Miesięczne archiwum: Sierpień 2010

Blacha na rąbek stojący

Królewskie połączenie, odważne, genialne… Kamień, cegła, drewno, blacha… Wszystko kocioł faktur, ale jaki piękny… Sama nie wymyśliłabym nic takiego… i tak jak w piosence: „tak niewiele żądam, tak nie wiele widziałem, tak niewiele potrafię”.

Co ten pan zrobił? Wprowadził blachę do wnętrza budynku! Muszę to jakoś przegryźć, a nóż oryginalnie wepcham ją w stodole? Już wcześniej myślałam o drewnianym suficie, podłodze żywicznej, myślałam żeby wprowadzić drewno w kuchni na podłodze (cały czas mowa o parterze). Ale potem stwierdziłam, że mogę przedobrzyć, a jednak da się zrobić coś takiego w sposób estetyczny;) W pokazanym przykładzie jest wszystko od gresów i granitów po różne kolory drewna i faktury gatunki, blacha, beton, itd, itd, tak na zewnątrz jak i we wnętrzach.




A jaka blacha? No chyba trapezówka odpada, jest za „wulgarna”;) choć o połowę tańsza.
Blacha płaska, powlekana, panelowa „na rąbek stojący” (co dzień dowiaduję się czegoś nowego:) ).

Antresola

Antresola, a raczej „niby antresola”, taka dziura, którą niegdyś zrzucano siano z góry… zostaje… z 3 powodów… Po pierwsze, bo już tam była, więc nie będzie nic na siłę, naturalnie, dziura w podłodze, na poddaszu w części wspólnej.

Powód drugi: będzie rzucała światło na parter czerpiąc je z profilu aluminiowego przeszklonego ulokowanego na południowej stronie dachu tuż nad schodami.

Powód trzeci: scali koncepcję centralnego miejsca w domu, a mianowicie stołu jadalnianego, który znajdzie się tuż pod nią.

I powód 4 nieoficjalny (i tu mam pole do popisu…): Muszę wymyślić lampę łączącą 2 kondygnacje najprawdopodobniej 2 dzielną albo może konglomerat, coś jak gigantyczna świetlówka… Nie wiem kompletnie, nie mam pomysłu, za to twardy orzech do zgryzienia, a może wy macie jakieś pomysły na oryginalną lampę, która długość musi mieć około 8 metrów o charakterze raczej minimalistycznym, industrialnym, no chyba, że dla kontrastu dam coś z innej bajki.

Niżej zamieszczam zdjęcia dziury:





Nowa granica działki 4 m

W powiecie lubańskim w wydziale architektury powiedzieli:
– nie będzie problemu jeżeli zachowam tę granicę 4m, granica 4m jest istotniejsza, biorą pod uwagę przepisy przeciwpożarowe jednak liczy się zdrowy rozsądek, zwłaszcza ze względu na to, że jest to stan zastany.
Byłam u architekta, który dzwonił do powiatu lwóweckiego do wydziału architektury i tam powiedzieli dokładnie to samo. Pojechałam zaraz po rozmowie z architektem do geodety, powiedział, że nie będzie żadnych problemów z przesunięciem tej granicy działki. Pojechałam do ojca, skrytykował troszkę prawo i pozwolił na przesunięcie granicy. Granica ma iść po domu, w którym rodzeństwo ma w przyszłości zamieszkać. Ale jeżeli chodzi o to, że granica będzie szła po innym budynku, sprawa wygląda tak: okna tam są i były, a także budynek mieszkalny tam jest i był. I ewentualnie jak chcieliby robić tam remont, rozbudowę czy nadbudowę mógłby być problem, jednak będzie tam robione jedynie przywracanie funkcji i odświeżanie pomieszczeń.

Okna więc będą bez zastrzeżeń:) Ale co więcej stodoła… będzie jednak naszym domem:)
Sarenzir wiszę Ci dobry koniak:)

Zmiany w ustawie: okna za blisko granicy działki

Wszystko wiem, a raczej nic nie wiem:) Architekt powiedział, że jak właściciel sąsiedniej działki się zgodzi to nie ma problemu. W naszej sytuacji… zgodzić… to się zgodzi. Doczytałam, że właściwie został zdjęty ten przepis o konieczności wyrażenia zgody sąsiada na zrobienie tych okien jak jest za blisko granica, jednak by było odstępstwo od właściwego przepisu, a mianowicie 4 metrów do granicy, należy wystosować wniosek do właściwego organu administracji architektoniczno – budowlanej, wówczas rozpatrzą i powiedzą co i jak.

Oto link do nowelizacji:
http://www.mi.gov.pl/files/0/1790886/wt60WTBpodpisane20090312zkorekttechniczn.pdf

Moja prośba, co jest tym organem właściwym dla mnie?
Inspektor ds. budownictwa i nadzoru inwestorskiego w GMINIE
czy może mam udać się od razu do POWIATU?

po edycji:
jestem kompletnie przerażona
z tego co widzę tu:

http://www.architektura.info/index.php/warunki_techniczne_budynki/dzial_vi_bezpieczenstwo_pozarowe/rozdzial_7_usytuowanie_budynkow_z_uwagi_na_bezpieczenstwo_pozarowe

i tu:
http://www.architektura.info/index.php/warunki_techniczne_budynki/dzial_vi_bezpieczenstwo_pozarowe/rozdzial_3_strefy_pozarowe_i_oddzielenia_przeciwpozarowe

nawet adaptacja będzie niemożliwa.
Jadę do gminy…

po edycji:
Byłam w gminie, z mapą, z odległościami. Bardzo miła pani i pan, a raczej cały wydział techniczny żywo zainteresował się sprawą, wszyscy do mnie, że z warunkami technicznymi nie będzie problemu, że okna mogę mieć. Pełni ciepła i entuzjazmu poklepali po ramieniu. Wyrok w gminie: ADAPTACJA BĘDZIE, warunki techniczne też z oknami.

Ale… coś mnie tknęło, przecież jak byk pisze w ustawie, że nie mogę. A co na to inspektor powiatowy? Ze stertą zdjęć i mapą pojechałam do architekta. Cóż, okazało się, że źle mnie zrozumiał, myślał, że chodzi tylko o odległość od granicy, nie wziął pod uwagę tego budynku obok. Sądził, że chodzi tylko o warunki techniczne. I teraz rozpętała się burza. Przecież chyba trzeba przewidywać, w końcu przecież dojdę do etapu zatwierdzania projektu w powiecie…

Uratowałaś mi życie SARENZIR! Uczuliłaś. Dziękuję!:)
Dziś idę jeszcze raz do architekta, który miał się rozeznać w powiecie któremu ja podlegam. Powie czy w ogóle inspektorat powiatowy zezwoli mi na adaptacje mimo iż budynek nie spełnia norm przeciwpożarowych (odległości 8 metrów od drugiego budynku). Ściany przeciwpożarowej robić nie będę, co mi po domu, który nie będzie miał okien od południa? Tragedia, ciemna nora. Chyba, że adaptacji poddam tylko część, tą dalej od budynku. A zrobię nad tą oddaloną częścią świetlik na szczycie i jedną wielką antresolę na 2 kondygnacji. Czemu nikt wcześniej mnie nie ostrzegł, w tylu miejscach byłam. Zobaczę co powie dziś architekt. I zaprzyjaźniony, niestety inny powiat (bo dobrze znać więcej opinii).

Nowa koncepcja pomieszczeń na parterze w stodole

Właśnie na coś wpadłam jak zwykle niezawodny freshome… kuchnia moich marzeń! A ta podłoga, a to rozwiązanie. Epoksydówka na salon i jadalnie…

Piękna czysta, boska, anielska kuchnia, do tego mały bazgrołek, na szybko związany z reorganizacją przestrzeni (jutro zrobię porządnie, ale oświecona, do tego zaspana, pełna entuzjazmu, upojona, i co tam jeszcze, postanowiłam wrzucić to „coś”). Jutro (a właściwie już dziś) jak zwykle będę zastanawiać się jak to osiągnąć metodą gospodarczą, jak zaoszczędzić, będę porównywać koszty realizacji i robić kosztorysy, będę dobierać odcienie tapicerki do całkiem innego światła i klimatu pomieszczeń. Upychać oś co sztuką zwie się choć z definicji. Ważne, że coś nowego się urodziło w tej mojej małej główce… z każdym dniem bliżej perfekcji mam nadzieję.

Doszła weranda, i coś na kształt wymyślonego wcześniej przedpokoju. Ciekawe co na to nasz młodziutki pan architekt z 4a studio. Mówię „nasz”, a jeszcze nie mam warunków pod zabudowę… wrrr.

Rysunek dot komentarzy:)
Zrobiłam plan awaryjny zakładający, że nie pozwolą mi tam mieć okien gdzie chcę, tylko w tej chwili są tam olbrzymie drzwi od stodoły x 2 (jedne 3 metrowej szerokości drugie 2 metrowej, więc uważam, że raczej drzwi tam mieć nie będę mogła a zezwolenie dostanę na okna zasłaniając się właśnie koniecznością naświetlenia budynku a także tym że budynek już tam był wcześniej i właśnie takie otwory posiadał.
Optymistycznie zakładam że po pierwszym odwołaniu mi pozwolą .
Ten plan niżej to ostateczność bo ten układ kompletnie mi nie pasuje, jedyne co jest „fajne” to taki dużżży stół roboczy w kuchni, z nadstawką do hokerów. Reszta taka nieprzemyślana.

Druga edycja posta dzisiaj:)
Zdjęcia problemu. Wcześniej maiło być 3 m granicy ale by było sprawiedliwie poszło 2 m dla siostry z bratem i 2 dla mnie pomiędzy budynkami. Poza tym po linii prostej. Można jeszcze zrobić jakiś koszmarek i wciąć się działką w podwórko ojca, zaraz jak kończy się ten drugi budynek, a są nasze przyszłe okna.

Kolejna edycja posta:
Niżej przedstawiam jak zakładałam granicę, dziś, bądź jutro wybiorę się w końcu do architekta, z prośbą o poradę, gdyż wczoraj nie miałam czasu. Okna nie były by w bezpośrednim sąsiedztwie tych innych budynków jak to ma miejsce często w mieście, że okna w jednej kamienicy wychodzą bezpośrednio na okna innej kamienicy.



A tu rzuty 3D tego co chcę, zrobić tylko okno w gabinecie (te przy wcięciu od problemowej strony) jednak większe i tak samo proporcjonalnie świetlik w pokoju równolegle do tego okna:) Czemu ma służyć wcięcie? Temu, że nie będę w kuchni miała od razu widoku na nie moje podwórze, te okno będzie mogło być od ziemi do sufitu, bo jeżeli miała bym robić na prosto by uniknąć oglądania tamtego podwórza musiała bym zrobić je powyżej linii horyzontalnej. I oczywiście chciała bym zrobić wszystko by jak najlepiej doświetlić budynek światłem dziennym.
Na rzucie nie ma tylko schodów do piwnicy i na elewacji zaznaczonych drzwi do niej, a będą na samym końcu problemowej strony po prawej (bo jeszcze nie umiem nakładać poziomów budynku na siebie a to moje 3 podejście do archicada a czasu mam… hym a raczej… czasu nie mam wcale:/)



Postanowione: poliuretanowa pianka na ocieplenie dachu

Wycena naszego dachu: ocieplenie dachu wyniesie 70 zł m kw z robocizną:) Czyli jakieś 17 tysięcy złotych. Przyjedzie pan z pomocnikiem do trzymania rury, popryskają i pojadą. W jeden dzień, góra dwa, będziemy mieć ocieplone całe poddasze jakieś 230 m kw dachu.

Sceptycznie każdy się wypowiadał o tej metodzie komu nadmieniałam, ten kto nie widział i nie słyszał. Ja znalazłam artykuł w Muratorze. Podzwoniliśmy popytaliśmy i wiemy:) Piankę można pryskać na folię… bo ta kwestia była dla mnie istotna: wiedzieć czy można czy nie można na folię, zanim będziemy zmieniać poszycie dachu. A dach będzie jak już nadmieniałam pokryty blachą trapezową, jakieś 20 zł m kw za blachę, wraz z robocizną wyniesie nas 15 tys. (zaokrąglam w górę). Wliczam w to ściąganie karpiówki. A wiedzieć musiałam o foli, gdyż nie zrobimy nic na raz… tylko etapami… nazbieramy pieniądze i zrobimy dach, nazbieramy znów, zrobimy ocieplenie dachu. Nazbieramy… ocieplimy budynek i wstawimy okna i drzwi, nazbieramy… kupimy piec i ogrzewanie + kolektory słoneczne -kredyt- z umorzeniem 45% inwestycji (niestety netto, ale zawsze coś), nazbieramy… zrobimy epoksydówkę… nazbieramy zrobimy ściany i wykończeniówkę. Wreszcie nazbieramy i urządzimy kuchnię, łazienki sypialnie salon:) A potem taras w ogrodzie, urządzanie ogrodu… i wtedy, już po wszystkim, w spokoju, będę robić mus ze złotej renety i porzeczek, dosadzać kapusty ozdobne pomiędzy moją Perovskią, upychać to tu, to tam żółte kaczeńce, i kto wie może szukać kolejnej stodoły… tym razem dla dzieci:).

Otuchy mi trzeba

Ostatnio zanudzałam was suchymi faktami… wracam do bujania w obłokach.

Nie ma co ratować dachu z karpiówką, za duży koszt przekładania, ściągania, bla, bla bla i więcej czasu. Blacha, a dokładniej trapezówkę zakładać będę, zakochałam się w niej bez mała, przynajmniej na 25 lat, ile jest na nią gwarancja, ale grafitowa matowa oczywiście, i oto kilka wariacji na ten temat. Jeszcze znalazłam gdzieś realizację z takim wejściem jakie chciałam zrobić:) Mogła bym zrobić blachodachówkę na kształt tamtej karpiówki, ale uważam, że jeżeli dachówka to ceramiczna, a blacha to blacha i już.:p Nie będę walczyć o zachowanie czegokolwiek, bo rodzina i tak się wypnie na mnie i pewnie walnie sobie czerwony dach czy coś. Bo też kiedyś będą wymieniać na „obejściu” obok, ale dlaczego to ja mam się dostosowywać zwłaszcza po ostatnim DEMOTYWOWANIU mnie:(( Brat i siostra, i ojciec, eh, czemu nikt nie wierzy w powodzenie tej inwestycji, przecież to taki piękny budynek. Niemcy pomyśleli o wszystkim. Izolacja podłogi jest, wystarczy ocieplić, podłogówkę dać i wylać posadzkę i epoksydówkę (choć maż usilnie walczy, by z niej zrezygnować). Zdrowe stropy, zdrowe ściany, zdrowa więźba, głęboki fundament, otwory te co są, zachowam, nic kuć nic zbijać, ściany stawiać gdzie dusza zapragnie… Instalacje wszelkie też… byle funkcjonalnie na maksa. Jedyny zarzut to duży metraż… ale czy naprawdę duży? Czy wszystko musi być klatką? Ludzie, czy znajdę choć jedną dobrą duszę, która powie, że warte zachodu jest to co robię?




A tu projekt niezwykły bo z niezwykłej ręki wyszedł. Jeżeli mam skasować wystarczy napisać. Z góry przepraszam że tu zamieszczam. Nie mogłam się oprzeć tej elewacji.

Droga wjazdowa z drogi powiatowej i przepusty

Nie wiem jak się do tego zabrać… najpierw przepis, potem reszta formalności łącznie z wnioskiem o wydanie warunków do podłączenia pod drogę powiatową? Które to będę musiała złożyć razem z innymi warunkami do gminy po wniosek o wydanie warunków pod zabudowę?

Dlaczego teraz już chcę to ruszyć? Bo do powiatu od razu bym pojechała, aby zrobili przepusty na drodze wjazdowej u sąsiada, których nigdy tam nie było. Zaraz za tą drogą płynie sobie strumień i tam też, przy strumieniu jest przepust, a dalej przy gminnej drodze płynie sobie ten dziad właśnie co nas zalewa.

Do gminy prośba o udrożnienie i wykarczowanie rowu zarośniętego wierzbiną i ewentualnie o przepusty na samym dole, dla sąsiada, żeby miał jak biedak wjechać na swoją łąkę. Niegdyś były tam głębokie rowy, które to zaorał sobie nowy sąsiad po to, by pozyskać trochę działki:)) Teraz go zalewa, z samej góry, cóż, szkoda patrzeć jak leci na pole kukurydzy i te łąki, ale ta cała powódź ze wszystkich pól z góry, szła na naszą stodołę:/ Gdyby nie niszczył rowów, gdyby nie zaorał sobie bezprawnie wprawdzie niedziałającej drogi…

A tak, bo graniczymy od góry z droga powiatową, po prawej z drogą gminną działającą, na dole z bezprawnie zaoraną i przerobioną na łąkę drogą gminną, po lewej z ojcem. Wniosek złożę, najważniejszy jest teraz ten rów. Tyle w gminie.

Powiat: wniosek o przepusty przez drogę sąsiada, bo ślepy rów nad nami jest źródłem powodzi. A tak szło by wszystko w jedno miejsce. Załatwiając to (gdyż jest to priorytet przed roztopami na wiosnę!) przy okazji może bym poprosiła o te warunki zrobienia drogi wjazdowej na naszą przyszłą posesję. A dlaczego wszystko na raz, za jednym zamachem? Bo nie mam kompletnie nikogo z kim mogłabym zostawić dzieci, a żeby zorganizować sobie jakąś dobrą duszę potrzebuję mnóstwa zachodu i później czapkowania.

Jeżeli chodzi o drogę, wcześniej o tym pisałam, jednak koncepcję zmieniłam. Chciałabym zrobić ją dalej od domu, niż tak, jak zakładałam, by zyskać mniejszy spad i miejsce do rozpędzenia się naszej „karolinki”. Przy drodze zostało by jedno drzewo, które ocalę (na wiosnę kończymy karczować sad i równamy pod nasze potrzeby teren), nie ze względu na jabłka, a na krzew, który niesamowicie wybujał, aż po szczyt konarów:)) Krzew róży, który jest przepiękny! Zwłaszcza wiosną:) Wymyśliłam sobie opaskę drzewa wewnątrz jako ławkę, mały daszek zamaskowany krzewem z zewnątrz i obsadzenie różą też od strony naszej wjazdówki, tak by powstało… hym… coś, zagajnik, altana, pijalnia Porto;)

Niżej zdjęcia robione jeszcze w czasie powodzi telefonem:/ Już szukam nowego aparaciku na który mnie teraz nie stać, a jest mi potrzebny jak chleb, czy woda. Zdjęcia przedstawiają miejsce, gdzie chcę zrobić wjazdówkę, zdjęcie drzewa obrośniętego różą i plan tego co chciałabym uzyskać od powiatu z wyraźną prośbą o ratunek.




Drenaż stodoły kosztorys

Dziś „etap drenaż” został oficjalnie zamknięty, wujek mówi jeszcze, żeby prowizorycznie polepić rynny papą na gorąco i dokupić te brakujące pionowe, które wpuścimy w studzienkę od deszczówki, ale niestety my pozostaniemy jutro, jak zapłacimy robociznę, golusieńcy, opróżniając wszystkie reszki gotówki ze wszystkich kont. Więc nawet na rury plastikowe nas stać nie będzie.

A miało być tylko wypompowanie wody i zaczęcie drenażu na jednej ścianie by zabezpieczyć budynek na zimę 🙂

Teraz króciutkie streszczenie:
W sumie 11 dni pracy (nie licząc niedziel i powodzi) od 28.07.2010 r.do 13.08.2010 r.
Część pierwsza kopara, dużo wody napływającej spod stodoły, jedna niedziela na karczowanie połowy sadu, żwir, kopanie lepienie, zaprawka na fundament, uzupełnianie braków w murze, uwaga stodoła miała izolację poziomą, wszędzie glina, dużooo gliny w całej przekrojówce barw, od bieli po turkusy, brązy. Kolejne dni układanie drenażu i czekanie na drugą koparę, kolejne wykopy, powódź, studzienka zbiorcza, która łapie wodę z pól i wszelkich nacieków przy budynku, puszczona drenażem w rów. Zakopywanie i koniec.

KOSZTORYS:

  • Koparka 8:00 – 12:00 (punktualnie, miło, tanio, 80 zł/h) 350 zł
  • Koparka inna, bo nasza sprawdzona popsuta, w drugim etapie drenażu, gdzie szukaliśmy drenu który nas zalewa, 90 zł/h + dojazd płatny (miała być o 11:00 dotarła o 15:00) 200 zł

Materiały:

  • żwir płukany z transportem 16 ton, 55 zł tona, nam taniej 800 zł
  • rura pływająca 400 230 zł
  • wąż ogrodowy calowy, 25 m 115 zł
  • folia drenażowa 1,5 m/ 20 m, 1 m/ 20 m, geowłóknina 0,5 m/ 50 m, 2m/ 25 m 480 zł
  • rura drenażowa bez dziurek 100 zł
  • rury kanalizacyjne (bo od razu wypuściliśmy kanalizację:)) i innych rur dużo wraz z kolankami itd. 910 zł
  • wcześniej w blogu wymieniane (pompa pływakowa t.i.p. ok 14000 l na godzinę, cena: 300 zł, rura 500 z tuleją 2,5 m na studzienkę: 400 zł, rura drenażowa 100 3,5 zł/m i rura 300 na zbiorczą razem ok. 300 zł) 1000 zł
  • kalosze 2 pary 60 zł
  • na światło dla ojca za użytkowanie pomp i wody 200 zł
  • paliwo moje i dojazdy 300 zł

 Robocizna:

  • głównodowodzący kochany wujek 1700 zł
  • kuzyn 900 zł
  • kuzyn 40 zł
  • mąż gratis
  • ja 🙂

Razem: 7385 zł

Drenaż stodoły

Co będę długo pisać…

Przepraszam tylko za jakość zdjęć z telefonu komórkowego.

Więc tak, kosztorys wraz z robocizną zamieszczę ze zdjęciami z zamknięcia robót.

Drenaż tradycyjnie, podkop przy fundamencie, na rogu głębiej, gdyż jest tam piwnica. Piwnica miała niedrożny dren, więc stała sobie w niej woda i nie jak wcześniej sądziliśmy z szamba ale: z szamba, sadu i studni za domem. Drenaż szedł pod całym budynkiem. Dodatkowo studnia drążyła swoje prywatne dodatkowe kanały w glinie. Wykopy nam zalewało, więc pompy chodziły non stop. Kopaliśmy w błocie przy 30 stopniach, ścianki się osuwały, więc wszystko szybko udało się opanować w harówie od rana po ciemną noc w 2 dni. Koparka była wzywana 2 razy. Dren przerwany przed budynkiem i puszczony obok budynku, prosto we właściwe mu miejsce. Namieszałam i poplątałam:)) Może zdjęcia wyklarują ciut przedstawianą sytuację. Na ostatnim zdjęciu znaleziona wykopana z mułu i ziemi studzienka kanalizacyjna gdzie na 99,9% my będziemy musieli być podłączeni, zanim geodeta łaskawie ruszy swoje 4 litery (a mu poświęcę osobną notkę).