Biur-ko

Ładne? Biuro (za wielkie słowo) otwieram jesienią, toczę boje, póki co jest 1:1 bo wycieli mi grzejniki, ale będę mieć barwiony w masie beton zamiast gresu z Mrówki. Właściciel bardzo chce „standaryzacji” pomieszczenia, bardzo dotkliwej dla mojego pojmowania estetyki

b1

b2

b3

W sobotę był pokaz „Wnętrza do noszenia” w Arsenale w Noc Muzeów, przedstawiam mój projekt:”audytorium chemii”, i dziękuję modelce Oli za przetrwanie śrub i ciasnych butów, dzielna dziewczyna:), takie wyobcowane trochę to ubranko było wśród filiżanek, lamp i umywalek, ale takie samo jest owe miejsce;) W niedziele po 3 godzinach snu i 3 godzinach powrotu do domu bez powietrza uciekłam nad jezioro nieprzytomna, Karłowice ożyły, jeszcze rok temu miejsce zapomniane umierało śmiercią tragiczną,… ktoś zainwestował. Pięknie tam.

nm3

A w górach śnieg

Ku przestrodze: przypominam o istnieniu kremu z filtrem. Kicior zapomniała i teraz bez maślanki nie podchodzić do mojego tylnego korpusu.

Studzienek wczoraj nie robiłam, bo muszę zrobić nie jedną, a wszystkie, czyli 4 techniczne i jedną głębinową. Wpadłam jedną nogą w rozsączającą i zbierającą nadmiar od głębinowej, bo zapomniałam o jej istnieniu. Skończyło się więc na czyszczeniu studzienek ze szczurów i innych nieżyjątek.

Załatwione pokrzywy. Wszystkie 3 centymetrowe cholerstwa opryskałam, nie jadam swoich wrogów:). Jeżyny wypalone, bo tego dziadostwa niczym nie dało się ruszyć. Stodoła bogatsza o 3 orzechy, vis-à-vis okien i tarasu. Mam plan (jak zwykle) jak podrosną, o ile zadomowią się na tej gliniastej glebie, zrobić z nich taraso-siedzisko, zadaszone liśćmi, kontynuacja tego wyłożonego cegłą. Aaa i Patka ma swoje marchewkowe pole:) Nieduże, raptem 2 na 2. Marcheweczka otoczona nornicami i leśnymi zwierzami, nie ogrodzona. Tu liczy się prawo dżungli, tylko najsilniejsze doczekają się zupy;)

Stodoła puszcza do Was zalotne słoneczne oczko, trzepocze rzęsami. W przed majówkowy tydzień znów do niej jadę.

Plan:

  1. Studzienki. To już będzie poważna budowa, zwłaszcza jeśli chodzi o kołnierz głębinowej. Ja chcę porządnie wymurować, a współposiadacz się upiera przy prowizorkach, ale ja się nie dam:)
  2. Taczka i wszelkie kamole. W tym kilka pokaźnych bazaltów oraz cegły które wygrabiłam wczoraj na podjazd i ‚murek’ oporowy.
  3. Odchwaszczanie. Drugie podejście. Tyle starczy.

a1

a2

a3

a4

I muzyczka, przyjemności czerpania z kończącego się tygodnia, a zaczynającej się pory letniej. Pozdrawiam.

Wiosna

Nie wyobrażam sobie, że mogłabym przestać projektować. Robię to, ale nic nie wcielam w życie. Wbił mi ktoś („ktoś” mi kiedyś bliski) szpilę wypominając ów fakt. Zabolało i boli dalej. Kataloguję znaleziska z sieci, całe opasłe katalogi moich wątpliwości i nie mam z kim ich skonsultować.

Do Stodoły jadę w środę. Trzeba poświęcić jej trochę uwagi, wyszorować z mchu północną ścianę, trochę potraktować cegłę chemią, zrobić tą studzienkę dla pompy. Bardzo, bardzo potrzebuję kontaktu z materiałem. Nic nie pozwala tak psychicznie odpocząć. Wystarczy jeden dzień. O, i jeszcze jedno. Wiem, że da się żyć w mieście, nauczyć się jego rytmu. Wszystko się da. Jednak nie tym dla których dom nie kończył się w czterech ścianach, a chowały go topolowe i mieszane lasy, stawy sąsiada, sady, łąki i pola, i widnokręgi niezliczone, inne o każdej porze dnia. Moim biednym dzieciom funduję to doraźnie i myślałam, że tak bardzo im nie przeszkadza jak mi, taki stan rzeczy, ale wczoraj jak wróciłam ze szkoły dostałam od córki list błagalny, taki rysunek na jakimś świstku papieru. Ona domem nie nazywa mieszkania gdzie w jakiś sposób próbujemy funkcjonować mnożąc jego funkcje. Ona domem nazywa Stodołę. Bo stodoła nie jest tylko budynkiem, ona jest sposobem życia.
111

Plan działania

Dość gorzkich żali. Pierdoły. Jak śmiałam. Kicia wróć do pionu. Oj, potrzeba mi kogoś kto mną potrząśnie na opamiętanie.

Plan. Do piątku makieta domu. Do przyszłej soboty też ogrodu i 2 projekty, choć chyba nie zdążę dwóch na raz, może plansze. Po drodze: w ten piątek Maćków w Domarze, do środy wniosek do UP. Na początek wystarczy. Zamknąć się muszę w 3 tygodniach. Koniec planu. Ksiąg nie liczę bo to dzienny standard w przededniu Komunii. Kurcze, zapomniałam o nocy muzeów, na to 3 dni max.

Nazbierałam dziś „coś:)” nad jeziorem do makiety ogrodu. Wysuszę, pokruszę ma pył i będzie trawa w skali 1:100. Do UP, bo kupuję maszynę do grawerki, a to ostatni rok dotacji. Potrzebuję 20 tys. Taaak. Nie ma czasu na pierdoły. Za dwa tygodnie prywatny animator (Katarzyna) zorganizował wypad do stadniny. Nawet nie wiem gdzie, gdzieś na pogórzu. Dzieciaki będą latać z wędkami i jeździć na konikach, a ja, a raczej my, dziewczyny jak wino, co z wiekiem zyskujemy na wartości;) żegnamy nasze ostatnie 20ścia. Tak, rocznik 1984. Byle bez śniegu, nasza banda dzieciata i z 8 osób zrobiło się 13:)

I jeszcze na koniec pioseneczka:

W gruncie rzeczy

Woda, żywioł mój ulubiony. A tu, dobiera się do mojej stodoły. Niedobra. Drżą mi dłonie za każdym razem kiedy wchodzę po tych skrzypiących schodach sprawdzić plombę, którą założyłam na pęknięciu budynku jeszcze latem…

Wysadziło posadzkę. Nową pompę wożę w bagażniku, czeka na plusowe temperatury. Jakiś czas temu liczyłam, że uda mi się wymurować studzienkę na święta. Już po i bardzo trudno będzie mi zorganizować czas, żeby to zrobić. Nawet jak już rekordowo dobije do tych 6 na plusie.

PS. Lekarstwo na drżące dłonie:) kilometr pręta nagwintowanego na końcach odcinków plus nakrętki, plus osoba która (przy)trzymałaby drugi koniec. I mogłabym spać spokojnie.

A ostatnie zdjęcie, ojciec mój namalował dla złodziei pomp, którzy nożem tną kabel pod napięciem, żeby się zastanowili dwa razy ;)

p1

p2

p3

p4

p5

p6

p7

p8

p9

p10

Tarbud 2013

W drodze pomyślałam, że jak tylko znajdę jakieś nowości zaraz je tu poopisuję, ale nowości jak na lekarstwo, a raczej nowości w ofercie danych marek, a nie w rozumieniu nowości branżowych.

Na zdjęciu tylko tyle (poza opasłymi tomiskami katalogów i ulotek) ile udało mi się wyrwać wystawcom. Alternatywy dwie. Pianka zamiast płyt G-K do suchej zabudowy. Druga to mata, alternatywa dla folii w płynie. Wychodzi drożej, ale kładzie się tam gdzie ważny jest czas, a czasem tak bywa. Mam jeszcze 2 rodzaje „zacisków” dla glazurników – do grzybków potrzebny dodatkowy pistolet. Była firma od zabudowy balkonów, która mnie pogoniła jak się dowiedziała, że nie mam balkonu, ponieważ oni tu są tylko po to by zebrać zamówienia:).

A teraz o poważnych rzeczach, cała przekrojówka do eko budowania, okna i pcv z aluminiowymi nakładkami, i te drewniano-aluminiowe, i drzwi wypchane po brzegi pianką, uzbrojone w uszczelki. O ile przyjemniej oglądać to wszystko na żywo. I dalej, keramzytowe prefabrykaty domków albo płyty 3-warstwowe 10-25 cm, blacha płaska na dach z warstwą wyciszenia:) 70 zł m kw. Gabiony z przęseł ogrodzeniowych, stawy kąpielowe zamiast basenów, itd. Pięć stanowisk z pianką natryskową, z tym jedno szczególne:) (a pamiętam te czasy kiedy to, wspomniawszy te parę lat temu czym chcę dach ocieplić każdy pukał się w czoło). Na owym stoisku była także żywica na szczeliny, pęknięcia. Ciekawa jestem czy mogę jej użyć zamiast klamrowania jakie zalecił mi mój ulubiony architekt w projekcie. To chyba wymaga konsultacji z kierownikiem budowy:) Kiedyś widziałam jak żywicą pokrywają całe płaszczyzny ścian, lub najbardziej narażone na pęknięcia miejsca, tam gdzie występują trzęsienia ziemi. Przeprowadzali symulacje, także zabezpieczenia i aplikowano w pęknięciach już uszkodzonych zabudowań, a dopiero na targach mnie olśniło.

A co mnie jeszcze zaciekawiło na Tarbudzie:

  • Pewna firma z Czech od podłóg drewnianych, mająca w ofercie dechy warstwowo klejone 30×30 o wyglądzie parkietu przemysłowego kostki 10×10. Oj, jak ja go lubię. Tylko produkt na zamówienie i trzeba długo czekać, i tak naprawdę dopiero na targach badali polski rynek;
  • Były drzwi łazienkowe (oczywiście z pianką), ogólnie wewnętrzne bezościeżnicowe na wysokość w standardzie 260 cm z całkowicie dowolnym wykończeniem od płytek po fototapety;
  • Nie było… praktycznie nic z oświetlenia. Nie wiem dlaczego. Systemowe oświetlenie powoduje u mnie ślinotok.

Nie chce nikomu u mnie na blogu robić reklamy dlatego nie wymieniam nazw firm, ale jak kogoś coś zaciekawiło niech mi napisze na maila, przybliżę szczegóły.

targi

Migawka ze stodoły

Zdjęcie z wczoraj. Woda w locie zamarza, włosy pokrywają się szronem po 20-stu minutach.

Ja wyposażyłam się w kolejną porcję randapu. Do zastosowania kiedy tylko drugi (a może i trzeci) śnieg stopnieje. A pamiętam jak nie raz na wielkanocny poniedziałek kąpałam się w stawach, nie koniecznie z własnej woli (pozdrowienia dla chłopców z sąsiedztwa:) ).

Dalej, zrobiłam sobie już projekt wędzarni. Mała na 2 „kondygnacje”:) Pierwsza to półka, druga 4 druty. I wymyśliłam jak zabetonować pompę, żeby żadne bydle mi jej znów nie ukradło. Operacja ściśle tajna, poza internet nie wyjdzie. W piwnicy mam 10 cm wody, a właściwie teraz jest tam lodowisko:). Konieczności pompy nie wyeliminuje mi drenaż strony południowej budynku, trzeba nauczyć się z nią żyć.

stod

Była i zniknęła

Właściwie to zatynkowałam. Raz się nauczyłam i teraz hurtowo trzaskam;) Nie obyło się bez nerwów, gdyż ściankę co to stoi w miejscu drzwi trzeba było wyrównać z warstwą tynku. I tak na zmianę z siostrą zarzuciłyśmy tynk. Ale tynk ręczny, nie maszynowy (brrr, co za badziewie). Oj, nawyzywałam bogu ducha winną masę. Ale dziś po pierwsze: wyposażona w sprzęt – wiertareczka z prawdziwego zdarzenia, mieszadełko i ołówek, co to dojechał później. Po drugie: cudownie „uziarniony” tynk maszynowy. Masa przyjemności. Poważnie. To tak jak z pływaniem w jeziorze (na żabkę, bo tylko tak umiem). Ścianka schnie i z rozpędu zrobiłam nim też takie coś w sypialni i jeszcze inne coś na korytarzu. Wrzucę jak będzie dzienne światło, bo teraz nic nie widać.

Beton komórkowy

Ściankę (mini) zrobiłam, pierwszą. Na wylewce (mini), także pierwszej. Czego by tu jeszcze spróbować (w życiu)? Mała wprawka przed wiosną. Zrobię tą moją wymarzoną wędzarnię i może wezmę się wreszcie za ścianę w stodole.

PS. Proszę nie umieszczać nigdzie jako anty przykładu wykonania. Świadoma jestem swoich błędów:)) Trochę inaczej to wygląda jak człowiek czyta, ale jak już weźmie ten młotek… A, i już wiem jak ta siatka się nazywa, bo ilekroć tłumaczyłam sprzedawcom o co mi chodzi robili duże oczy. Ta siatka z blachy to rapica.

siatka