Miesięczne archiwum: Czerwiec 2010

Brda

Zgodnie ze stereotypami wpajanymi od bobasa, zaczynam wierzyć, że pozostaje mi, jako rasowej Polce… narzekać. Geodeta nie odbiera telefonu, synek choruje, a do tego „pchli” się konkurencja w pracy, namnaża jak pleśń na chlebie… Tak, rozumiem, że zdrowa konkurencja potrafi być wspaniale motywująca z korzyścią dla klienta jak i dla producenta. Ale etycznie! A tu jakiś „parszywiak”, „gnida”… takie metody… eh. Nie ważne.

Dziś wreszcie mogłam zasiąść spokojnie przed komputerem, bez szkody dla pociech. Na niezawodnym freshomie znalazłam domek od Cadaval & Solà-Morales. Przyciągnął moją uwagę ze względu bliskich mi domków, pensjonacików zasilających krajobraz w Świeradowie, co kojarzy mi się niezłomnie z wyciszeniem umysłu, czerwonym szlakiem, zapachem mokrego igliwia. A jeszcze do tego, marzy mi się jezioro, choć na weekend, to jeszcze odrobinę nawarstwiło mi skojarzenie z brdą:) Tak oglądając zdjęcia zakochałam się wręcz w tym rozwiązaniu, którego nie mogę niestety zastosować w stodole, nie ze względu nasłonecznienia, a funkcji pomieszczeń i ich ulokowaniem właśnie na poddaszu. Czyż nie pięknie przepływa światło (zdjęcie drugie)?:)

Jeszcze coś, co dla mnie jest czarną magią… kuchnia. U nas miała być otwarta, łączona tendencyjnie z jadalnią, a wchodząc do budynku obnażona i naga. A teraz wiem jedno: ZMIENIAM KONCEPCJĘ. Kuchnię schowam, nie będzie ścian, a „segment”, te 30 cm w górę zmieni wszystko. Wchodząc do budynku będzie widoczne dłuuuugie okno, spójnie zamykająca całość konstrukcja z „ławko-leżanką” i stół. Eh, kiedy będę mieć czas żeby to pozamykać w plikach:)




Kinkiety w domu ze stodoły

Ostatnio dowiedziałam się, że nad Kwisą są bobry:)A na dodatek tuż przy stalowym moście zaraz za niegdysiejszym topolowym laskiem, czyli na wyciągnięcie mojej ręki.

A teraz wracam do stodoły… lampa przy szezlongu będzie na statywie, to też wiedziałam już od samego początku, jednak skąd wytrzasnę statyw? Mam taki od talerzy perkusyjnych (ojciec miał swoją kapelę). Może z niego coś zrobię, profesjonalny statyw kosztuje duużo za dużo, a tamten jest dość inspirujący:) Myślałam nad zwykłymi statywami do aparatów, ale to byłaby ostateczność. Moja odwieczna inspiracja ma już prawie 120 lat:)

Przypomniałam sobie także o istnieniu kinkietów;) Gdyż wcześniej chciałam ściany podświetlać sufitowo – podłogowo, oświetlenie wbudowane niewidoczne i subtelne, bez żadnych zbędnych wystających poczwarek ze ściany… Jednak natknęłam się na coś takiego… i oniemiałam:) Kolejna inspiracja, czemu sama nie jestem na tyle kreatywna by wymyślić coś takiego (ale to inna sprawa):)

Mam kolejny pomysł i notuję sobie na tym blogu jak w notatniku:) Kiedy będę miała wreszcie czas… a to nastąpi w lipcu, zrobię konkretny projekt. Z uwzględnieniem kinkietów:)

Drzwi ewakuacyjne w stodole

Miało być okno w gabinecie, dziś jednak postanowiłam z kilku względów wykonać drzwi takie tarasowe. Dlaczego? Po pierwsze te drzwi nie zburzą porządku w salono- kuchnio- jadalni, gdyż będą w osobnym wydzielonym z całej 100 metrowej przestrzeni pomieszczeniu. Po drugie, co argumentował A., kiedy przychodzi klient wcale nie musi oglądać naszych salonów;), tylko tyłem mogę go przemycić do pracowni. Po trzecie te drzwi mogą pełnić funkcję wyjścia ewakuacyjnego. I po czwarte dla mnie najbardziej przyjemnego:)…mi aż tak widok na podwórko ojca nie będzie przeszkadzał, w tej pracowni będę siedziała godzinami właśnie… ja, co latem zwłaszcza jest dość uporczywe… A jakże mogę sobie to umilić otwierając takie drzwi, wpuszczając trochę powietrza do wnętrza, wpuszczając koty i robaki:) Sama przyjemność. Przy budynku będzie metr wydzielony dla nas, więc chodniczek zrobimy lub żwirek, nie ważne to i tak dla nas będzie tył budynku. Drzwi wykonane tak jak wszystkie okna z szarego (ciemno grafitowego) profilu aluminiowego. Szerokie na 100 cm przeszklone oczywiście. Jedyne co będę musiała zmienić we wnętrzu pracowni to odciąć nóżkę podkowy, tj. blatu przeogromnego biurka:)

Najbardziej optymalne było by postawić tam coś na kształt ogrodu zimowego, łącząc drzwi do piwnicy z mini tarasem i wejściem do pracowni… Jednak, eh, coraz częściej powtarzam te straszne słowa „nie stać nas na to”, a poza tym ogranicza nas ten metr granicy przy budynku.


Po edycji:
Faktycznie umownie w blogu mogę drzwi nazwać sobie przeciwpożarowymi, budynek jest jednak z kategorii niskich, ma 10 m wysokości, więc nie są wymagane takowe (o ile się orientuję). Do tego okna i drzwi będą tylko metr od granicy budynku, a powinny być minimum 4 m. Funkcja domu będzie określona jako mieszkalna jednorodzinna. Jednak nie wiem jak to ugryzie architekt, jeżeli miały by być to otwory zapewniające nasłonecznienie… Ale i tu płynnie 1,5 m musi być od granicy. Po konsultacji z architektem zweryfikujemy wszystko i zobaczymy jakie obejścia można zastosować. Ewentualnie zostaną nam same witryny;)

Zabudowa została zastana, a i bryła budynku się nie zmieni, nie będzie żadnej przebudowy, czy nadbudowy, nie ma możliwości zabudowy podwórka ojca więc żaden budynek nie stanie nam przed oknem… No zobaczymy co dalej po wydaniu warunków pod zabudowę z gminy.

Ciąg dalszy – rudera

Powrót do innej inwestycji, byłam zobaczyć co tam słychać… i póki co tylko (albo aż) wylewki zrobione, izolacja pozioma też. Pierwszy tynk na ścianach się suszy. Jakoś zaczyna to wyglądać, kable w sianach również położone.

Koszty:
dnia 10 kwietnia 2010 r.: było nadpłaty 2000 zł + dano 2200 zł i 500 euro
dnia 12 czerwca: 1500 euro na materiały i robociznę dopłacone do tamtej puli. Rozliczenie w lipcu:)



Stodoła

Dziś nie bacząc na upały dostałam się do naszej stodoły… no prawie naszej… cóż się okazało, że nie było geodety… i ma być dopiero w przyszły tygodniu, gdyż rozmawiał z ojcem tycząc działkę u sąsiada. Eh.

A stodoła nasza zarosła z lekka, chwasty wyższe ode mnie a mam 174 cm:) Od jutra mają się tam paść byki sąsiada:) więc zdjęcia frontu zamieszczę po przeżuciu trawy przez byczki. Dziś chciałabym pokazać widoki 🙂 Miejsce, gdzie płynie rzeka to 7 minut spacerkiem. Jeżeli chodzi o wjazd jeszcze nie zdecydowałam z której drogi, geodeta radził gminną, bo niby mniej zachodu z załatwianiem zezwolenia na podłączenie się pod nią… ja szczerze tego nie widzę, wolałabym drogę powiatową, tym bardziej, że wiem jak wygląda polityka na tej wsi, zwłaszcza zimą z odśnieżaniem.







Brodzik na tarasie

Co jest pięknego w tej duchocie…? A to, że wielce prawdopodobna staje się soczysta ulewa, gradobicie i burza:)… Znośny upał dla mnie staje się nad jeziorem… naszym pięknym Złotnickim czy Leśniańskim. Koło naszej stodoły tuż za pasem niegdyś topolowego, teraz sosnowo – dębowego lasku płynie rzeka Kwisa, gdzie to spędzałam całe lata, czy zima czy lato. Nawet do matury uczyłam się biegając po kamykach…

Tutaj gdzie Kwisy srebrne fale płyną byłam ja niegdyś sobie dzieciną (tak sobie podśpiewuję z Grechutą do Zosi):) A teraz kiedy mieszkam w wielkiej płycie… a raczej duszę się w niej, co mi pozostaje przedstawia zdjęcie:)


Dlatego właśnie uporczywie powracają wspomnienia, jak to banda wioskowych dzieciaków całe wakacje spędzała w wodzie oczywiście tuż po zbieraniu truskawek, czy pieleniu ogródka. Kąpiele w letniej ulewie w rzece to jest przeżycie… a jeszcze jak słyszalne w oddali grzmoty i błyskawice zapowiadały pioruny. Na samą myśl mam gęsią skórkę:)

Co by tu zrobić w naszym sadzie?
Sadzawka… nie, trzeba bardzooooo dbać. Stawik (śmierdzi). Bo przecież nie basen (za drogo, poza tym jest rzeka do pływania:)) I oświeciło mnie, może zbiornik w stylu ZEN, albo raczej coś na jego kształt. A jak na to wpadłam? Tak przeglądając realizacje architektoniczne trafiłam na: www.a-cero.com którą znalazłam na moim kochanym freshomie. I mnie oświeciło… uwielbiam takie kopniaki, takie bodźcowanie… zauroczona oświetleniem, ptaszyskami na gałęzi, skończywszy na drzewku na górze żwiru… i właśnie to drzewko na kupie żwiru natchnęło mnie na tarasowy brodzik.

Drugi taras miał być na dole sadu jako prostokąt w takim kształcie jak duży taras tylko proporcjonalnie mniejszy, zabudowując 2 jabłonie. I właśnie tu zrobię… konstrukcyjny brodzik do pomoczenia nóg jak jest upał. Pierwszy taras (z kuchnią letnią) ma być równo z gruntem, drugi (nazywam go „słonecznym”) podwyższę na te 30 cm i ta część z brodzikiem i odpływem będzie równo z ziemią na obwodzie, a jakieś 15 cm w grunt. Współczuję mojemu architektowi jak będę przedstawiać moje projekty. Umówiłam się z nim na lipiec jak jeszcze nie wiedziałam, że będę musiała występować o warunki zabudowy, teraz mam spotkanie w grudniu jak mi wydadzą owe warunki:).


Okiennice w stodole

To straszne, im więcej czytam blogów tym bardziej zarażam się vintagem, no coś strasznego po prostu… 😉 Wszystkie dzbanki, lampiony, ramy, koronki, ptaszki, oj muszę uważać, bo jak już raz zacznę to dom zmienię całkowicie, to jest jak nałóg 😀 Jakże uroczy, piękny nałóg! Postanowiłam wprowadzić małą zmianę w elewacji… interpretując vintage na swój sposób. Deski z drzwi od stodoły będą zamiast kraty pełniły funkcję okiennic nad okienkami tam gdzie będzie C.O. oraz z nowym kształtem (równając górę) wrócą do łask te które były tam do tej pory. Dlaczego? Bo są piękne, sino – szare, wysuszone i szlachetne. Co tym osiągnę? A to, że nie będzie to „wycackany domeczek”, a „wycackany domeczek ze wspaniałymi okiennicami” 😀 Tylko ścianę z kominkiem na tarasie przesunę na skraj płyty betonowej tak by można było zamknąć drzwi na haczyk;) albo kłódkę. Tylko pan mąż jak zwykle sceptyczny.

Przepraszam za zaległości w pisaniu

Przepraszam za zaległości w pisaniu, póki co powstaje lista rzeczy, o których mam napisać dotyczących stodoły, a pod nawałem pracy nie mam kiedy zasiąść do badania tematów, które chcę poruszyć i edukowania się. Weekendowo (przy okazji Kwisonaliów 2010 r., tj. święta naszej mieściny) odwiedzę pielesze moje śliczne to może jeszcze więcej pomysłów do głowy powpada. Zamieszczam zdjęcia „tego i kogo” co absorbuje mój czas w niemal 100 % i przez co doba ma za mało godzin. Powód pierwszy to praca (jakoś trzeba zarobić na stodołę:)), pracuję od 7 rano praktycznie do 7 wieczorem, do tego w międzyczasie zajmuję się dziećmi. Od godz.21 wieczorem graficzna obróbka do pierwszej, czy drugiej w nocy, więc czytaczu jeżeli jesteś moim potencjalnym klientem, miej ciut wyrozumiałości.
Oto najładniejsza dziś książeczka spośród 20-stu, eh ledwo żyję. A pod nią zdjęcia moich pociech co są szczęściem moim nad szczęściami delektujących się niedzielnym jeszcze słońcem (a raczej cieniem;) ).



Lampa sufitowa

Ostatnio dowiedziałam się u geodety, że w tym tygodniu będzie mierzyć. Rozumiem, że ten miesiąc wcześniej miał na oswojenie się z myślą mojego zlecenia, a nie jak mówił wcześniej na papierkolandię;) Dobrze, że to wreszcie się w jakiś sposób ruszy:) A póki co wymyślam różne dziwactwa, w piątek 3 razy, na targu przechodziłam koło kulek rozsypanych wśród śmieci powystawkowych z Niemiec. Sprzedawca oczywiście dostrzegł moje zainteresowanie i pokazał mi 2 worki takich, siedziałam chyba pół godziny i przebierałam doprowadzając do białej gorączki małżonka użerającego się z naszymi bąblami. Efekt moich poszukiwań przedstawia poniższe zdjęcie.

Rąk do dziś dnia niczym nie mogę domyć, gdyż były całe w smarze. Te piękności pełniły rolę wykończenia ogrodzenia. Znajomy tylko je zobaczywszy powiedział, że zastosowanie na świeczkę, ja jednak mam inne plany, początkowo miała być to rzeźba o luźnej konstrukcji na komodzie, a teraz, widzę tylko i wyłącznie jedno zastosowanie, a mianowicie taka ekstrawagancja poza MAME, lampa z 3 żarówek… takie planetarium Szymona, z księżycami, zwis z antresoli w rogu pokoju u synka.

Po edycji:
Zarzucam jeszcze graficzkę do kompletu, można druknąć na canvas.

Projekt tarasu w stodole

Zasiadłam (Uwaga! Pierwszy raz!) do buszowania w archicadzie. Nie wiem czego ja się tak bałam zasiąść i wszystko w fotoshopie mazałam:) Bułka z masłem. Choć i tak, kosztowało mnie to kilka k..’cenzura’.., i 3 godziny z życiorysu:) Ale zrobiłam ten taras. Wprowadziłam okno witrynę nie do ziemi, ale… na takiej wysokości jak ta leżanka, by tam zrobić ławeczkę. I jeszcze jedna istotna zmiana… żadna skrzynka okienno-drzwiowa, żaden daszek nad 1/3 tarasu.

Nowym rozwiązaniem jest wcięcie okna stałego w bryłę budynku… aż samo się prosiło:) Teraz i daszek, i siedzisko, i moja prosta kompozycja tarasu zachowana i nienaruszona, wszystko to w symbiozie żywot będzie wiodło:) Kominek otwarty jest tylko atrapą dla grilla, żeby się nikt nie przyczepił do parametrów. Trochę mi tu szaro i smutno, ale… wydaje mi się, że zaraz za rurą zrobię barek drewniany i żeby nie było za pięknie: taaaka decha, DĘBOWA!(to jest warunek) nieociosana z kory, ale o pięknej prostej formie jak poniżej będzie materiałem do jego wykonania.

Do tego na całą murowaną leżankę do wyboru:
– stelaż drewniany tj. owa decha DĘBOWA, ale heblowana, lakierowana oczywiście co by drzazga nie została to tu to tam
– lub dla wygodnickich tapicerka z pianki po całej długości, z grubej bawełny, ściągana by można było prać. Do kompletu ze 3 poduchy na parapet pod daszek mocowane na haki na witrynę okienną, takie jak ta tapicerka.

Nie zrobiłam daszka na kominie za co przepraszam i komin nie jest w odpowiednim miejscu, za co też przepraszam, ale zrobiłam go „belką”. Muszę się dokształcić, pościągać trochę tutoriali… tylko kiedy, jak doba ma tylko 24 godziny, a 3 etaty w domu są dość absorbujące…

Wracając do tematu, jedyne co bym zmieniła teraz, jak tak sobie patrzę, to poziom tarasu… wydaje mi się, że lepiej będzie „wbić” go w ziemię wyrównując jego poziom z trawą!… tak będzie świetnie:) A ta ścieżka wzdłuż ściany budynku co to ją z kamoli zrobiłam w rzeczywistości będzie z ciemnego żwiru i będzie to ścieżka od garażu.

To wcięcie spowoduje małą reorganizację IDEALNEGO, już wcześniej zaplanowanego przedpokoju… ale coś za coś, eh.