Został równy tydzień do naboru wniosków. A ja musze jakoś obejść przepisy.
Chcę prowadzić działalność usługową. Do tych usług potrzebne mi pomieszczenie do przechowywania sprzętu i na siedzibę (nie mogę mieć innej, skala punktowania wniosku).
Dysponuję, stodołą oczywiście.
Fakty:
-nie ma planu zagospodarowania przestrzennego w tej miejscowości
-mam warunki zabudowy z 2011, ale tylko na f. mieszkalną, mam rozpoczętą budowę z wbitym tzw. szpadlem, a ja potrzebuję mieć w WZ działalność mieszkalno-usługową.
– nie planuję robić z obiektem nic co:
*wymaga pozwolenia na budowę
*zgłoszenia w gmninie robót,
-musze złożyć w starostwie „wniosek o zmiane sposobu użytkowania”, pomimo iż użytkowania faktycznie nie zmieniam, poza faktem tzw. zaistnienia „biura”, siedziby, gdzie działalność będzie jednoosobowa, odpada ppoż sanepidy itd.
Obiekt jak służył jako budynek gospodarczy(wg def. mieszkniówka) tak dalej będzie służył do przechowywania sprzetów, w taki sam sposób (ale tu już działalność gospodarcza)

1. Jak wygaszę pierwszą decyzję o WZ, co automatycznie dzieje się z moim projektem budowlanym budynku i rozpoczętą budową? Nie minął okres przedawnienia w związku z zostawieniem tematu „domu ze stodoły”. W pierwotnym projekcie parter był niewykorzystaną przestrzenią i dałam ciała nie wpisując z góry usług we wniosku o WZ.
2. Zgłoszenie zmiany sposobu użytkowania wymaga ode mnie WZ- z dopuszczeniem „usług” od gminy.
3. Mogę jakoś to obejść w świetle prawa? Chcę wypożyczać sprzęt rekreacyjny z dowozem + nazwę to: animacja czasu na tym sprzęcie na wyznaczonych trasach i miejscach, tak więc budynek służyć ma mi tylko jako magazyn.

Ratunku

Z pełnymi gaciami ze strachu Kicior i trzech chłopa zabierali się od 2 tygodni za usunięcie gniazda:D, wyposażyliśmy się w sprey na szerszenie, na wszelki wypadek, bo przecież dziady mogą się obudzić:D, długi kij 5 m długości i inne akcesoria:D :))) Robiliśmy 3 razy przyczajówkę. W końcu przyjechały posiłki, zdenerwowały się, wstały z krzesła, poszły na strych i puknęły gniazdo, wisiało u kalenicy. A że było…puste, wziełam sobie na pamiątkę naszej głupoty:)))Uciekając w te pędy z tym cudem natury pod pachą, bo chciano do pieca wyrzucić. Rozebrałam troche na części pierwsze. Napawałam się bitą godzinę, dzielę się więc:))

Czasem znieczulam się sprawdzając wytrzymałość stropów własnym ciężarem, albo skaczę po belkach. Gdy staję się cieniem, gdy wchodzę do piwnic budynków grożących zawaleniem, brodząc w wodzie po kostki, albo dotykam kalenic chłonąc widoki przez brakujące dachówki. Kiedy wita mnie historia zapisana w każdym kącie, i bawię się w jej rozszyfrowywanie, bez skrupułów.
Znieczulam, wchodząc po skałach z moim lękiem wysokości, nie patrząc za siebie (nie stać mnie na latanie w wyniku utraty przyczepności, w końcu mam dzieci). Powtarzam tylko wejdę, ale tylko w chwili zwątpienia. Stawiając sobie cel znika wszystko, znika cały świat, kocham to uczucie, nic temu nie dorówna, nie czuje się bólu, nie docierają żadne dźwięki i nie ma czegoś takiego jak strach. Strach bywa przed i jeśli zaczyna dyktować warunki jest się na straconej pozycji.

Życie tu to jak kostka cukru na dziurze w zębie, chyba współmiernie dostarcza przyjemności. Dziurę załatać, tyle to chyba potrafię, za cukrem nie przepadam, wolę wszystkie pozostałe smaki
edit. edit co ja właściwie chcę powiedzieć. Blog nie o tym. A o czym. Weterynarz zabił mi jaszczurkę. Nie jakąś tam jaszczurkę, moją jaszczurkę. Wnioski z LGD na wrzesień przełożono, dobrze, ale plan znów się zmienia, z przetwórni soków mętnych klepniętej przez sanepid (bo to już 5-ty projekt, 5-ta branża, 5-ty kompletny wniosek o dofinansowanie, była też winnica i Cyderek:)). Budowa. Tak. A i jeszcze, mam nową budę, w prezencie od centrali, za zasługi. I właściwie mam wszystko, wszystko co jest wynikiem racjonalizowania. Właśnie tego… umiaru, umiaru nawet w dawkowaniu powietrza. Mamo to wszystko dla Ciebie. I tak dawkuję siebie w strzępach. Nie ma mnie takiej jak kiedyś, i nie będzie. A chciałam wszystkiego co jest niemożliwe. TYLKO tego co jest niemożliwe. Dalej tego chcę tylko po cichu i robie sobie atrape mieszkania, yhym …domu?. Dom to ludzie nie cztery ściany dach i fundamenty. Dom to więzi. Ja mam swój dom. Walcze o niego ze wszystkich moich sił, tworząc scenografie wygody, a właściwie tego co za wygode uznaje środowisko w jakim przyszło mi żyć.

Zdjęcie, taki powidok, po buchnięciu powietrza, jego tężyzny, zapachu, światła i tego jak pracowało to sobie z kurzem kiedy zburzyłam ciszę

Wernaku…kula…lar…nie. Nie.

Kto uratuje numer 8? Nawet zagrałam w lotka w tej intencji. Mój brylancik wpisany cudnie lokalnie. Kto go nie zburzy, tej skorupki bez fundamentów z klepiskiem i sfajczonym stropem, z piecem chlebowym, z idealnie wycyrklowaną przestrzenią, zlituje się ktoś? Kto zachowa bryłę nietkniętą (jak u sąsiada- zdjęcie nr 3 nawet okna skrzynkowe), kto uratuje moje zbolałe serce, bo pęknie jak tylko jakiś zwyrodnialec zburzy nr 8 i postawi tu sztuczną paprotkę.
Od kiedy pojawił się afisz: na sprzedaż, ósemka przylgnęła do mnie, i chyba na dobre, zdaje się, i tak patrzy, i patrzy

Tadam, że można:
http://www.coolhunters.pl/ramka/ten-dom-wyglada-jak-opuszczona-ruina-ale-jego-wnetrze-zwala-z-nog

Czy na prawdę nikt tego nie widział. Czy wszyscy wszystko mają w d. . Gonią za czymś. Gonią, gonią, biegną. Nikt nie zwolnił. Pędem mijały auta moje zostawione na środku drogi. Może i jestem pie…eta. Artefaktu w panoramie nie dało się nie dostrzec, kruki(spłoszyłam, przeszkodziłam, wtargnęłam:/) rozszarpywały truchło jelenia, naście metrów dalej leżał szkielet, gdzieś na tle lasów i pól biegały 2 osobniki grzebiąc w śniegu w poszukiwaniu jedzenia, zupełnie jakby nic się nie działo. Pacior nieco przerażona pobiegła za mną. W jej wieku miałam wpojone, że kruk przynosi śmierć, w jej wieku nie zrobiła bym kroku do przodu. Teraz nie odpuszczam takim zjawiskom.


Wrzucam jeszcze mieczyk bez rękojeści. 35 min. Do poprawek, na próby wystarczy;) Wzór do rękojeści mam z maczety oryginalnej, tam na nity jest mocowanie, w drewnie jeszcze nie rzeźbiłam—->wyzwanie:D Tylko symbolicznie historycy chyba się nie czepią:)

Ja po prośbie dziś, bo jest tu kilku regionalnych zaglądaczy. Obdzwoniłam i pisałam bezskutecznie i… lokalne muzea, i stowarzyszenia pasjonatów historii nie posiadają w swoich zbiorach. Kręcimy film, już raczej do scenografii wszystko ogarnięte, a co nieogarnięte podkładane będzie komputerowo, potrzebujemy tylko dwie szable, ewentualnie szpady. Ktoś?… Coś?… (proszę o maila jakby komuś kurzyły się na ścianie i zechciałby pożyczyć na szczytne przedsięwzięcie, oddamy nienaruszone:) kontakt na maila:
anetagramatykaformy@gmail.com lub mariusz.dragan@gmail.com
I jeszcze kamionkowe kufle ot jak do grzańca, im mniej fajansowe tym lepiej 😉 ewentualne aluminium cyna mosiądz nie wzgardzimy naturalnie.
ps. 11 lutego zapraszamy jak co roku w podziemia:
Koncert

Tak na szybko, nie tyle z WOŚPu, co z polityki GOKU. Repertuar tegoroczny,
(pomijając występy szkół):
18:00 – SALEN Leśna (blues/rock)
19:00 – OBSYDIAN Gryfów Śląski (progressive metal)
20:00 – TRICHOMES Wałbrzych (metal)
na pierwszym były jeszcze osoby co nie zdążyły zwiać po licytacji, na Obsydianie zostało może 20 osób, a ostatni, sala była niemal pusta. Dyrektorka zatwardziale nie zmienia polityki, nie zraża się, choć rok temu było to samo. Póki co odgórnie nie ma przykazu organizowania „wyszumiałki”( ;)) ) wielopokoleniowej, bo efektywność wolontariuszy z roku na rok jest większa. Chwała Ci Aniu za to. Jeszcze, żeby target się obudził;)

Wywaliłam ten fragment ściany, złamałam dłuto w udarze, kończyłam młotkiem. Było by szybciej, ale patrzyłam jak cegły rozpryskują się za oknem, jedna na drugiej (na wiosnę muszę to uprzątnąć:) nie było jak kontenera postawić, bo pod śniegiem była podobna hałda gruzu).
Nie odzyskiwałam cegieł, rozsypywały się w rękach. W sumie to 2 dni roboty, wliczając zbijanie tynku tam gdzie miał być zbity, żeby odsłonić cegły, albo gdzie się sypał, wyczyszczenie tych cegieł (mechanicznie, bo biceps sflaczał i w pewnym momencie drapałam pomagając sobie biodrem:)) ), pozbycie się gruzu, tam gdzie tynk się trzyma zdrapanie farby.
Wrzucam jeszcze w kolejności wzory pod warstwami farby. Naliczyłam 8 powłok, wzory były na 3. Pierwsze 2 zdjęcia to ta na samym dnie, w układzie od podłogi: 25 cm pas coś na kształt łososiowego, 3 cm biel, 0,5 cm niebieski linia, 170 cm wzór niebieski na białym tle, 20 cm nad linią otworów okiennych te kwiaty (okna dodatkowo potraktowane zielonym), intensywne, piękne barwy. Pozostałe to wałeczki jakie wszyscy znamy.
d1

d2

d3

d4

d7

d5

d6

Aha, przy tej pierwszej, dziewiczej 😉 pominęłam bordiurę przy „opisie”, zostawiłam jej fragment na ścianie u syna. Z ciężkim sercem drapałam, gdyby nie to, że tynk nie trzymał się ścian pokusiłabym się jednak zostawić przynajmniej większe fragmenty.
d8

-jeden raz! na różańcu widziałem cię
Bez ogródek, wypominki, i czemu na ty, ja mówię „proszę księdza”. Ale to nie koniec, 2 dzieci.
-a ojcowie? (:D ) Odwiedzają?.
-Ojciec. Ma kontakt(omal nie parsknęłam śmiechem).
– i co radzisz sobie. Zraziłaś się. Nie tędy droga. Możesz już iść do spowiedzi masz prawo
-???to psychoanaliza, tak po dzień dobry?i szczęść boże?, bardzo dziękuję za tą możliwość..
(co ty gadasz, ugryź się w język, to dziekan, ale ludzki, ponoć ma dziecko i babę, ale o co mu chodzi…)
-nie, powiedziałaś A teraz musisz powiedzieć B, prowadzisz za rękę, świeć przykładem
-jakim? mam udawać?
-już dobrze, jak będziesz gotowa, zapraszam

(gotowa?z demencją;))

To było, dziwne doświadczenie.

Poczułam się jak wywołana do odpowiedzi. Ostatni raz kiedy semestr się zaczął. Po pierwszych ćwiczeniowych kiedy to płynęły wywody czym to jest filozofia, potem po tygodniu był wykład. Prof. Hadamek i jego pamięć absolutna na sali gdzie było 150 osób, z nazwiska mrużąc oczy w moim kierunku, oświadczył przez mikrofon z za tej swojej mównicy, że zaraz przepyta mnie z Tatarkiewicza na ćwiczeniach. Omal nie zeszłam na zawał. Potem posypało się jeszcze kilka nazwisk, i uspokoiłam się, że przecież on pracuje nad swoim autorytetem. Zawsze celnie wymierzony strzał:) Jedyne zajęcia, na których zawsze była pełna aula, i nie po wiedzę, oj nie, bo nie uczył myśleć, a recytować tą swoją biblię.
Wczoraj ksiądz był po kolędzie.
Córka zdecydowała się, że jednak ma zamiar przystąpić do komunii, więc muszę ją wspierać, i faktycznie po jakiś 5 latach nieobecności w kościele udałam się z nią raz na różaniec. Usiedziałam nawet do końca, choć dawno nie czułam się tak obco. Ludzie wstawali, siadali, żarliwie pogrążeni w modlitwie (?), do góry, na dół, na kolana, na baczność, dzieci klepały bezmyślnie do mikrofonu zdrowaś Mario. Nie taki kościół pamiętam z dzieciństwa. I przemknął wtedy dziekan do konfesjonału. Zanim skręcił w nawę boczną przystanął i patrzył na te ostatnie rzędy:))

5 dla Boga, 4 dla niego, a 3 może wypracować student. W systemie edukacji punktowej gdzie nie ma celów nadrzędnych, a punkt widzenia jest tylko jeden, i gdzieś tam w tle niskie ego.

Wyższe wartości, dziękuję księdzu, przez przypadek chyba sobie przypomniałam o ich istnieniu i wcale nie chodzi mi o wiarę.

cd.
Miało być tak, ale dziś jak skrobałam warstwy farby znalazłam pęknięcie, zbiłam tam tynk, ściana dostawiona, tu najprawdopodobniej był piec kaflowy, ogrzewający 2 pomieszczenia:) a będzie szyba, miała być prysznicem, który przegrał z wanną, i miał być opchnięty na olxsie:) Szyba do pokoju Szyszka, ale zrobię mu takiego shuttersa na szynie co by miał swoją prywatność;) Wyszło na dobre, bo okno ma od wschodu, przyda się szybka doświetlająca 110×200 od zachodu.
I małe sprostowanie do Knaufa mp 75sl-„BETON” Goldbandem robi się sprawniej. Wychodzi jak tadelakt jak się urobi. Werniks do tego i wygląda jak blacha. Mrr. Nie widać na tym zdjęciu ale jeszcze nie mam zamontowanych lamp, wszystko pokażę później:) Jak skończę:)
kkk

kkkk

In dieser Zeit habe ich als Putzfrau gearbeitet

Tak sobie przypominam, w tym czasie miałam możliwość liźnięcia dwóch całkowicie różnych kultur po prawej i lewej stronie rzeki Mozeli. Po tej niemieckiej po dłuższym czasie funkcjonowania tam, całkowicie naturalne wydawało mi się zachowawcze podejście do dzieci, kiedy były chore. W rękawiczkach na kiju podawano leki, nie zbliżano się do nich na krok. Bo co by było, gdyby rodzic też zachorował. Takie to ich, myślałam sobie.
Jako, że nie wprowadziłam owej praktyki, Kicior poskładał się na łopatki. I co? Z taką samą troską i ciumaniem w czółko odpłaciły mi się moje pociechy:) kiedy już same mogły chodzić (po tygodniu walki z chorobą), przynosząc płyny wszelakie i świeżo parzoną herbatę:)puszczając mi bajkę:)) (odpłaciły-jakie brzydkie słowo, powinnam raczej była napisać, że zatriumfowałam jako matka, i że jakże budujące są takie małe chwile radości:) ).

Dwa filmy jeszcze na koniec:
„Lęk wysokości”, o szukaniu tych rąbanych „wysepek dobra”. Może kiedyś się przemogę, poszukam. Teraz nie mam sił, wystarczy.
I ten, cudowny „Dziewczyna z lilią”, nawet się wzruszyłam 2 razy, raz ze śmiechu (taka 1 scena z marszu pożegnalnego :)ale psssyt;))już nie psuję oglądania

PS.:)))

-Tu są dźwi
-Drzwi.
-Tak, dźwi
-Drzwi.
-Tak.
-dobrze to ile te dźwi mają

I jeszcze tym filmem się podzielę
Paciorek go znalazła i zażyczyła sobie drewnojada z kamiennym wyrazem twarzy, zdradziły ją tylko pąsy na policzkach (kiedy przytaknęłam i z takim samym kamiennym wyrazem twarzy udawałam, że idę podkraść Ziucie:D). Ziutka tak średnio za szarańczą. Mącznikami gardzi.
Smacznego! jakby się ktoś skusił, ja musze sprzątać basen po szarańczy, a jeszcze te jej haczyki na odnóżach:), prędzej drewnojada:

http://wyborcza.pl/12,82983,13133022,Przysmaki_z_owadow___jak_je_przyrzadzic_i_z_czym_jesc_.html

To tyle o chorowaniu i powrotach do pracy:)
Tak przy okazji, Wesołych Świąt tym co je obchodzą, tak jak ich nauczono obchodzenia. Wesołych tym co sobie je zdefiniowali na nowo, tym co się nimi cieszą, i tym co ich nienawidzą.
ziutek