Wstęp: drenaż stodoły

Od czego by tu zacząć, może od tego, że w Mirsku na poczcie grasuje karczycho co kradnie aparaty z torebek gapowatych kobiet metodą na popych. Jak na to zaradzić? Zawsze i wszędzie torebkę nosić na klatce piersiowej tuż przed nosem, zawsze można płacić biorąc gotówkę zębami, można też nosić pustą torebkę albo z atrapą aparatu podpisaną „a kuku”. Albo nie nosić torebki i nie będzie problemu.

Więc zaczynam od tego, że straciłam całą dokumentację fotograficzną przez własną głupotę, nie mam zdjęć wykopów i prac w słoneczne jeszcze dni, ale mam zdjęcia robione telefonem komórkowym z powodzi, umoczonych deszczem wykopalisk, systemu drenażowego budynku ze studzienkami i drenażem sadu, który był konieczny. Moja walka z żywiołem, dziś, jak już sytuacja jest stabilna, wydaje się fikcją. Zostały tylko odciski na rękach, zamulona piwnica i przeorany przez wodę sad. Poza tym wszystko jest w jednym kawałku, nienaruszone, prężne.

Zdjęcia umieszczę innym razem jak się pozbieram i dokuruję paluchy. Przedstawię też koszty wszystkiego, czy duże, czy nie, nie wnikam i nie chcę wnikać. Byłam pełnoprawnym robotnikiem budowlanym. Teraz muszę przywrócić naturalny porządek dnia mój i mojej rodziny. Jak się pozbieram poopisuję zdjęcia.

  • Współczujemy.

    I dziękujemy za ostrzeżenie!

  • wrrrrr chciałoby się takiego dopaść i niech odpracuje przy pracach ziemnych …Bardzo przykre … :(((

  • Anonymous

    Nie dawaj się! takie coś nie może cię odstraszyć i zniechęcić!!! 🙂
    trzymam kciuki i pozdrawiam z perspektywy tej, która ma już dom ze stajni 😉
    Asia z http://www.starastajnia.wordpress.com