Geodeta i pierwsze schody

Ku przestrodze, nie brać geodety powszechnie znanego w gminie, który robił plany i mapy dla powiatu, a jeśli brać to na umowie o dzieło zaznaczyć punkt co będzie w razie nie dotrzymania terminów. Co się okazało w naszej sprawie- palcem nie kiwnął, dopiero po mojej interwencji po 3 miesiącach pojechał na „wstępne rozeznanie”, nie wiem czy chodzi o to, że ma gdzieś klienta który tylko mu głowę zawraca takim malutkim zleceniem, kiedy tu działki mierzy dla przedsiębiorców… ale przecież ja też zostawiam mu 2000 zł, więc mógłby okazać się bardziej sumienny. Na umowie powinien się znaleźć też termin realizacji zlecenia. A konsultacje z klientem co do wielkości działki? Czyż nie powinny mieć miejsca? A nie takie tylko zaznaczenie ołówkiem na mapie na tzw oko, gdzie będzie granica. Przy każdym telefonie byłam zbywana, że wcale nie muszę przy tym być bo przecież mam podpisać dopiero na samym końcu. Kiedy to wydział geodezji w powiecie zatwierdzi. Poczekam jeszcze co będzie dalej.

A póki co zamieszczam zdjęcia zielonych butelek po winie po metamorfozie;)

Pierwsze, to stare zdjęcie, innego nie mam, wprawdzie ledwo je widać ale zawsze coś. Butelki jeszcze surowe, białe, w glinie wymazane, lakierowane półmatem, kolejne zdjęcie to aktualny już „złoty” straszak na oknie:)

A na koniec nasza wczorajsza wieczorna wyprawa nad jezioro złotnickie:)