Lampa sufitowa

Ostatnio dowiedziałam się u geodety, że w tym tygodniu będzie mierzyć. Rozumiem, że ten miesiąc wcześniej miał na oswojenie się z myślą mojego zlecenia, a nie jak mówił wcześniej na papierkolandię;) Dobrze, że to wreszcie się w jakiś sposób ruszy:) A póki co wymyślam różne dziwactwa, w piątek 3 razy, na targu przechodziłam koło kulek rozsypanych wśród śmieci powystawkowych z Niemiec. Sprzedawca oczywiście dostrzegł moje zainteresowanie i pokazał mi 2 worki takich, siedziałam chyba pół godziny i przebierałam doprowadzając do białej gorączki małżonka użerającego się z naszymi bąblami. Efekt moich poszukiwań przedstawia poniższe zdjęcie.

Rąk do dziś dnia niczym nie mogę domyć, gdyż były całe w smarze. Te piękności pełniły rolę wykończenia ogrodzenia. Znajomy tylko je zobaczywszy powiedział, że zastosowanie na świeczkę, ja jednak mam inne plany, początkowo miała być to rzeźba o luźnej konstrukcji na komodzie, a teraz, widzę tylko i wyłącznie jedno zastosowanie, a mianowicie taka ekstrawagancja poza MAME, lampa z 3 żarówek… takie planetarium Szymona, z księżycami, zwis z antresoli w rogu pokoju u synka.

Po edycji:
Zarzucam jeszcze graficzkę do kompletu, można druknąć na canvas.

  • Brzmi nieźle, czekam na zdjecie efektu.

  • A te to dopiero za miesiąc, wówczas wypisuję sobie urlop i będę mieć czas:)