-„Oci..aś, chcesz wpoić dzieciom tą swoją moroczność…, zrób im normalnie, panele, szafke ze strychu”
-:D.Psssyt. !

Taki mały dialog, a ubarwił mi dzień:))Mam skłonność w robieniu na przekór:)) Pogłaskałam sobie moją śliczną glinę na ścianach, pozalepiałam, gdzie popękało, jeszcze raz upewniłam się w próbkach farby na płytach, Snikers pilnował celmy wolał jej wibrujące piski od petard na dziki:). Został mi tylko weekend przed stocznią:))) Znów znikam. Chyba weszło mi to w krew:).

a1

a2

Bocian odwiedził włości. Czatował z godzinę i się chyba rozmyślił:)
Zrobiłam próbkę tynku, do białej się nie dokopałam jest gdzieś na poziomie fundamentów. Jeszcze na kamiennej muszę przetestować i można lepić po płaszczyźnie.

s1

s2

s3

Padało może 2 godziny, pobiegłam do sąsiadki na dole jak zobaczyłam, że w sadzie u mamy, na stosunkowo płaskim terenie robi się jezioro, a odcinek drogi wjazdowej odpłyną. Zbiegło się jeszcze kilku sąsiadów, gołymi rękami rwaliśmy darninę, zmienialiśmy bieg „rzeki”, podjechał sąsiad stodoły na rowerze.
-a myślisz że u ciebie jest lepiej… .
Ocknęłam się, no tak… Stodoła! Raz dwa.. liczyłam ile jest osób.
-to,…to ja idę..
W życiu tak szybko nie biegłam.
Ojciec i pan Heniu bezradnie machali szpadlami zwalając ziemię, żeby zatamować choć jeden bieg. Łapałam muldy ziemi, które się rozpadały. Płyty, mam płyty, pobiegłam.. Człowiek nie myśli co robi. Wyłowiłam je ze stodoły, kątem oka popatrzyłam tylko na kanapę Patusi, której nóg nie było widać spod wody. Ustawiliśmy tamę. Jak zbiegałam po wybroczynach mojej niegdysiejszej drogi dojazdowej poryczałam się, jak głupia, a myślałam, że zapomniałam już jak to się robi. Zawróciłam.
Powoli poszłam w stronę piwnicy. Wody było po okienka.. i tak się teraz zastanawiam czy przypadkiem jestem normalną osobą. Stałam chwilę patrząc na tą wodę i zaczęłam się śmiać. Pomyślałam, co ty robisz kretynko. Jak bardzo to pomogło:) Udzieliło się wszystkim. Deszcz zelżał rzeka przez stodołę płyneła dalej. Dzieci zostały z mamą bezpieczne, więc tak na prawdę nic się nie stało, całkowicie nic:)) Wyniosłam z Krzyśkiem tylko kanapę Patusi na górę, reszta mebli, które nazwoziłam dzieciom zostało. Przestało padać. Rzekę zatrzymaliśmy. Woda drenami spłynęła z przyszłego garażu i kotłowni. Piwnicy pomagali strażacy po interwencji burmistrza, który przyjechał ze sztabem kryzysowym w postaci WDP:D. OSP przyjechała wieczorem jak ogarnęli pozostałe budynki.
-przecież to gospodarczy, może poczekać do jutra
-nie proszę pana, to już nie jest gospodarczy

Dopiero jak robiłam zdjęcia później, zobaczyłam, że jestem w klapkach:)
Elektryk… tak miał już być tylko czekał na ścianki, zamiast stawiać owe trafiłam wreszcie na dobrego stolarza, i w komitywie z nim właściciela cnc oraz tapicera.
-czemu nie ma was w internecie? (pytałam jak odwiedzałam każdego z nich przy okazji omawiania aktalnego projektu który właśnie będzie się materializował)
-:)))bo my nie robimy na Polskę:D, ale małe zlecenie możemy przyjąć. Problem? Jaki problem?

Pomimo tego że palcem nie tknęłam na swojej budowie z lekkim poczuciem winy (bo do września muszę skończyć), ten tydzień obudził mnie z jakiegoś dziwnego letargu.
„Czas”, czas to „produkt” luksusowy. Przez weekend zapomnę mam nadzieję że istnieje. Znikam. Choć na te parę chwil:)))))))
Miłego.
20160727_110128[1]

DSC_0538

:DJednak nie koniec wakacji:))) ->Bielawa
I cóż, pisałam kiedyś, że urządzam casting na sąsiadów na górce koło Stodoły: rodzina z dziećmi rybkami itd…:) czy mają rybkę nie wiem, ale zadurzyła się pewna rodzina w widoku z mojej nartogórki, trójka dzieci, psy, koty, chabi chic straszy z okien;)) i płot na 2 metry:). Cieszę się bardzo pomimo tej siatki:) Przybyli ze Śląska.
Stodoła też na parę lat zniknie za ogrodzeniem, jakoś przeboleję, bo stała się elementem projektu z NFOŚ. Słupki już wkopane. Teren zamknięty:/ (fuj, brrrr- tu rozmawiam ze sobą, przymykam oczy jak tam idę i udaję że nie widzę. Oj. Wieeeeelkie ustępstwo z mojej strony, nie jedno jak się okazuje. Już „po” rozbiorę choćby śrubokrętem).
my

A to imieniowo Krzysztofom:);), bo tak dudni 2 dzień w głowie;) co tylko ja mam cierpieć:D Wszystkiego dobrego

Z awersją do laptopa

Chlip chlip, po wakacjach (z pomidorem w roli głównej:))Jak tu znów przywyknąć do prozy
ściany-stawiać, „projekty”-odpukać, wnioski-pisać, uśmiechać się-ładnie i się nie garbić.
Dziś było pierwsze palenie w kozie trzeba zrobić zapasy na zimę, upolować jelenia;) Dobra dosyć głupot.
zbiorowe male
Coś się zmieniło. Nienawidzę tego co stwarzało mi największą przyjemność. Tylko co teraz…?

W maju smakowaliśmy rzeki, latem polujemy na komary nad jeziorami. Szkoda, że dopiero wieczorami, dzieci jeszcze nie witały jeziora ze świtem, muszę tylko wygrzebać ze strychu namiot.
Sad ogarnięty w miarę możliwości przy najwyższych obrotach siły rąk ludzkich i logistyki przedsięwzięcia. Projekt. Tak. Potwierdza się, jak mało istotny jest to element układanki. Po 3 latach milczenia pojawił się mój brat i zaraz zniknął. Co mogę powiedzieć. Nic się nie zmieniło. Pewne rzeczy wracają stojąc cierniem, tylko dlatego, że były, są i prawdopodobnie będą przemilczane. Brakuje mi szczerych uśmiechów, mówienia wprost tego co się myśli. Sama też mam opory, największe w stosunku do osób, na których zależy mi bardziej niż na czym kolwiek innym.
W Olesznej Podgórskiej roi się od stodół jak moja, jest też piękny maleńki szachulec. Ostatnie zdjęcie obiektów to stary szlecik w Mirsku. Tak. Podoba mi się forma …kibla:)
Trafiłam ostatnio do Pławnej, tej od Arki Noego:/, stary bazaltowy dworzec, będą go wtapiać w infrastrukturę turystyczną miejscowości z restauracją i sklepem. Działania jakich wiele ze zmianą spółkopolityki PKP, u nas zrobili elewacje, a wewnątrz butwieje, tak samo jak życie kulturalne miasta Gryfowa, choć GOK robi co może, nie powstają nowe stowarzyszenia młodzieży, może widzą jak ma pod górkę z włodarzami istniejące;)
20160523_163758

20160523_164617

20160523_163929

20160523_165432

20160627_125523

20160618_124823

20160523_212003

20160711_203011

Dom Samotnej Matki

b1a
Wracając do Pobiednej. Jesteście tu z okolicy, podjedźcie zamiast bezczynnie patrzeć się w sufit, każda poświęcona godzina jest więcej warta niż rzucanie na prawo i lewo słów poparcia. Pomijam żenujące subiektywne oceny anonimowych osób które są dowodem na to jak niski poziom empatii, czy chociażby kultury osobistej pobłyskuje w naszym kochanym społeczeństwie. Na szczęście jest grono ludzi z dobrym sercem: http://lwowecki.info/pl/3310/58/c/mieszkancy-lwowka-sl–wsparli-potrzebujacych.html . I nawet jeśli już mamy taki sposób bycia, że lubimy szufladkować, pochylmy się w stronę dzieci, które pomieszkują w braku poczucia gruntu pod nogami, pomóżmy „Im”, dzieci od niemalże noworodków po 13 lat, nie zliczyłam wszystkich, część nie wychodziła z obiektu, latało po dworze z 15ścioro.
Lista potrzeb placówki wymieniona została w ostatniej notce w linku pod wpisem.
Po rozmowie z dyrektorką wyszły inne problemy w bliższych mi dziedzinach:) Trzeba zająć się remontem i modernizacją.
O tyle ile wnętrza ruszyliśmy, o tyle ze stołówką mamy problem. Studenci WSH w ramach semestru zaprojektują pokoje, najbardziej funkcjonalne zostaną zrealizowane. Wykonawcą każdego pokoju będzie inna stolarnia z okolicy. Jest 11 pokoi. Czasem w jednym pokoju jest matka z 4 dzieci. Pokoje to zlepek mebli i materace jeden na drugim. Dzięki pomocy Pani doktor Agnieszki Włostowskiej z mojej niegdysiejszej uczelni, która zgodziła się na udział w przedsięwzięciu jako koordynator tej części te pokoje mają szanse być bardziej funkcjonalne i przyjemne w odbiorze estetycznym.
Stołówka wymaga przedstawienia projektu koncepcyjnego zgodnie ze standardami. Sponsorzy którzy robili dach deklarowali że mogą ewentualnie pomyśleć o wnętrzu i trochę o elewacji. Oczekują jednak przedstawienia pełnego kosztorysu. Pisałam na politechniki i do znajomych architektów. Wszyscy zarobieni po uszy. Jak napisałam że obiekt jest niewielki i że jest idealny do zdobywania praktyki (bo potrzebna jest tylko koncepcja) oraz konfrontacji pomysłów z budżetem usłyszałam, że to nie realne, bo studenci to lenie, a nikomu nie chce się ich sprawdzać, mój promotor napisał, że ostatnio student powiedział, że nie zrobił prezentacji bo wypadły mu święta wielkiej nocy:D. Także apeluję tutaj, jeśli nikt się nie znajdzie będę musiała sama, ale nie mam doświadczenia, nawet nikomu bym głowy nie zawracała, technologie kuchni, sanepidy, rzeczoznawców i stołówkę mogę ogarnąć. Jakby ktoś był skory z kosztorysem, elewacjami drenażami proszę napisać.
Obiekt jest wolno stojącym budynkiem, ma wymieniony dach, przydałby się taras lub ogród zimowy, albo nawet łącznik budynków, remont sali konsumpcyjnej i nowa technologia kuchni, część kwasiaków jest. Projekt elewacji, schodów, bo nie spełniają norm oraz drenaż. To ma być tylko do wglądu sponsorów, którzy na podstawie tego postarają się o zezwolenia itd.
b2a

b3a

b4a
Sad żyje!!!:)) poza częścią jednego krzewu porzeczki, pare badylów zmarzło, czekać trzeba aż wypełni się ludźmi:) Teraz w maju wreszcie robimy te ścieżki i skwerki bo pogoda się z nami droczy. A i hotel dla zapylających i galerię zewnętrzną wśród drzewek;)
b5a
Widziałam:)) widziałam wewnątrz mój obiekt westchnień i jeszcze bardziej się zakochałam. Wczoraj jak wracałam z dziećmi z miasta pierwszy raz widziałam drzwi otwarte. Myk, wjechałam na wariata na parking. Podejrzałam zanim trzaśnięto mi drzwiami przed nosem. Nie wiem co tam robią, że tak bardzo strzeżone są te wnętrza, widziałam odsłonięty strop łukowy z cegły wylane na nowo posadzki betonowe, piękna otwarta przestrzeń granitowo stalowe słupy i pomiędzy nimi poustawiane auta.
Ogólnie rzecz biorąc, dość zrozumiałe, co jakaś wścibska lala węszy po czyjejś własności;)
b6a
„Na sprzedaż”, ukryty przy stacji kolejowej w Gryfowie. Za płotem GOK, córka poleciała na taniec nowoczesny, mają występ na scenie w Kwisonalia. Oj jak korciło przeskoczyć ogrodzenie. Telefonem łapałam klatka po klatce, po centymetrze.
-Podoba się Pani?
-Owszem.
-Wyceniałam. Rzeczoznawca z Jeleniej Góry, 300 tys.
-Dzwoniłam na ten numer, nikt nie odbierał.
-Może spałam.
-Jak jest ogrzewany?Pokoje?
-8 pokoi, centralne. Wie Pani to nie jest zwykły dom. Jest w nim energia. Przychodzą do mnie duchy.
-Proszę wybaczyć moją minę, jestem sceptyczna, nie wierzę, ale nie neguję.
-Nie szkodzi. Nikt nie wierzy.
-Patrzyłam na Panią przez okno. Dobrze wiem co Pani siedzi w głowie.
-Tak?:) A co takiego?
-Pani szuka.
-Nie, to tylko ciekawość, nie chcę go kupić, nie stać mnie, ale to prawda bardzo mi się podoba, i jego usytuowanie, i działka.
-Nie mówię o tym. Wierzy Pani w przeznaczenie?
-Mówiłam że nie wierzę, w nic nie wierzę( tylko „w tu i teraz” ale utknęło mi w gardle) . A na pewno nie w przeznaczenie. Może ewentualnie w przyciąganie pierwiastków.
-Nie wie Pani co w stanie jest znieść człowiek. Mieszkałam po lasach jak miałam 6 lat. Z pod Rzeszowa jestem.
-co Panią tu przywiało?
-Nie będę się rozwodzić, bo Pani nie wierzy:)
-może zacznę:)
W ciągu 30 minut poznałam historię starszej Pani po 80ce. Słuchałam, lubię słuchać „barwnych” historii. Ile w nich prawdy:) po co komu to wiedzieć. Fascynujące jest jak obrazotwórcze potrafią one być. Doświadczając ludzi, można sobie uświadomić jak mało się jeszcze wie o ich naturze. Nie przytoczę tej opowieści:) To będzie mój skarb. Dowiedziałam się o tej Pani ciut więcej. Ponoć gnębi księży w parafii. A dom? Tak, faktycznie bije z niego jakaś dziwna energia;)
Dygresja: tak sentumentalnie. Moja babcia: robiła kogiel mogiel, jedliśmy wszyscy jedną łyżeczką, męczyła mnie tabliczką mnożenia pod gruszą, była mądrą kobietą. Zachorowała. Zanim stała się rośliną, snuła. Jedną historie zapamiętałam. Była tak bzdurna i nieprawdziwa. Byłam wtedy zła na babcie. Zła, tak to dobre określenie, bo ona wierzyła w to co mówi, ona to widziała w swojej głowie. Byłam dzieckiem, coraz rzadziej odwiedzałam babcie. Złość mi przeszła dość szybko. Tak od tamtej pory chyba lubię słuchać.

b7a
Czy mówiłam już że nie wyobrażamy sobie życia w mieście:)))

A tu coś na obudzenie:

przyjemnych doznań i masy energii do działań wszelakich.

Pobiedna

Nie życzę nikomu znaleźć się w takiej sytuacji, gdzie nie ma się nikogo na tym świecie, gdzie będąc w bagnie w końcu znajdzie się w sobie tyle siły by z tego bagna wyjść, tylko nie ma się gdzie podziać, nie ma mamusi czy tatusia którzy podetrą nosek i staną murem za swoim dzieckiem. I nie ważne czy jest to kobieta, czy mężczyzna. Są takie sytuacje, są takie schematy… Są ale życie zależy od nas. Nie będę tu używać kolokwializmów, bo historii jest tyle ile ludzi. Jeśli jednak życie przewróci się do góry nogami to taka placówka jak dom dla samotnej matki, która niesie pomoc kobietom w trudnej sytuacji życiowej jest czasem ostatnią deską ratunku, kiedy muszą uciekać przed przemocą domową, przed ciągłym słuchaniem, jaką to jest się szmatą i nieudacznikiem. Placówka pomaga kobietom, a ośrodki dla mężczyzn? Nie? Bo niby są silniejsi od kobiet. Nie są. Ale to temat na inną notkę. Dlaczego dla kobiet? Dzieci zostają przy matce, tak to zwykle bywa. To właśnie dzieci najbardziej cierpią na tym co dzieje się w świecie dorosłych. Kobiety które trafiły do ośrodka miały trudne życie. A jak czyta się komentarze tego typu krew się gotuje. Jakim tępym trzeba być stworzeniem by napisać coś takiego.
Dobrej nocy wszystkim.

http://www.jelonka.com/news,single,init,article,62655

Odwiedzając powiat w sprawie tablicy informacyjnej, którą zaraz trzeba wbetonować przy sadzie zawitałam do geodezji. Procedura przekazania działki z sadem przez skarb państwa dla gminy jest w toku:) Potem przez gminę dla sołectwa. Z Lemurem nie zdążymy w tym roku. Sam projekt świetlicy musiał by być wykonany wraz z pakietem certyfikatów do grudnia tego roku i uzyskać również pozwolenie na budowę, a nie możemy wnioskować o warunki zabudowy. Tak więc czekamy. Byle tylko ktoś po drodze z szanownych radnych nie wpadł na pomysł, że działkę sprzedadzą na wkład własny wymagany w ZITj do strefy ekonomicznej na tym się skupiły władze w tym roku i nawet obiecywany remont oświetlenia drogi naszej wsi nie wchodzi w grę. Pilnujemy.
Byłam ponaglić w sprawie przepustów w wydziale dróg
„nie, nie musi pisać Pani kolejnego pisma, zrobimy na wiosnę…”
Jak nie muszę? Jasne że muszę:D

Dzieci moje narysowały sobie projekty ich domków z gliny..chyba mamy już nie mogły słuchać:D Dałam im wytyczne:
każdy po izdebce
wbudowane w skarpę
połączone tunelem
teraz mądra mamusiu realizuj plany dzieci:D pamiętaj tunel jest …pod ziemią:)

Ile komarów ubiliście w tym roku ja dwa. Śniadanie można jeść już na dworze, tak zaczynamy dzień, latem w ogóle nie jemy w domu babci, no chyba, że pada. W tym miejscu dosięgamy gór, tylko ostatnimi czasy wyrósł taki oto „grzybek” i zasłonił nam widok na Śnieżkę. Niech tylko ziemia rozmarznie, czekają inne rzeczy do zrobienia.
wiosna