Lampa Pracitronic rodem z DDR

Przedstawiam nowego członka rodziny… Na początek muszę wspomnieć o tym, że mam pewną przypadłość, a mianowicie jak niektórzy „chorują” na torebki, nowe buty, unikatowy okaz filiżanki, czy białe kruki, tak ja, gdy tylko zobaczę lampkę biurkową dostaje coś na zasadzie obłędu… Mechanizm jak w momencie zakochania, motyle w brzuchu, kompletny zanik świadomości i jakiegokolwiek racjonalnego myślenia. Chęć posiadania owych lampek jest przyczyną konfliktów z małżonkiem, ale cóż poradzić. Nieuleczalny mój „fetyszek”.

Dziś skoro świt wybrałam się na targ ciągnąca jakąś niewytłumaczalną siłą, wśród zwałów śmieci wykopałam tą oto lampkę, zakurzoną, brudną, zapomnianą. Dałam za nią całe 7 zł:) Czyż nie jest piękna? Blaszano – stalowa, ciężka jak diabli, z porcelanowym gwintem, sprawna w 100%. Dzieciom również przypadła do gustu, Pat powiedziała: „mamusiu pekna a ta calna bzidka”.

  • Lampka przecudnej urody – zgadzam się w 100%! Wogóle już dawno miałam napisać, że podziwiam Twoje zdolności łowieckie i biegłość w temacie XX-wiecznego wzornictwa. Zawsze mi się takie cudeńka podobały, ale żeby kojarzyć nazwiska projektantów!?:) może coś mi podpowiesz? pozdrawiam!

  • Świetna lampka!
    Wczoraj usilnie wypatrywałam lampek biurkowych na targu staroci ale bezskutecznie…Znalazłam za to lampkę misia do pokoju dziecięcego – zawsze coś 😉

  • Ja też lubie lampy, jedną nawet przytachałam z UK – ciężka jak diabli ale mam do niej sentyment.

  • maura…jak bym znalazła chwilkę to poszukam a nóż do twojej uroczej przestrzeni tylko czy trafie w gust wasz, jak trafię na ciekawe oświetlenie będę o was pamiętać,nie obiecuję gdyż cały czas biegam i hurtowo załatwiam wszystkie zaległości na wszystkich blogach, czytam i znikam, lecę dalej, z zaciekawieniem wracam do was jak wyglądają postępy i podejrzewam że jak coś znajdę już sie zadomowicie:))
    byziak, misia widziała, ale szatkownica jest genialna;)
    czarny pieprzu uwielbiam twoje notki:)