Miesięczne archiwum: Lipiec 2010

Pilarka husqvarna, pompa pływakowa i rury

Oto poważne wydatki poniesione głównie dziś.

Ostatnio kupiliśmy piłę… na lata:) Świetna!!! Pyk pyk i w niecałą godzinę 3 drzewa pocięte na pniaczki, a wcześniej pożyczoną 3 godziny było mało na jedne. Wycinaliśmy na razie tylko te, które wadziły by przy stodole w robieniu drenażu kopareczce. Wsparcie rodziny zwłaszcza teraz doceniam, bo tak sobie myślę, że sama nie udźwignęłabym ciężaru uprzątania sadu z grabiarek, resztek wozów drabiniastych, pługów i czego tam jeszcze nie rzucono. Mój kochany wujek jak magik ciachał drzewa i kosił trawę z samosiejkami!

Gałęzie spalone.

Przedstawiam efekt końcowy wczorajszego dnia: zdjęcie pierwsze o godzinie 23:00, chyba już pełnia, tuż przy ciepełku palonych gałęzi z podjadaniem podpieczonych, całkowicie zielonych jabłek… uwaga, widok na zamek Gryf. Zdjęcie drugie, zrobione dziś popołudniu.


Kopara będzie kopać, gdzie strzałka na zdjęciu. A co będziemy kopać?
Studzienkę zbiorczą drenażową z wyjściem na studzienkę większą, o średnicy 50 cm, która będzie zbierać napływająca do piwnicy wodę, a następnie pompą pływakową wypompowywać będzie ją do strumienia. A czemu tak? Bo odpowiedni spad drenażowy osiągnięty zostałby dopiero na długości 200 metrów i na dodatek na posesji sąsiada.

Wynikł jeden problem. Pod gnojownikiem jest szambo, stare, przepełnione i muszę je zasypać, gdyż smród będzie pod samymi oknami. Kiedy, gdzie i jak rozwiążę problem? Nie mam pojęcia, może właśnie koparą. Zobaczymy w czwartek, gdyż przesunęły się terminy.

Teraz wymieniam koszty:

  • pompa pływakowa t.i.p. ok 14000 l na godzinę, cena: 300 zł
  • pilarka husqvarna model 435, cena: 999 zł
  • rura 500 z tuleją 2,5 m na studzienkę: 400 zł
  • rura drenażowa 100 3,5 zł/m i rura 300 na zbiorczą razem ok. 300 zł (nie pamiętam dokładnie)
  • krwotok z nosa u wujka po ataku jednej gałęzi i przetarta noga u kuzyna, która zanurkowała w wyjściu szamba. Brzmi strasznie, ale obeszło się bez szpitala.

Jadę na resztkach gotówki:( Nie wiem co będzie dalej. Teraz muszę zabezpieczyć już prawie nasz dobytek, czyli 23 ary z budynkiem gospodarczym.

Lifting sypialni zapożyczonej

Świat zawalił nam się ostatnio na głowę i piętrzą się trudności, na pocieszenie, by nie myśleć, by uwolnić głowę, by podbudować ego, id czy co tam jeszcze, zrobiłam lifting sypialni u wujka, gdzie urzęduje teraz moja kochana mama wraz z moimi dziećmi Patrycją i Szymonem. Przyjechałam z farbami, wałkami i innymi duperelkami. Pierwsze zdjęcie co zastałam (na słowo „akcja” – na drugi dzień czekało mnie już ładnie zagruntowane:) i załatane z wszelakich dziur monstrum). Wprawdzie gruntowałam potem jeszcze raz sposobem starych wyjadaczy tj. wymazałam ściany farbą z wodą, ale opłacało się, bo potem poszło łatwo z kolorem. Kolejny dzień malowałam, a na 3 dzień wykańczałam. Do liftingu potrzebne: pigment czarny i błękit zimny (myślę że fajnie wyszło to zestawienie 2 odcieni szarości na ścianach), dalej dość dobra! farba lateksowa, 10 l spokojnie starczy, parę drobiazgów ze strychu (czerwona lampka, różowy świecznik, koc, 2 poduchy) i zabunkrowanych gdzieś po kątach (wazoniki, kosz, obraz, stare, podrapane lustro babci), jeszcze użyczenie woalu na okna ze starego mieszkania mamy i ramek ode mnie z moich zbiorów.

Koszty:

78 zł – farba Tikkurila 10 l
10 zł – pigmenty
19 zł – srebrol
20 zł – grunt rozrobiony
2 koce z Jysk – 120 zł

Koszty dodatkowe jeszcze nie dokonane:

26 uchwytów do zastanych tam mebli (które koniecznie trzeba zmienić, wówczas dadzą nowy oddech tym żółciutkim olbrzymom), ok 5 zł jeden
4 rolety na okno białe lub krem, ok 50 zł jedna
listwy przypodłogowe białe… koszt jeszcze nie określony
Ewentualnie cieplusia, biała (ecru), milusia skóra barania lub srebrny renifer pod nogi zamiast niepasującego dywanika w stylu „indyjskim”;), może być jeszcze mocno włochaty jaśniutki dywanik 1,5 metra na metr. A także mała tapicerka na krzesło zamiast tego kocyka z haftem, najlepiej czarna lub antracyt.

A jutro czeka mnie sprzątanie starych maszyn przy stodole, gdyż był pan od koparki, który w środę będzie miał czas. Więc uprzejmie prosząc kogoś do pomocy przy tych grabiarkach, bronach i innych wrośniętych w glebę przerdzewiałych potworach, trzeba będzie się streszczać, by zdążyć przed środą, także z wycinką przy budynku drzew owocowych, a owych tam jest 3 sztuki.

Dyskusje na miejscu zaowocowały planem: drenaż budynku jeszcze nie, gdyż jestem spłukana do ostatniej niteczki:(, ale za to z konieczności odwodnienie piwnicy.
Spadku odpowiedniego brak i trzeba by było wychodzić z drenażem na posesję sąsiada i kopać z 200 metrów, więc najtaniej i najprościej studzienka przy budynku (jakieś 3, 4 metry od niego) na 3 metry głębokości, a w niej pompa pływakowa. Drenaż póki co tylko przy piwnicy z wypustką tak, by można było zrobić potem przy całym budynku.

Koszt koparki to 70 zł/godzina.
Inne koszty… dowiem się jutro.

Nasz kochany kundelek

Przyszła lampa. Zanim zapakowałam do przechowywania, udokumentowałam lampeczkę: Manfrotto statyw, a Kaisera tylko czasza, kabel z pierwszej lepszej hurtowni elektrycznej, miały być drobne rysy, statyw porysowany widocznie i znacznie, chyba, że ta drobna rysa tyczyła się tylko lampy, bo tam jest przez całość:) Lampa jest prześwietna a rysy dodają jej uroku wg mnie! Jestem z niej dumna, drabiny nie rozpakowywałam gdyż nie pomieściła by się w mieszkaniu, a lampki wojskowe, cóż jak naoliwię może coś z nich będzie;) A tak poważnie, też są piękne choć wywołały szczery uśmiech, a raczej śmiech u małżonka:) Zaraz wywiozę wszystko na strych na pieleszach by czekało cierpliwie na swoje 5 minut:)

Niżej zdjęcia na żywo lampy, lampek i drabiny – schodów na antresolę synka.

Geodeta cd. podział przyszłej darowizny

Oto efekt… a raczej… żaden efekt pracy naszego geodety. Ludzie… ręce opadają. Pół roku będzie jak nic zanim dopełnią reszty, w końcu umowę podpisałam w kwietniu! Zanim będę mogła ruszyć z kolejną stertą papierków tj. wnioskiem o wydanie warunków zabudowy… Jak ja nie lubię, kiedy ktoś ze mnie robi idiotkę. Po pierwsze okazało się, że niby działka jest większa niż w ewidencji podają (a to właśnie nasz geodeta wcześniej mierzył do ewidencji) i przez to sprawa się teraz przeciągnie, jakieś korekty korekt, jej… Po drugie działka graniczy z każdej strony z drogą. 2 x gminną, raz powiatową i raz z ojcowizną. Mimo iż droga gminna istnieje w ewidencji to „monopolista wiejski” zaorał ją sobie, patrosząc przy tym przyszły nasz sad. No ludzie, kto na to pozwolił… A no ja – nie interweniując. Więc dziś działałam, nie wiem jednak co to da, ani nie wniosłam zażalenia na piśmie ani nie kablowałam, ani byłemu sołtysowi nie podbiłam oka. Tylko pytałam co i jak w UMIG… i co dalej? Dziś padam, rozkładam ręce, może świt przyniesie mi rozwiązanie.

WSTĘPNY PROJEKT PODZIAŁU NIERUCHOMOŚCI:

Geodeta, kosa, drzewko no name, wielkie cięcie

Dziś kosiłam trawę: ale udało mi się zaledwie 1/3, posiałam osełkę, gdzieś w tych chaszczach, a na koniec kosa była już tak tępa, że raczej łamała łodygi samosiejek i pokrzyw. Poniżej zdjęcie przed i po koszeniu. Mojej nowej kosy nie rozdziewiczyłam ponieważ nikt nie wie jak ją wyklepać, więc pożyczyłam od pewnego uprzejmego pana.

Dzwonił dziś do mnie geodeta: nie tylko po moich interwencjach, ale także po nękaniu go przez właściciela działki tj, mojego ojca. Zadzwonił tylko po to by powiedzieć, że wychodzi nie 30 a 23 ary z hakiem, więc trzeba dosztukować z tej drugiej części, ale on najpierw uda się do urzędu (w poniedziałek) i będzie negocjował z urzędnikiem. A czemu jako 30 arów? Gdyż tak niby miało być najszybciej z tego względu iż ziemia rolna, czy to sad, czy łąka, czy pole musi mieć minimum 30 arów. A gdyby ojciec chciał mi dać mniejszy kawałeczek to na terenie wiejskim do innych celów, 2 razy trzeba będzie występować z papierkoladą do urzędu ojciec jako właściciel, a potem ja jako właściciel już po przepisie.

Zmiana koncepcji w ogrodzie: żaden kaskadowy modrzewiowy żywopłot jak planowałam wcześniej, tylko ściana z nadzwyczajnego drzewa. Rośnie sobie, ma nadzwyczajną korę, a zimą wygląda demonicznie wręcz. Jak już nie ma liści powala ta kora, jest doprawdy cudna. Drzewo rozrasta się jak szalone, więc odpowiednio duży rów wykopię i zabezpieczę by rozsady nie wchodziły na trawnik. A co zrobię z tego drzewa? Ścianę! Najpierw stelaż do którego uwiążę gałęzie rozsadów i przycinając 2 razy w roku wyjdzie mi mur nie do przebicia. Zimą piękna plątanina poharatanych gałęzi, latem gęstwina liści… a rośnie liść na liściu i liścia pogania, tak, że doprawdy ciężko dostać się do gałęzi. Zdjęcia: pierwsze kora i liście w z bliska, drugie zdjęcie teraz, w całej okazałości, trzecie zdjęcie to jedyne, jakie posiadam bez liści, gdzieś porą wiosenną, wykonał mi małżonek.

W sobotę wycinamy wszystkie drzewka owocowe, tj. ojciec będzie wycinał, ja będę nosić gałęzie, a… i mam obiecane, że nauczę się posługiwać spalinową piłą, wreszcie coś dla ducha;)

I jeszcze znalazłam w pewnym garażu fajną oprawkę i fajną do niej żarówkę, tylko że 400 W. Producent Tesla i pamięta jeszcze Czechosłowację. A poniżej zdjęcie dwóch fajnych taborecików, pierwszy ma świetny stelaż, drugi… miałam identyczne krzesło obrotowe, z odlewaną żeliwną nogą i jeszcze z oparciem. Nie wiem gdzie się podziało:/ Taborety zalegają w osiedlowej pralni/suszarni. Ciekawe okazy krzeseł są po starych, jeszcze nie remontowanych szpitalach takich jak ten lubański… tylko jak stać się szczęśliwym posiadaczem takiego krzesła co cała przekrojówka owych jest wystawiona przed gabinetami lekarskimi? Wie ktoś?

Kaiser, Erwi i inne smaczki

Oj wiele godzin poświeciłam na wyszukanie skarbu. Erwi znaleziona na aukcji u kogoś kto pojęcia nie miał co wystawia, wprawdzie nie pierwszy z 1954, ale ten z 67 roku, bo mi bardziej podoba się grzybek, ale lepszy rydz niż nic, Panie, Panowie przedstawiam skarb nad skarbami, który… ktoś mi sprzątną z przed nosa za śmieszne pieniądze bo jakieś 500 zł z przesyłką, eh… a miałam już plany jak to owa piękność staje się zabezpieczeniem finansowym naszych pociech za jakieś 20 lat. Zaledwie kilka sekund dzieliło mnie od wygranej :/

Zakupiłam na pocieszenie (za podobną sumę) w ciemno lampę Kaisera jakieś coś z lat chyba 80-tych/90-tych..na oko mówię, gdyż nic kompletnie o niej nie wiem, nigdzie jej nie mogę znaleźć. Lampa studyjna ..takie sprzedają w zestawach, ale mi potrzebna tylko jedna. Zapewne jak bym przeszła się po kameralnych studiach fotograficznych znalazłabym ją w nie jednym.

Przedstawiam Wam moją lampę, marny zamiennik tej mojej wymarzonej i wyśnionej od Mariano Fortuny na który nawet za kwadrylion lat nie mogła bym sobie pozwolić, ale ten Kaiserek jest na miarę moich potrzeb i miejsca, gdzie się znajdzie.

A oto opis jaki sprzedawca zamieścił:
Producent: KAISER
Solidne wojskowe wykonanie.
Lampa posiada 3 regulowane nóżki o długości 71 cm każda, umożliwiające jej stabilne ustawienie na każdej powierzchni.
Posiada 3 pokrętła do regulacji wysokości.
Wysokość w pozycji złożonej 130 cm.
Max wysokość lampy (w pozycji rozłożonej) 260 cm.
Średnica klosza 28 cm.
Waga: 3,6 kg
W komplecie żarówka Philips o mocy 500W.
Lampa zasilana napięciem 230V, standard wtyk – europejski.
Lampa jest fabrycznie nowa, jednak sprzedajemy ją bez oryginalnego opakowania.
Może posiadać niewielkie zarysowania obudowy.

W komplecie będzie jeszcze warsztatowy wojskowy kinkiet X 2 na pantografie (tylko czekam aż sprzedawca się odezwie o stanie magazynowym, bo póki co milczy).

Wzorowany na lampie: Christiana Dell Scissor Lamp, którą też znalazłam i ktoś niestety po licznych przeróbkach tak wysięgnika który nie jest oryginalny, i oczywiście tym kablu strasznym, jedynie czasza chyba oryginalna, ale w takim stanie, że szkoda mówić:/więc pokażę;)I pod nią zamieszczam oryginał.

Cóż mogę jeszcze dodać, że kupiłam schody, a raczej drabinę wojskową, która będzie schodami na antresolę mojego synka, w jego klubowym pokoju.

Jeżeli jest ktoś zainteresowany jest jeszcze jeden smaczek na ebayu w Niemczech ktoś wystawia Kaisera od 1 dolara licytacja bez ceny minimalnej i jeszcze jakieś 20 godzin do końca. Na pierwszy rzut oka już prawie brałam, bo by pasowała do pokoju Pati w stylu skandynawskim, ale mnie osobiście ona nie rusza w żaden sposób więc zrezygnowałam choć za dość niewielkie pieniądze można by nabyć antyk.

Cóż wiem, że zaczynam od d..y strony, ale nie mogłam się powstrzymać. Teraz znajdę tym przedmiotom ładne bezpieczne schronienie i będą czekać aż się wprowadzimy, wtedy je wyciągnę i udam się do lakiernika wraz ze stelażami leżanek tych, o których też już kiedyś wspominałam:)

Wyspa za ścianką, wcięty ganek, ławki i schody

A… zamieszczę aktualną koncepcję, co mi tam, na szybko, długopisem w moim nowym ślicznym zeszycie (potem tylko dorysowałam sobie oświetlenie). Więc tak, stojąc na tarasie widzimy wcięty w budynek „wiatrołap”. Taras, wiatrołap i przedpokój będzie z betonową podłogą. Wiatrołap to witryna okienna 30 cm od poziomu na całej szerokości + na sąsiedniej ścianie pod kątem prostym drzwi. Przed witryną ławka prosta, minimalistyczna, „przedłużona” wewnątrz w przedpokoju.

Przedpokój: prostym zabiegiem przesunięcia ściany zyskałam miejsce na ławkę:)) i mój wieszak do wędlin, który był w pierwszej wersji przedpokoju. Szafa niezmiennie od podłogi po sufit biały półmat lub biała zgaszona szarym półmat. Drzwi na parter przesuwane w ścianie i skrzynia, chyba jednak z Porty bo taniej, choć słyszałam liczne uwagi co do owych. Naprzeciwko drzwi wewnętrznych dopełnienie całości pozostała z szafy część ściany calutka z lustra. Oświetlenie dalej pozostaje garażowe (czy jak to zwą kanałowe), hermetyczne.

Kuchnia pod oknem 3-metrowym, po szerokości blat, na środku posiadający zlew ceramiczny biały. Fronty białe, wyspa z płytą ceramiczna i okapem wyspowym „rurą”, ale ta wyspa będzie za mini ścianką na 3/4 wysokości pomieszczenia (chciałam tu rzucić na 3 panelach tryptyk Bacona, ale szanowny małżonek mnie uświadomił, że żadnych flaków w jadalni mieć nie będziemy, więc zostaje ta biel). Przed ścianką ławka taka jak na zewnątrz w wiatrołapie, ale ta masywniejsza i dominująca nad jadalnią. Stół lekki nieprzytłaczający wnętrza z cienkim blatem góra 1 cm, albo szklanym hartowanym, niefazowanym. Dalej krzesła… i tu chyba wkroczy designerskich 6 piękności najpiękniejszych na świecie, o których pisałam wcześniej, zastanawiam się tylko nad kolorem, a raczej brakiem koloru, boję się że wyjdzie dość tendencyjnie i przewidywalnie. Zobaczę na wizualizacji i dopiero zdecyduję.

Podłoga: epoksydówka i podłogowe ogrzewanie wodne po całości.

Główne lampy z klatek dla zwierząt zapakowanych w płótnie białym, tak jak w pierwszej bodajże nocie pisałam. Tzn. zastanawiałam się nad tym by zrobić drewniany sufit, do epoksydówki jak znalazł, trochę by ociepliło wnętrze i obniżyło wizualnie sufit, zgrałoby się ze schodami (piszę podania do małżonka, bo słowa nic nie dają, by zostawić te co są zdejmując tylko przesłonę). Jak drewniany sufit to nie te lampy, które sobie wymyśliłam, póki co bez kombinowania zostaje czysty, równy i biały.

Nie będę już nikogo męczyć opisami, zrobię porządną (tzn. jak na mój stan wiedzy i umiejętności) wizualizację, a nie takie ględzenie:)



I zdjęcie zabudowy nad schodami do piwnicy. Strasznie mała wydaje się ta stodoła,jak tak patrze na jej zdjęcia, a przecież sam ten plan co pokazałam to 100 metrów kw. wysokość do stropu 5 metrów. A jeżeli chodzi o te piwnicę..to będzie tam albo składzik albo magazyn moich kwiatków i suszu, funkcję piwnicy będzie pełnić spiżarnia, która ma swoje miejsce niedaleko kuchni. Czyli tak naprawdę jeszcze nie określiłam roli jej i temat pozostawiam otwarty. Wszystko zależy od architekta który powie nam (mam nadzieje) czy jest wogóle sens przyłączania tego pomieszczenia do budynku.

Geodeta – podział działki, odcinek drugi

Był geodeta, więc uspokoiłam się i czekam kiedy to mam podpisać stosowne papiery:) Oto zdjęcie jednego z 8 oznaczników całej działki , swoją drogą to doprawdy nie będę psioczyć na niego, gdyż biedny przedzierał się przez te krzaki, pokrzywy, karczował wierzbę i bzy by móc powbijać te kijaszki – dość zabawne gałązki pryśnięte żarówiastym sprejem.

Smaczki… czyli meble do renowacji, nie koniecznie z przeznaczeniem do stodoły

Były niesmaczki, a teraz smaczki. Miałam wczoraj kosić, zaopatrzyłam się w kosę, poważny wydatek 89 zł:) Przyznaję, wymiękłam! Nie dałabym rady temperaturze, która wczoraj w cieniu zdecydowanie przekraczała 35 stopni, więc skończyliśmy na wyciągu gondolowym (nie ma to jak góry i przyjemny chłodek).

Koszenie to pestka, już nie raz się sprawdziłam na długim dystansie trawiastym zwłaszcza, że po rozeznaniu stwierdzam iż pokrzywy, które obficie zajęły cały sad nie dały się rozrosnąć zbytnio trawie, a koszenie badyli niespełna 2 metrowych pokrzyw to przyjemność. Poczekam aż moja mama przybędzie do pomocy by zająć się dziećmi, oraz A. pójdzie na urlop, to za jednym zamachem załatwimy koszenie, szlakę i wodę w piwnicy.

Teraz do rzeczy, smaczki ze strychu z tego samego podwórza, i ze stodoły też, wyszukałam na pieleszach 🙂










Niesmaczki, czyli łatanie dachu, wilgoć i źródło

Cóż i takie muszą się znaleźć w naszej bajce:)

Wymieniam:
1. Niekompletny zestaw dachówek ceramicznych nie do podrobienia unikatowych, gdyż każda dopasowana do swojego miejsca, nie do odtworzenia… i co z tym fantem zrobić?? Spróbujemy przełożyć dach – wyjdzie maszkara, więc albo dach zostanie jak był, a braki w jakiś czarodziejski sposób uzupełnimy dachówkami pozyskanymi z loggi, albo nowa dachówka na całość.
2. Drenaż w piwnicy… tak, nasza stodoła ma piwnicę, co jest doprawdy niecodziennym zjawiskiem, do tego wybija tam źródełko… a drenaż który odprowadzał wodę zatkał się o ile pamiętam jakieś 10 lat temu i ta woda tak sobie tam stoi i stoi, jak ciepło odparuje, jak pada – przybywa… i nikt z tym nic nie robił i nie robi… a ja dziś jadę po kosę, bo spalinowa gdzieś zagubiła ostrze, więc zostaje mi ręcznie machać, by dotrzeć do budynku przez góry chwastów, potem szpadel i heja, dzięki Ci Panie, tylko kilka metrów do odprowadzenia. Rola architekta: czy mogę sobie zrobić z tego magazyn, czy schody mogą być przypisane do pomieszczenia (gabinetu), czy pozbędę się smrodu (bo na wilgoć są sposoby;)). Jeżeli odpowiedzi brzmią „nie”, dalej będzie to stanowić autonomiczne pomieszczenie żyjące własnym życiem… hym, na co?… nie wiem, może na kosiarkę i grabie, ale szkoda tych 20 m kw.
3. Szlaka zalegająca przy budynku, przywieziona kiedyś przez ojca, nikt nie wie po co (on sam też nie:D) zatrzymuje wodę, czego konsekwencją są niestety murszejące mury przy kotłowni naszej przyszłej (tam właśnie są wysypane zarośnięte krzakami bzu i trawskiem zwaliny szlaki, której mamy zamiar się pozbywać, ale dopiero od 12-tego lipca, gdyż wówczas szanowny małżonek A. dostanie urlop:))) Ja tylko jutro tam skoszę szkaradne trawsko. Drenaż budynku winniśmy robić także po konsultacji z architektem, który określi jaki trzeba wykonać, więc z tym musimy się wstrzymać, nie tylko z powodu projektu, ale z powodu instalacji wodno-kanalizacyjnej, która nie może kolidować.

Niżej zamieszczam zdjęcia.